Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 września 2013

Gwiazdozbiór psa - Peter Heller



Hig i Jasper, dwaj przyjaciele, człowiek i pies. Samotny dom, bezludna przestrzeń w pobliżu gór, towarzystwo tej części przyrody, która przetrwała. Bangley, posiadający całą szafę broni, który mieszka zaraz obok i osłania nieskłonnego do przemocy Higa. Jedyni inni ludzie, którzy pojawiają się w okolicy są gotowi zabić cię, byle zdobyć jedzenie, schronienie i broń, Ty musisz więc być szybszy. Codziennie Hig lata  na patrol starym samolotem, Bestią. Zagląda wtedy do wioski zakażonych, którym z bezpiecznej odległości pomaga i przywozi potrzebne produkty. Tak wygląda życie w świecie, który pozostał. Zaraza zdziesiątkowała świat, populacja zmniejszyła się o 99.9 %, część zwierząt wyginęła. Hig stracił bliskich i wszystko, co była dla niego ważne, jednak mimo to stara się żyć zgodnie ze swoim sumieniem.

Gwiazdozbiór psa opowiada o samotności, tęsknocie za tym, co stracone, życiu po katastrofie. Książka nie obfituje w zaskakujące zwroty akcji, bardziej skupia się na umyśle głównego bohatera, na którego utrata żony i tego, co znane bardzo wpłynęła. W którymś momencie powieści przyznaje, że czasami ma wrażenie, iż „myśli mu uciekają, mieszają się ze sobą” i faktycznie jest to wyjaśnienie sposobu narracji. Książka ma postać dziennika pisanego przez Higa. W jego prozie da się zauważyć wielki chaos,  interpunkcja pozostawia wiele do życzenia, a żeby wychwycić sens wypowiedzi trzeba się nieco postarać.  Początkowo może to być kłopotliwe, ale tak naprawdę właśnie w nietuzinkowości narracji kryje się urok książki.

„Gwiazdozbiór psa” opowiada o postapokaliptycznym świecie, budzi w czytelniku melancholię i smutek, ale pomiędzy wierszami da się z niego wyczytać obietnicę nadziei i nowego życia, bo każdy koniec to także początek. Hig skupia się na bardzo prozaicznych, zwyczajnych rzeczach, którym dodaje niezwykłości. Pokazuje piękno codziennych czynności, radość z łowienia pstrągów, latania starym samolotem, czy wypraw na polowanie z czworonożnym przyjacielem u boku. Umysł głównego bohatera jest bogaty w wątpliwości i pytania na temat istoty człowieczeństwa. Tym, czego Hig pragnie najbardziej jest towarzystwo drugiej istoty ludzkiej, znalezienie zrozumienia i poczucie bliskości.

Gwiazdozbiór psa nie może się poszczycić szybką akcją  i zaskakującymi zdarzeniami. Jest to pięknie napisana opowieść o sensie ludzkiego życia. Sprawia, że człowiek cieszy się z istnienia takich tytułów i zastanawia, dlaczego tyle czasu poświęca innym, pozbawionym przekazu książkom. Ta historia jest tak wspaniała, że po jej zakończeniu miałam ochotę zacząć od początku i pewnie to zrobię, by na nowo odkrywać kolejne przesłania ukryte między wierszami. Książka wywołuje uśmiech na twarzy, częściej wzrusza i na pewno na długo zostaje w pamięci. Powieść Petera Hellera czyta się jak najlepszą poezję.

Moja ocena: 10/10

wtorek, 3 września 2013

BZRK - Michael Grant




Noah Coton, lat szesnaście, odwiedza swojego brata Alexa w Centrum Leczenia Chorób Psychicznych. Alex przedstawia żałosny widok, wpatrując się w przestrzeń pustymi, niewidzącym oczami i wykrzykując bezustannie słowa takie jak „nano” czy „Berserk”. Noah jest przerażony stanem brata, byłego żołnierza. Wkrótce zgłasza się do niego mężczyzna, który za przyczynę szaleństwa Alexa Cotona i pragnie pokazać Noahowi świat, o którym mało kto ma pojęcie. Z drugiej strony Sadie McLure, która zostaje ostatnią w rodzinie i spadkobierczynią wielkiej firmy. Jej życiu zagraża tętniak mózgu, ale dziewczynę ratują umieszczone w jej głowie boty, będące częścią tego samego tajemniczego świata, który przyczynił się do szaleństwa Alexa. Dziewczyna również zostaje zwerbowana przez tajną organizację i odkrywa, że w organizmie człowieka kryje się cały wszechświat. Młodziez będzie musiała zmierzyć się z niebezpiecznym przeciwnikiem, stanowiącym zagrożenie dla równowagi politycznej na całej planecie. A wróg nie zawaha się przed niczym, byle osiągnąć cel.

Michael Grant to pisarz znany z cieszącej się wielką popularnością serii GONE, charakteryzującą się genialnym pomysłem na fabułę. Autor umieszcza w kopule grupę nastolatków i stawia na ich drodze mnóstwo zagrożeń. Seria ta jest jedną z moich ulubionych, uważam, że Michael Grant to genialny pisarz. Jednak sięgając po BZRK nie miałam pojęcia, czego mogę się spodziewać. Opis był dość tajemniczy i pomimo pozytywnych recenzji wątpiłam, czy da się napisać coś ciekawego na temat mikroskopijnych robaczków buszujących sobie po świecie i ludzkim organizmie, czyli o rzeczywistości nano. A przecież powinnam już wiedzieć, że Grant zawsze serwuje czytelnikom świetne historie, to bardzo pomysłowy pisarz. Tak więc w BZRK poznajemy grupę bohaterów, zarówno nastoletnich jak i dorosłych, którzy walczą lub wkrótce będą to robić na zupełnie nowym polu, czyli ludzkim organizmie. Dzięki nowej technologii możliwe jest sterowanie małymi cząstkami zwanymi biotami i opanowywanie mózgu człowieka. Prawie nikt nie ma pojęcia o takich możliwościach, ale istnieją organizacje, które wykorzystuję je do przejęcia władzy na świecie i takie, które walczą z tymi pierwszymi.

Mimo nazwiska mojego ulubionego autora do książki podchodziłam dość nieufnie, ale kiedy już rozpoczęłam lekturę, nie mogłam się od niej oderwać. Początkowo liczba bohaterów może przytłaczać, gdyż po krótkich rozdziałach i nie wdawaniu się w wyjaśnienia ciężko zorientować się, o co chodzi. Wszystkiego dowiadujemy się wraz z młodymi bohaterami, którzy także po raz pierwszy wkraczają do świata nano. A przedstawienie tego świata przez Granta jest niebywałe. Sprawia on wrażenie, jakby sterowanie botami za pomocą umysły i wędrowanie nimi po ludzkim ciele było jak najbardziej możliwe i normalne. Opisy  nano są dla czytelnika dość abstrakcyjne, ciężko bowiem wyobrazić sobie ludzkie oko jako powierzchnię, po której można sobie spacerować. Autor przedstawia też walki pomiędzy botami i nanobotami i te elementy wydały mi się zbędne albo może raczej nie w moim guście, gdyż generalnie nie przepadam za opisami walk w książkach.

BZRK to bardzo dobry thriller rozgrywający się w oryginalnej scenerii, świecie nano, a z takim pomysłem jeszcze się nie spotkałam. W książce występuje wiele brutalnych, krwawych, czasem obrzydliwych scen, w czym jest podobna do GONE. Poza tym w BZRK tak jak w poprzedniej serii tego autora pojawia się wielu bohaterów, którym poświęcone są kolejne rozdziały. Początkowo wprowadza to chaos, ale bardzo lubię taki sposób prowadzenia narracji trzecioosobowej. Zaletą książki jest świetny pomysł, trzymająca w napięciu i mknąca naprzód akcja, a także nieprzewidywalność. Już się przyzwyczaiłam, że w powieściach Michaela Granta nie mam pojęcia, co za chwilę się wydarzy. Cieszę się, że BZRK to seria i będę mogła przeczytać kolejne tomy, bo gdy GONE się skończyło, co innego by mi zostało?

Moja ocena: 8/10

wtorek, 2 lipca 2013

Scarlet - Marissa Meyer



Kopciuszek już uciekł z pałacu od przystojnego księcia, zdążył zgubić stopę i rozwścieczyć złą królową. Teraz siedzi w więzieniu, ale nie należy się zbytnio niepokoić, gdyż lada chwila ucieknie na statek kosmiczny z przypadkowo poznanym nieznajomym. Skoro mamy Kopciuszka, gdzież podziewa się Czerwony Kapturek i zły Wilk? Znajdziemy ich gdzieś we Francji, a konkretnie w miasteczku Rieux. Rudowłosa Scarlet pracuje na farmie swojej babci, zajmując się głównie uprawą warzyw. Jej życie jest bardzo spokojne i jednostajne, aż do czasu gdy jej ukochana babcia zostaje porwana, bo cóż innego mogło się z nią stać, przecież z własnej woli nie zostawiłaby wnuczki i gospodarstwa. Policja nie znajduje żadnych tropów, a dziewczyna jest zrozpaczona. Gdy poznaje w karczmie młodego mężczyznę o przydomku Wilk znajduje wsparcie w poszukiwaniach i wraz z nowym znajomym planuje udać się Paryża.

„Scarlet” Marissy Meyer to druga część Sagi Księżycowej. Stanowi kontynuację opowieści o Cinder i rozgrywa się w tym samym świecie w zaledwie kilkudniowym odstępie czasu od poprzedniego tomu. Jednak tym razem pojawia się kolejna główna bohaterka, którą jest tytułowa Scarlet, mająca uosabiać baśniowego Czerwonego Kapturka. Faktycznie da się w historii Meyer znaleźć coś z baśni braci Grimm, bo choć całość stanowi metaforę popularnej opowieści, mamy bardzo dosłownego Wilka i „wędrówkę przez las”. Wydawało mi się, że ciężko będzie realnie przedstawić fabułę w taki sposób, by jednoznacznie kojarzyła nam się z baśnią ze względu na nowoczesność świata przedstawionego. Moje obawy były nieuzasadnione, bo jak widać nawet w cywilizowanym świecie nie brakuje agresji i zwierzęcości.

Autorka zgrabnie pozwala nam śledzić na zmianę losy Scarlet i Cinder. Początkowo nie byłam zachwycona tym zabiegiem, wydawało mi się, że bardziej zaciekawi mnie opowieść o Czerwonym Kapturku i będzie mi brakować scen z jego udziałem. Tymczasem dawka proponowana przez autorkę okazała się dobrze wyważona i przestałam mieć co do niej zastrzeżenia. Jeśli chodzi o główne bohaterki, mimo wszystko bardziej lubię Cinder, która jest zabawna i skora do działania, bo Scarlet była aż nadto energiczna i w gorącej wodzie kąpana, jej naiwność może razić. Za to Wilk jak Wilk, nieprzewidywalny, nie da się do końca odgadnąć jego zamiarów. I tu zaczynają się rozbieżności z baśnią i poprzednią częścią, gdyż „Scarlet” jest dużo bardziej nieprzewidywalna od poprzedniczki. Na szczęście historia poszła własnym torem i już od drugiej połowy działo się nieźle, zaskoczyło mnie jak dobry pomysł miała autorka. Historie Kopciuszka i Kapturka nie tylko łączą się ze sobą, ale też oddziałują na cały świat przedstawiony.

Trudno się o coś do książki przeczepić, jednak nie będę ukrywać, że męczyłam ją prawie 2 tygodnie. Około dwusetnej strony zacięłam się i nijak nie mogłam ruszyć dalej, na szczęście zawzięłam się i zmusiłam do dalszej lektury. Efektem tego jakieś 100 stron później się wciągnęłam i mogłam być pod wrażeniem pomysłowości i kunsztu autorki. Nie pałam do Sagi Księżycowej miłością jak niektórzy i nie uważam jej za arcydzieło, ale jednak pomimo słabszych momentów generalnie dobrze się przy niej bawię. Niniejszym ogłaszam drugą część lepszą od poprzedniczki, za bardzo ciekawy i rozwijający się wątek o Lunarach.

Moja ocena: 7/10

Saga Księżycowa:

1. Cinder
2. Scarlet



piątek, 21 czerwca 2013

Nowy przywódca - Julianna Baggott



Po Wybuchu powstały dwa oddzielne światy, kontrastujące ze sobą na każdym polu. Z jednej strony żyjący w Kopule wpływowi i bogaci, tzw. Czyści, którzy nazywają się „życzliwymi obserwatorami”. Wiele lat temu obiecali pomoc ludziom żyjącym na zewnątrz, ale jak dotąd nie uczynili kompletnie nic. Dlatego Nieszczęśnicy każdego dnia walczą o przetrwanie i nie tracą nadziei na ratunek. Czcze pragnienia, o czym dobrze wiedzą Pressia i Partridge. W tym świecie istnieje wiele prawd, ale młodzi ludzie znają już odpowiedź na najważniejsze pytania. Teraz muszą przejść do działania. Pressia wraz z Bradwellem i El Capitanem będą prowadzić poszukiwania na zewnątrz, a Partridge musi wrócić do Kopuły i spróbować obalić ojca.  

Nowy przywódca to drugi tom trylogii Świat po wybuchu autorstwa Julianny Baggott. Fabuła bazuje na Wybuchu, który miał miejsce dekadę temu, a który przyniósł katastrofalne skutki, takie jak śmierć ogromnej rzeszy ludzi, zniszczenie dotychczasowego porządku, zanik podziału na państwa. Istnieje za to Kopuła, która ma nowoczesne środki i udogodnienia, wykorzystywane tylko do własnych celów. W kolejnym tomie wiemy już dużo o żyjących w niej ludziach i ich złowrogich zamierzeniach. Co nowego stanie się w „Nowym przywódcy”? Mogę zdradzić jedynie, że ktoś zawędruje na inny kontynent, pojawi się nowy bohater, który trochę skomplikuje losy pozostałych, a i wspomnienia lub ich brak odegrają ważną rolę. Jednym słowem, dzieje się.

Nowa Ziemia to świetna książka, która mnie zachwyciła i od razu wyjawię, że kontynuacja też trzyma poziom. Bo choć czasem mam dość dystopii i podobnych wizji świata zdziesiątkowanego zwykle przez nieuleczalną chorobę czy katastrofę, to jednak trylogia Świat po Wybuchu się wyróżnia. Pod względem kreacji i głównego motywu świat przedstawiony nie jest nadzwyczajny, za to perypetie bohaterów intrygują. W Nowym przywódcy roi się od tajemnic i intryg niczym w najlepszym kryminale. Książka jest nieprzewidywalna i zwykła zaskakiwać. Szczerze mówiąc wydawało mi się, że niczego więcej nie uda się autorce wymyślić, ale pozytywnie mnie zaskoczyła. Julianna Baggott nie osiadła na laurach, pomysły jej się nie skończyły. Znowu wraz z bohaterami staramy się rozgryźć zasady rządzące światem przedstawionym. Najlepsze jest to, że autorka nie pozostawia rozwiązania i wielkiego „wow” na sam koniec, ale stale podrzuca nam nowe odpowiedzi.

Mimo że książka jest tak długa i uważam, że bez szkody dla fabuły można by odjąć kilkadziesiąt stron, to akcja i tak pędzi naprzód i stale dzieje się coś nowego. Przy Nowym przywódcy jak i przy tomie pierwszym nie sposób się nudzić, co jest największą zaletą powieści. Ale siłą są też jej bohaterowie, na których brak nie można narzekać. Zarówno postacie główne jak i drugoplanowe odgrywają ważną rolę i są im poświęcone poszczególne rozdziały, choć narracja jest trzecioosobowa. Jestem zafascynowana niektórymi bohaterami, takimi jak El Capitan, Helmud czy Lyda, którzy wywołują wiele emocji, potrafią bawić i wzruszać. Autorka szanuje swoich czytelników i nie kończy książki złośliwie w samym środku sceny, ale i tak z pewnością nie jeden osobnik będzie czekał z niecierpliwością, byle się dowiedzieć, jak historia potoczy się dalej. Po raz kolejny utwierdzam się w fakcie, że twórczość Julianny Baggot jest nieprzewidywalna i nie przestanie mnie zaskakiwać. Polecam!    


Moja ocena: 9/10

środa, 19 czerwca 2013

Cinder - Marissa Meyer



Zapoczątkowana przez braci Grimm historia Kopciuszka to motyw często wykorzystywany w literaturze i filmie, warto wspomnieć chociażby o bajkach dla dzieci produkowanych przez Walt Disney czy licznych opowiadaniach i książkach bazujących na tej opowieści. Jednak choć podobnych dzieł powstaje wiele, zwykle autorzy nie oddalają się poza pierwotną koncepcję, przedstawiającą historię biednej dziewczyny, która wzbudza zainteresowanie przystojnego księcia. Autorka Sagi Księżycowej poszła nieco dalej, dziewczynę zastępując cyborgiem, a czas akcji przenosząc o dobre setki lat w przyszłość. Podobieństwa? Cinder ma problem ze swoją stopą, która dawno temu stała się za mała, a jej macocha jest zbyt skąpa, by kupić jej nową. Brzmi abstrakcyjnie? Cóż, w Nowym Pekinie cyborgi nie są obiektem powszechnego uwielbienia, ale spotyka się je nierzadko. Odgrywają ważną rolę w poszukiwaniu lekarstwa na śmiertelną chorobą, która budzi powszechną panikę.


Jest więc Kopciuszek będący cyborgiem, nie może też zabraknąć przystojnego księcia! Reprezentuje go Kai, który poznaje Cinder prosząc ją o naprawę swojego androida, dziewczyna jest bowiem mechanikiem i to nie byle jakim, bo sławnym na całe królestwo. Tylko czekać, aż dziewczyna dostanie na zaproszenie na bal, tak to w końcu było w baśni. Przeciwności na drodze do szczęścia Cinder stanowią jej macocha wraz z córką. Kobieta wykorzystuje dziewczynę, zarabiając pieniądze jej pracą, a i tak traktuje ją jak gorszą istotę. Sytuacja zaognia się jeszcze bardziej, gdy zła macocha obwinia Cinder o nieszczęście, która spotyka jedną z jej córek.


W Sadze Księżycowej pojawia się wątek niewystępujący w tradycyjnej wersji. Mianowicie Ziemianie obawiają się wojny z mieszkańcami Księżyca, zwanymi Lunarami. Ich czary zdolne są mieszać ludziom w głowach, a królowa Levana to zło wcielone. Prowadzone są co prawda negocjacje mające na celu zawarcie pokoju, ale Lunarka jest nieustępliwa i stawia ostre żądania. Co ma zrobić następca tronu, gdy żadna decyzja nie jest właściwa? Marissa Meyer znacznie przekształciła znaną nam historię Kopciuszka, zmieniając wizerunek słodkiej i romantycznej bajki za pomocą całkowicie innego świata przedstawionego. Nie ma białego pałacu, karety, wróżki i zgubionego pantofelka, jest za to współczesność, technologiczny rozwój, proteza stopy i rozpadający się samochód. Taka wersja podoba mi się dużo bardziej.


 Wadą książki jest jej duża przewidywalność. Niby nie wiemy, jakie będzie zakończenie historii, ale rozwiązania najważniejszego wątku można się domyślić z łatwością, mi się to udało niemal na samym początku. Towarzyszące zakończeniu rewelacje w ogóle mnie więc nie zaskoczyły, choć co stanie się dalej z Cinder, nie wiedziałam. Początkowo nie mogłam się w powieść wdrożyć, bo specjalnie mnie nie zaciekawiła, ale ani się obejrzałam, a już było po lekturze. Czyta się szybko, co jest zasługą nie tylko przystępnego, choć niewyróżniającego się języka, ale także dużej czcionki, która niestety może być denerwująca. Gdyby zastosować standardowy rodzaj i rozmiar, książka byłaby znacznie cieńsza.


Cinder to ciekawa adaptacja historii o Kopciuszku. Wizja świata w przyszłości, nowoczesnego i zmechanizowanego, ale wciąż borykającego się z zarazą intryguje. Temat śmiercionośnej choroby jest mało oryginalny, bo pojawia się w co drugiej dystopii, ale za to konflikt między planetą Ziemią a Lunarami to zupełnie inna bajka. Cinder nie zauroczyła mnie, choć czas z książką uważam za mile spędzony. Dużo bardziej jestem ciekawa przedstawionej przez Meyer wersji opowieści o Czerwonym Kapturku, z którą wkrótce planuję się zapoznać.

Moja ocena: 7/10


sobota, 27 kwietnia 2013

Nowa Ziemia - Julianna Baggott



Kiedy nastąpił Wybuch doszło do pogromu ludzkości, większa część populacji zginęła, a część odniosła straszne obrażenia i nie chodzi tu o poparzenia, rany, utratę kończyn. Wielu ludzi zostało stopionych z przedmiotami, z którymi akurat mieli kontakt, na przykład ze słuchawkami do telefonu, lalką, kuchenką. Niektórzy w ten sposób są złączeni ze zwierzętami, a jeśli stali się przez to niebezpieczni i nieludzcy, nazywa się ich Bestiami. Niektóre osoby stąpiły się z innymi ludźmi, tworząc niebezpieczne Grupony, jak sama nazywa wskazuje poruszające się w grupach, co ułatwia im walkę i przetrwanie. Z kolei Pyły, chyba najbardziej groźne, złączyły się z ziemią i bytują ukryte pod nią, gotowi schwytać i pożreć każdego, kto znajdzie się w ich zasięgu. Te wszystkie groźne stwory żyją poza kopułą, wśród nieszczęśników, którzy każdego dnia mogą spodziewać się śmierci. Negatywnie wpływa na nich też wpływ szkodliwego promieniowania. Inaczej wygląda życie w kopule, w której przetrwała tylko elita. Wiedzie ona bezpieczne, zupełnie normalne życie, lecz jak głosi propaganda, chcą pomóc „nieszczęśnikom”. Jednak od czasu Wybuchu sprzed 9 lat, nie podjęli ku temu żadnych kroków.

Właśnie taki świat przedstawia Julianna Baggott w swojej trylogii Świat po wybuchu, której pierwszą część stanowi „Nowa Ziemia”.  Apokaliptyczna wizja świata w tej powieści jest niezwykle prawdziwa i przemawia do wyobraźni. Tylko nielicznych Czystych nie dosięgły jej skutki, ale reszta ludzkości na zawsze nosić będzie swoje piętno. Wykreowany przez autorkę świat poznajemy z perspektywy Pressii, żyjącej poza kopułą wraz z dziadkiem. Zbliżają się jednak 16. urodziny dziewczyny, kiedy to będzie ona musiała oddać się w ręce OPR i rozpocząć walkę przeciw mieszkańcom kopuły. Z kolei Partridge jest Czystym, ale nie podobają mu się poczynania ojca tyrana. Przeżywa śmierć matki i brata, chciałaby opuścić kopułę i poznać świat poza nią.

Nowa Ziemia to doskonała antyutopia, która już od pierwszych stron wprowadza czytelnika w inną rzeczywistość. Z jednej strony akcja cały czas się rozwija i nie można narzekać na zbyt wolne tempo, a z drugiej ważną rolę odgrywają opisy świata współczesnego i tego sprzed wybuchu oraz historie bohaterów. Wszystkie elementy są świetnie zrównoważone, dzięki czemu nie czekałam na ciekawsze fragmenty, ponieważ każdy akapit miał swoją wartość i przesłanie. Podczas czytania książki nie miałam chwil zwątpienia ani zastrzeżeń co do niej. Możecie powiedzieć, że takich historii jest mnóstwo, ale ta naprawdę wyróżnia się spośród nich, czego nie da się stwierdzić po samym opisie fabuły, trzeba po prostu przeczytać. Może i wątek kopuły się już pojawiał, choćby w GONE, u Kinga i zapewne też innych twórców, ale tutaj został przedstawiony w Inny sposób. Przede wszystkim kopuła została stworzona przez człowieka, ale też nie odgrywa aż tak ważnej roli, pełni przede wszystkim funkcję oddzielającą od siebie dwie grupy ludzi.

Do fabuły i akcji nie mam żadnych uwag, zostały one zgrabnie i ciekawie poprowadzone. A co ze stylem autorki? Otóż Julianna Baggott sprawnie posługuje się piórem, pisze ciekawie i obficie, ale też z klasą, czyli używa bogatego słownictwa i ładnie wyraża swoje myśli, oczywiście jak na taki gatunek powieści. Opisy łączą się z historią w taki sposób, że trudno je uznać za osobny element, przez który trzeba przebrnąć. Są częścią fabuły i podobnie jak ona wciągają i składają się na doskonałą lekturę. A fabuła niesie ze sobą mnóstwo tajemnic, autorka lubi na każdym kroku zaskakiwać czytelnika. Pojawiają się nowe wątki i odpowiedzi, których nawet nie podejrzewaliśmy. Nawet wątek miłosny nie jest w tej powieści tak oczywisty, spodziewałam się tego, co lubią czynić prawie wszystkie autorki, a jednak nie. Nawet trójkąta nie było! Podejrzewam, że zachęci to bardzo wielu potencjalnych czytelników.

Ogromną zaletą powieści są jej bohaterowie i to nie tylko ci główni, którzy zrobili na mnie nawet mniejsze wrażenie niż drugoplanowi. Ciężko mi oceniać Pressię, bo wzbudzała we mnie różne odczucia, za to Partridge’a bardzo polubiłam. Ale najbardziej zaciekawił mnie El Capitan, czyli dowódca, który stopił się podczas Wybuchu ze swoim bratem Helmudem, noszonym teraz przez niego na plecach. Polubiłam też dziadka Pressi, dziewczynę Partridga i szereg postaci, o których nie mogę wspomnieć z uwagi na to, że dopiero później pojawiaj się w powieści. Julianna Baggott stworzyła rewelacyjną historię, w której zachwyt budzą pomysł na świat przedstawiony, ciekawi bohaterowie i częste zaskakiwanie czytelnika. Polecam serdecznie, a sama nie mogę się doczekać „Nowego przywódcy”. Całe szczęście, że premiera już wkrótce.

Moja ocena: 9.5/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Egmont.

Świat po wybuchu:
1.Nowa Ziemia
2.Nowy Przywódca
3.Nowe Jutro

piątek, 12 kwietnia 2013

Partials. Częściowcy - Dan Wells


Jedenaście lat temu zbudowani przez ludzi Częściowcy zbuntowali się przeciw nim. Ich przeznaczeniem było walczyć w wojnie izolacyjnej, którą wygrali. Dopiero później miała miejsce katastrofa, która zniszczyła dotychczasowy świat. Częściowcy stworzyli wirusa RM, wystarczająco silnego, by zabić ponad 99% ludzkości. Kilkadziesiąt tysięcy ocalałych zamieszkuje wyspę i jest przekonanych, że na całym świecie mało kto się ostał. Największą klęską jest fakt, że od jedenastu lat żaden noworodek nie przeżył. Wszyscy umierają najwyżej kilka dni po narodzinach na skutek działania wirusa. Sytuacja grozi wyginięciem ludzkości, więc Senat podejmuje coraz bardziej radykalne środki. Najbardziej znaczącym jest Ustawa Nadziei, która nakazuje kobietom od osiemnastego roku życia zachodzić w ciążę. Ludzie liczą na to, że takie prawo spowoduje w końcu narodziny odpornego dziecka, to jednak jeszcze nie nastąpiło.


Właśnie taki świat prezentuje Dan Wells w swojej antyutopijnej powieści pod tytułem „Partials”, będącej pierwszą częścią serii. Ludzkość swoimi działaniami doprowadziła do „końca świata”, tworząc okrutne, przerażająco silne i bezwzględne maszyny, bo właśnie tak w powieści przedstawieni są Częściowcy. Ich wyrwanie się spod kontroli doprowadziło do wytworzenia wirusa, ale to nie jedyny problem społeczeństwa. Senatowi, który sprawuje coraz bardziej dyktatorską władzę, sprzeciwia się Głos- ruch rewolucjonistów. Wells porusza w powieści wiele tematów, takich jak wojna, totalitarna władza, zagłada ludzkości, a nawet medycyna, choć w hipotetycznym wydaniu, bo na przykładzie nieistniejącego w naszym świecie wirusa. Akurat te medyczne fragmenty mogą nie być zrozumiałe dla każdego, bo mimo że autor starał się je opisać w obrazowy sposób, trzeba było się wysilić, by do końca pojąć proces powstawania i rozprzestrzeniania się wirusa. Nie każdemu się to spodoba, gdyż nie wszystkich taka tematyka po prostu interesuje.


Ale jaki w tym świecie jest punkt zaczepienia dla fabuły? Otóż poznajemy Kirę, szesnastoletnią dziewczynę będącą na stażu w szpitalu. Gdy jej przyjaciółka zachodzi w ciążę, dziewczyna chce za wszelką cenę znaleźć lekarstwo na śmiertelną chorobę. Kira nie była mi specjalnie bliska podczas lektury, podobnie jak większość innych bohaterów. Nie byłam w stanie się z nimi zżyć i przeżywać ich losów w takim stopniu, jak bym chciała. Nie przekonali mnie do siebie, ale traktuję ich neutralnie, nie są największą wadą. Za to akcja według mnie strasznie się wlecze. Większą część książki stanowią opisy wędrówek bohaterów, którzy przedzierają się przez chaszcze, walczą z wrogiem oraz obserwujemy inne sceny typowe dla powieści akcji. Książce tylko w pewnych momentach udawało się mnie wciągnąć, ale zwykle czytanie szło mi powoli i żmudnie. Zdarzało mi się nawet wyłączać i nie wiedzieć o czym przed chwilą przeczytałam.

"Jeśli pewnego dnia, mimo naszych wysiłków i najgłębszej determinacji, upadniemy, niech stanie się to dlatego, że pokonał nas wróg, a nie dlatego, że pokonaliśmy się sami."


„Partials” dzieli się na kilka części, a podział ten jest słuszny, gdyż możemy w fabule wyróżnić kilka najważniejszych etapów. W ich obrębie występuje prawie wyłącznie ten główny temat, na którym skupia się akcja. Za mało jest wątków pobocznych i różnorodności, fabuła jest monotematyczna i przez to może znudzić. Do stylu Wellsa nie mam zastrzeżeń, jest prosty i dobrany odpowiednio do przesłania książki, czyli bez kwiecistego języka, metafor i ozdobników. Ale jednak z jakiegoś powodu czytało mi się kiepsko, choć może to wina fabuły i braku akcji. A co z zalet? Przyznaję, że zaintrygował mnie jeden z bohaterów, a autorowi w niektórych kwestiach udało się mnie zaskoczyć. Nie zmienia to faktu, że w powieści nie ma wielu zagadek i tajemnic, których rozwiązanie wywarłoby na mnie wielkie wrażenie. Zakończenie przyjęłam z zaciekawieniem, ale było to ostatnie kilkadziesiąt stron, które nie rekompensują poprzedniej części powieści.


Sięgając po „Partials” liczyłam na coś zupełnie innego. Chciałam antyutopijnej historii, która zwali mnie z nóg i okaże się czymś oryginalnym, na to zapowiadało się z opisu wydawcy. Niestety potencjał pomysłu Wellsa został zmarnowany przez skupienie się na niewłaściwych wątkach, czyli nie na samej intrydze dotyczącej Częściowców i ich tajemnic. Za wiele miejsca zajęły wyprawy, przygotowania do nich i rozterki bohaterów nie wnoszące nic nowego. Wątek miłosny oczywiście występuje, ale na szczęście nie odgrywa głównej roli i nie powiela schematu, którego się spodziewałam na początku. Ale przede wszystkim byłam przekonana, że Dan Wells pokaże świat z perspektywy Częściowców, a nie zwyczajnej dziewczyny, wtedy powieść miałaby dużo lepszy start. Niestety jestem rozczarowana, a zapowiadało się tak pięknie…

Moja ocena: 6/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

sobota, 23 marca 2013

Próby ognia - James Dashner


               
             Thomas i jego przyjaciele przeżyli horror, uwięzieni przez długi czas w labiryncie z krwiożerczymi bestiami, swoimi własnymi słabościami i lękami, nie pamiętając jak wcześniej wyglądało ich życie, na dodatek sami nawzajem stanowili dla siebie  zagrożenie. Nie wiedzieli przez kogo zostali umieszczeni w tym miejscu, a niektórzy spośród nich współpracowali wcześniej z wrogiem.  Tylko grupie wybranych udało się przetrwać i opuścić to koszmarne miejsce. Teraz są bezpieczni, zostali uratowani przez przyjazną im organizację. Dowiedzieli się jak wygląda prawdziwy świat, który stoi na progu zagłady. Ale najważniejsze jest to, że w końcu mogą przestać się bać, mogą najeść się, porozmawiać z przyjaciółmi, położyć do łóżka, a kontrolę nad swoim życiem oddać dorosłym. Chyba w to nie uwierzyliście? Bo oni niestety uwierzyli, że to już koniec prób, a nie ma nic gorszego niż odzyskać nadzieję, by zaraz zostać jej pozbawionym. DRESZCZ rozpoczyna fazę drugą i ostrzega: miejcie się na baczności, nie wierzcie temu co widzicie ani temu co czujecie.

                „Próby ognia” to druga część trylogii dla młodzieży Więzień labiryntu napisanej przez Jamesa Dashnera. Autor wprowadza nas do antyutopijnego świata, ale rządzące nim prawa są dla nas tajemnicą. Początkowo nie wiemy nawet jak ten świat wygląda, jesteśmy bowiem wraz z bohaterami uwięzieni w labiryncie bez wyjścia, a wszyscy chłopcy mają wykasowaną pamięć i nie wiedzą co działo się zanim znaleźli się w tym miejscu. Jednak wraz z końcem pierwszej, a początkiem kolejnej części poznajemy DRESZCZ, zostajemy wypuszczeni na zewnątrz i dowiadujemy się coraz więcej. Świat jest zniszczony przez palące słońce, wśród ludności szaleje zaraza nazywana Pożogą. Grupa A zostaje nią zakażona przez organizatorów prób, a nagrodą za przeżycie kolejnego etapu ma być lekarstwo na chorobę. Chłopcy muszę się więc postarać, nikt nie wybiera śmierci.

                Jestem przekonana, że fani Więźnia labiryntu z ogromną niecierpliwością oczekiwali na kontynuację. Nie wiem jak wytrzymałam aż tyle czasu bez jej przeczytania, ale teraz będzie jeszcze gorzej, po tej książce boję się, jak wytrwam do premiery finalnej części. Ale po kolei: uwielbiam świat wykreowany przez Dashnera! Ten człowiek jest geniuszem, bo ileż mamy na rynku podobnych do siebie antyutopii? Cała masa zbliżonych historii, które może i są ciekawe, ale zwykle czegoś im brakuje i nie potrafią tak poruszyć czytelnika. Natomiast ta trylogia rozstraja moje serie, gdy zaczynałam przygodę z nią Więzień labiryntu był jedną z pierwszych książek o takiej tematyce jakie przeczytałam. Często po skończeniu książki, nawet gdy się nią zachwycam, to po ochłonięciu dostrzegam jej wady i mój entuzjazm mija. Natomiast z książkami Dashnera jest inaczej, są świetne i nie można temu zaprzeczyć.

Próby ognia od pierwszych stron zaskakują, pomysły autora budziły moje oszołomienie i tak bardzo chciałabym w końcu poznać wszystkie odpowiedzi! Ale autor nie zaspokaja tej chęci, bo zakończenie pozostawia nas z uczuciami nie do opisania, a w organizmie niemalże szaleje Pożoga. Początek był bardzo dobry, bo wprowadza nas w taki sposób w świat książki, że nie możemy jej porzucić, gdy akcja cały czas przyspiesza. Oczywiście były nudniejsze momenty, gdy działo się niewiele, ale to jak w każdej powieści. Poza tym autor wykorzystał tym razem jako jedną ze scenerii otwartą przestrzeń, na której nie da się wiele przedstawić. Do rzeczy, które mniej mi się podobały należy rozdzielenie bohaterów, przez co prym wiódł Thomas oraz jego nowa przyjaciółka, która pierwszy raz pojawia się w Próbach ognia. Żałuję, że nie było więcej scen z udziałem moich ulubionych bohaterów, czyli Minho i Newta. Jednak zapowiada się na to, że w kontynuacji znów będziemy mogli oglądać całą plejadę postaci.

           Dashner nie przestaje zaskakiwać i to zawsze z tej strony, której najmniej się spodziewamy. Ostatnie strony wzburzyły we mnie krew i wywołały niedowierzanie, ale powinnam się tego spodziewać, ten autor lubi w taki sposób kończyć książkę. Przynajmniej od początku ma pomysł na całą trylogię, a nie wymyśla na siłę w miarę pisania kolejnych części, jak to często widać w innych seriach. Od początku trzyma się celu i sukcesywnie do niego zmierza, a zakończenie trylogii będzie z całą pewnością spektakularne i niezapomniane, jestem tego pewna! Już zapowiedź ostatniej części, którą przeczytałam na końcowych stronach Prób ognia wywołała u mnie dreszcze, dosłownie. Druga część była może mniej mroczna, ale działo się w niej sporo ciekawych rzeczy, a sytuacje spotykające bohaterów budzą w czytelniku przerażenie. Przykładowo występujący w Więźniu Labiryntu Buldożercy zostali zastąpieni Poparzeńcami, nie mniej strasznymi. Charakterystyczny dla Streferów język nadal występuje, nawet w większej dawce i nowej odsłonie, sami przekonajcie się dlaczego. Jestem bardzo zadowolona z tej powieści, historia nadal trzyma poziom i jest zapowiedzią niesamowitego zakończenia trylogii. 

         
            Moja ocena: 9.5/10

Trylogia Więzień Labiryntu:
1. Więzień labiryntu
2. Próby ognia
3. Lek na śmierć

piątek, 15 marca 2013

Insygnia. Wojny światów - S.J. Kincaid



Tom Raines wraz z ojcem podróżuje od kasyna do kasyna, by zarabiać na życie dzięki grom. Chłopak jest bardzo dobry w tym co robi, za to jego ojca szczęście nie trzyma się od lat. Każdą sumę, jaką uda im się zdobyć, przegrywa, a potem najczęściej się upija. Tom uczestniczy przez Internet w zajęciach szkolnych, ale zupełnie sobie w nich nie radzi. Nienawidzi życia, jakie wiedzie, ale nie ma innej alternatywy. Bohaterów, którzy walczą w bitwach pozaziemskich widzi tylko na ekranie telewizora. Ale pewnego dnia spotyka człowieka, który składa mu niewiarygodną propozycję- Tom jest na tyle dobry w grach, że może zostać kadetem w akademii wojskowej- Wieży Pentagonu. Kto by się nie zgodził?


„Insygnia. Wojny światów” to pierwsza część cyklu science- fiction autorstwa S. J. Kincaid. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek spodoba mi się książka należąca do tego gatunku, ale życie lubi zaskakiwać. Autorka najpierw przedstawia nam zwyczajnego chłopca, którego otaczający świat nie różni się tak bardzo od naszego, a dopiero później wraz z nim przenosi nas do akademii wojskowej. Zdumiewa różnorodność ciekawych wynalazków i rozwiązań, na każdym kroku czytamy o urządzeniach, które sami chcielibyśmy wypróbować! Bo kto woli nudne lekcje od fantastycznych symulacji, w czasie których wirtualnie przenosimy się do świata gry, gdzie do wykonania mamy określoną misję?


Zanim się uprzedzicie do książki, bo nie Wasze klimaty, posłuchajcie. Mnie również wydawało się, że będzie dużo bitew, pojazdów kosmicznych, dziwnych robotów, ale raczej tego tu nie znajdziecie. Insygnia można porównać do powieści, których akcja rozgrywa się w różnych szkołach specjalnych, dla szczególnie uzdolnionych, internatach, czyli to, co lubimy najbardziej! Za to wyróżnia się bogatą paletą zajęć związanych z symulacjami, programowaniem, ale nie jest tego na tyle, by zanudzić czytelnika. Wręcz przeciwnie, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak wiele intryg, pułapek, wrednych kolegów i szalonych nauczycieli czyha na naszych bohaterów w takiej kosmicznej akademii… Tom ma za zadanie uczyć się i awansować na kolejne poziomy, na razie jest dopiero początkującym. Nie jest kimś niezwykłym, ważnym, choć widać jego szczególne uzdolnienia. Jednak jakiś punkt, w którego kierunku zmierza akcja musi być, więc pojawia się Meduza, wróg numer jeden sił indo-amerykańskich. Poza tym Tom zaczyna mieć podejrzenia co do władz akademii, w końcu gdy ktoś wszczepia Ci do mózgu komputer, nie będzie miał chyba dużych kłopotów z manipulowaniem Twoim umysłem?


Autorka zastosowała mnóstwo ciekawych rozwiązań, przykładowo gdy uczniowie akademii widzą osobę, której jeszcze nie znali, w ich mózgu wyświetlają się informacje o niej: począwszy od imienia i nazwiska, a kończąc na osiągnięciach. Pomysłowość Kincaid nie zna granic, dzięki czemu przy Insygniach nie da się nudzić. Książka łączy w sobie elementy często występujące w książkach, ale pojedynczo będące niewystarczającymi. Mamy tu elitarną szkołę wojskową i jej tajemnice, wizję przyszłego świata, w którym obecne są wojny pozaziemskie, intrygi uczniów i nauczycieli, wpływowych ludzi z wyższych stref oraz ciekawe rozwiązania techniczne. Science- fiction zawsze kojarzyło mi się z robotami, wojnami i taką sztucznością, ale ta książka jest zupełnie inna. Pełnokrwiści bohaterowie są wielkim plusem, potrafią zaskakiwać, ale też wywołać uśmiech na twarzy.


Insygnia to książka pod każdym względem świetna. Dobrze się ją czyta, ale najważniejsza jest niepowtarzalna fabuła i świetnie wykreowani bohaterowie, bez których najlepsza historia nie zdałaby egzaminu. Ciężko było mi się z nimi rozstać, ale zawsze pozostaje kontynuacja, prawda? Pewnie nie będę jedyną osobą, która powie: „Nie spodziewałam się, że ta książka tak bardzo mi się spodoba”. W świecie intryg, nowoczesnych rozwiązań technologicznych i wojen toczących się w kosmosie zamiast na Ziemi, łatwo jest przepaść. Ciekawe czy kiedyś tak będzie wyglądać nasze życie? Może sławami nie będą znani piosenkarze i aktorzy, a wojownicy bitew pozaziemskich, tacy jak Elliot Ramirez? Oby tylko nasze mózgi zostawili w spokoju, nie potrzebujemy w nich komputerów.

Moja ocena: 9/10

Za wspaniałą przygodę dziękuję Wydawnictwu Egmont :)


czwartek, 24 stycznia 2013

Blask - Amy Kathleen Ryan



Empireum to statek kosmiczny, od wielu lat zmierzający w stronę nowej Ziemi, która ma zostać zaludniona i uzdatniona do zamieszkania na niej. Ponieważ na naszej planecie źle się dzieje, grupa wybrańców otrzymuje misję, która ma wpływ na przetrwanie ludzkości. Podczas podróży nie zabraknie problemów, jak chociażby ten z bezpłodnością. Na szczęście kryzys zostaje zażegnany, a na świat znów przychodzą dzieci. Waverly jest najstarszą dziewczyną na statku i wszyscy oczekują od niej, że wyjdzie za mąż i urodzi potomstwo. Jej ukochany Kieran jest natomiast następcą kapitana i cieszy się wielkim poważaniem. Gdy w końcu decyduje się oświadczyć swojej wybrance, ta zaczyna mieć wątpliwości: czy naprawdę chce, by tak wyglądało jej życie? Wkrótce jednak wszyscy będą mieć większe zmartwienia, bo podróżujący równolegle inny statek, Nowy Horyzont, dokonuje ataku na załogę Empireum. Jaki jest cel tej napaści i prawdziwe intencje oprawców?

Blask jest pierwszą częścią trylogii Gwiezdni wędrowcy autorstwa Amy Kathleen Ryan. To porywająca kosmiczna dystopia, której akcje rozgrywa się na statku przemierzającym przestworza w drodze do Ziemi Obiecanej, jaką dla jego załogi jest nowa planeta. Przyczyną tej eskapady jest katastrofalny stan Ziemi, która nie nadaje się już do użytku. Zgodnie z planem ekipa podróżująca Empireum i Nowym Horyzontem ma rozpocząć proces zasiedlania innej planety, a w przyszłości zostanie na nią sprowadzona reszta populacji. Takie jest założenie, jednak czy kiedykolwiek uda się dotrzeć do upragnionego miejsca? W książce pokazana jest wizja społeczeństwa całkowicie kontrolowanego przez samozwańczych przywódców, którzy uważają się także za wysłanników Boga. Wszelki bunt jest brutalnie tłumiony, a swoich poglądów lepiej nie wypowiadać na głos.

Ile już książek było porównywanych do Igrzysk śmierci? Podobna wzmianka znajduje się na okładce Blasku: „Fani Igrzysk Śmierci przemkną przez nią i będą czekać na kolejny tom”. I nie są to bynajmniej czcze przechwałki, bowiem świat powieści mimo tego, że jest osadzony w kosmosie, to jednak założenia ma całkiem podobne. Wymiar brutalności i okrucieństwa  jest tutaj mniejszy, jednak zdziwiło mnie, że Blask jest tak mocny i działający na czytelnika. Nie jest to kolejna młodzieżówka, która ma na chwilę zająć uwagę, zadowolić wyobraźnię i zaspokoić ciekawość. Blask jest zaskakująco mądry i dojrzały, porusza tematy, o których przy książce tego typu byśmy w ogóle nie pomyśleli. Gdzie leży granica wiarą a fanatyzmem? Co jest bardziej niebezpieczne: oszukiwanie ludzi, by sprawować nad nimi władzę, czy prowadzenie ich za pomocą słów, w które samemu się wierzy?

Ta powieść jest tak niejednoznaczna, fascynuje mnie. Siedzi mi w głowie i nie potrafię opowiedzieć się po jednej stronie. Tu nie chodzi o samo rozwiązanie akcji i kluczowe zdarzenia, a bardziej o to, co zostaje potem: wątpliwości. Nie potrafię stwierdzić kto ma rację, co jest kłamstwem a co prawdą, które zachowanie jest właściwe, a które prowadzi do zguby. Blask rodzi tyle pytań, na które ciężko jest odpowiedzieć, głęboko zapada w pamięć. Jego atutem obok niezwykłej fabuły jest właśnie ta problematyczność. Nawet uczucie między bohaterami nie zostało przedstawione schematycznie. Kathleen i Kieran. Wydaje się, że zależy im na sobie, ale podczas wielu prób ich poglądy się weryfikują, a uczucia zmieniają. Na szczęście autorka nie stworzyła miłości idealnej, którą próby tylko umacniają, bo przecież bohaterowie to tylko ludzie i nie jest możliwe, by wbrew swoim przekonaniom i przeżyciom dalej pozostawali tacy sami. Ponadto na ich drodze staje Seth, który od lat kocha Kathleen. Na pierwszy rzut oka standardowy trójkąt miłosny, ale to nie takie proste, bo nie wiadomo, kogo wybierze główna bohaterka i jak się sprawy potoczą, choć w każdej książce z takim wątkiem jest to widoczne jak na dłoni. Zwykle lubię czarne charaktery, szukam u nich dobrych stron i kibicuję im, gdy już stwierdzę, że są warci uwagi. Jednak tutaj Setha wręcz znienawidziłam, ciemna strona mocy to jedno, ale szaleństwo to zbyt wiele. Ale oczywiście autorka gra na psychice czytelnika i koniec końców nie wiem, co powinnam myśleć. Czy to, w co wierzyłam może okazać się kłamstwem?

Jeszcze zanim Blask ukazał się na rynku pojawiało się sporo dyskusji na temat tego, czy będzie przypominał „W otchłani”. Na szczęście jest tak tylko z pozoru, bo pokrywa się jedynie wątek podróży statkiem kosmicznym. „W otchłani” to bardziej młodzieżówka z wątkiem kryminalnym, opowiadająca o dzieciach, które dopiero poznają miłość i podejmują parę złych decyzji. Poza tym nie ma takiej siły przebicie i nie działa silnie na czytelnika, choć jest dość ciekawa. „Blask” to rewelacyjna i niesłychanie dojrzała historia, która porusza wiele ważnych tematów i nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Pozostawia z uczuciem niedosytu, przez co już nie mogę się doczekać kontynuacji, będę jej pilnie wypatrywać! Świat powieści jest dokładnie i w ciekawy sposób przedstawiony, bohaterowie są nieprzewidywalni i nie do końca poznajemy zakamarki ich umysłów. Pasjonująca lektura, która wciągnęła mnie tak, że przeczytałam ją w jeden dzień. Polecam z całego serca!

 Moja ocena: 10/10

Za książkę dziękuję serdecznie Wydawnictwu Jaguar



sobota, 19 stycznia 2013

Delirium - Lauren Oliver




Gdybyście znaleźli się w świecie Leny, czyli nie tak znowu odległej od nas przyszłości, prawdopodobne jest, że zdiagnozowano by u Was chorobę: niebezpieczną, zaraźliwą, śmiertelną. Możecie się śmiać, ale ta choroba to miłość i tak, naukowcy, władze, społeczeństwo, naprawdę w to wierzą tudzież wykorzystują propagandę do kontrolowania ludzi. W wieku 18 lat każdy musi przejść obowiązkowy zabieg, który zapobiega późniejszemu popadnięciu w chorobę, a przynajmniej teoretycznie tak jest, bo medycyna nie zawsze tutaj wygrywa. Miały miejsce sytuacje, że poddani leczeniu kompletnie na nie nie reagowali i w imię miłości gotowi byli nawet zginąć. Tak było w przypadku matki Leny, która uważana jest przez rodzinę za czarną owcę, do której najlepiej się w ogóle nie przyznawać. Nawet jej córka nie potrafi zrozumieć postępowania matki i pragnie jak najszybciej odbyć zabieg, by w końcu być bezpieczna.

Jednak w dniu kiedy Lena znajduje się w laboratorium, gdzie ma zostać poddana szeregowi testów, decydujących o jej późniejszym życiu, niespodziewanie mają miejsce pewne komplikacje. Nie zagłębiając się w szczegóły wyjawię tylko, że o zaistniały incydent Lena podejrzewa zbuntowanych przeciw władzom buntowników, żyjących w Głuszy i nieuznających idei życia bez miłości. Podczas tego zdarzenia dziewczyna zauważa także przystojnego chłopaka, którego tak łatwo się już ze swojego życia nie pozbędzie…

„Delirium” autorstwa Lauren Oliver to antyutopijna powieść dla młodzieży przedstawiająca wizję przyszłego świata, w którym dla miłości nie ma miejsca. Pisarka miała świetny pomysł, choć owoce jej wyobraźni mogą szokować. Nawet przytulanie, okazywanie sobie uczuć, słuchanie emocjonalnej muzyki czy taniec to przejawy choroby, buntu, zagrożenia dla państwa. I z takimi przypadkami należy się rozprawiać za wszelką cenę. Pomysł na fabułę był jak najbardziej ciekawy i oryginalny (chyba?), choć nie do końca byłam przekonana, czy autorka w pełni go wykorzysta i w sumie dalej nie jestem pewna, czy to zrobiła, obawiam się, że nie. Jednak wszystko wskazuje na to, że naprawiła to w kontynuacji, która zapowiada się jeszcze lepiej niż „Delirium”.

Właściwie początek jest dość schematyczny, aż do czasu, gdy Lena lepiej poznaje Alexa. Wtedy zaczyna się robić ciekawie i więcej się dzieje, choć z drugiej strony nie poznajemy świata przedstawionego w takim stopniu jak moglibyśmy sobie życzyć, to zaledwie jego niewielki wycinek. Uczucie pomiędzy bohaterami nie jest przesadzone czy irytujące, rozwija się na tyle powoli i subtelnie, że da się kibicować Lenie i Alexowi, co szczególnie widoczne jest przy zakończeniu. Z mojej strony było ono burzliwe i pełne emocji, nie potoczyło się po mojej myśli, ale dalej mam nadzieję i z tą myślą sięgnę po część drugą. Za to bardzo denerwuje główna bohaterka, która jest tchórzliwa, naiwna, nie potrafi sama myśleć, walczyć o swoje i wierzy w rządową propagandę. Na szczęście jest tak tylko na początku, bo pod wpływem Alexa i swojej przyjaciółki (którą swoją drogą bardzo polubiłam), dziewczyna zmienia się i pokazuje pazurki.

Co do akcji, raz dzieje się sporo i nie można się oderwać od lektury, innym razem jest przeciętnie, jednak uważam, że końcówka to rekompensuje, bo dopiero przy niej przekonałam się, jak mi się ta książka podobała. Język jest typowo młodzieżowy, nie ma w nim żadnych znaków szczególnych, nie przeszkadza, ale też nie nadaje smaku książce. Mimo czasem denerwującej bohaterki, nudniejszym momentom i nie do końca wykorzystanemu pomysłowi, całość oceniam bardzo pozytywnie, polecam i wręcz nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po „Pandemonium”. Nie wolno zostawiać czytelnika w takim napięciu!


            Moja ocena: 8/10


wtorek, 9 października 2012

Życie, które znaliśmy - Susan Pfeffer


                Cała Ameryka i nie tylko entuzjazmuje się mającym nastąpić w najbliższym czasie uderzeniem asteroidy w Księżyc. Jest to główny temat wiadomości i programów telewizyjnych, audycji radiowych, lekcji w szkole i rozmów znajomych. Ludzie przygotowują się do zbliżającej się nocy niczym do wielkiego święta, niektórzy zamierzają obserwować chwilę zderzenia za pomocą teleskopów. Miranda także zamierza wraz z matką i braćmi przyglądać się pamiętnej chwili, jednak nie ma pojęcia, że jej skutki mogą być tragiczne. Dotychczas jej życie skupiało się na relacjach rodzinnych, spotkaniach z przyjaciółmi i rozwoju zainteresowań, takich jak łyżwiarstwo figurowe, pływanie czy astronomia. Dziewczyna niejednokrotnie była wściekła na cały świat i nie doceniała tego, co ma. Nadchodzące czasy będą dla niej i jej najbliższych ciężką próbą. 

                „Życie, które znaliśmy” to pierwsza część dystopijnej trylogii „Ocaleni”, autorstwa Susan Pfeffer. Gdy rozpoczynamy książkę, świat, z jakim będziemy mieli do czynienia na jej stronach dopiero się tworzy. Z początku taki sam, jaki znamy, w chwili zderzenia asteroidy z Księżycem i jego wypadnięcia z orbity, zaczyna się przeobrażać. Pojawiają się kataklizmy, które zrównują miasta z ziemią i całkowicie unicestwiają niektóre tereny. Powodzie i gigantyczne fale tsunami to dopiero początek, z czasem zaczyna się robić jeszcze ciężej, a zagrożenie staje się najwyższym priorytetem. Żeby nie zepsuć Wam zabawy nie wyjawię, co jeszcze przygotowała dla czytelników autorka, ale jedno jest pewne – w takim świecie z pewnością nie chcielibyście żyć. Jej wizja przyszłości jest przerażająca, gdyby dotyczyła nas osobiście, ale jeśli o niej czytamy, ciekawość przeważa szalę.

                Bardzo spodobała mi się narracja pierwszoosobowa w postaci pamiętnika pisanego przez Mirandę.  Wszystkie wydarzenia poznajemy z jej perspektywy, czytamy o wielu subiektywnych odczuciach głównej bohaterki, jej emocjach i lękach. Dzięki temu lepiej możemy zaobserwować jej przemianę, zachodzącą wraz z upływem czasu. Z początku przejmująca się błahostkami dziewczyna, zaczyna się śmiać ze swoich dawnych problemów, tak ciężko jej rodzinę doświadcza los. Ale nie tylko sposób wprowadzenia czytelnika w fabułę przypadł mi do gustu, choć autorka ma świetny styl i lekkie pióro, a więc czytało się niesamowicie dobrze. Przede wszystkim Susan Pfeffer miała świetny pomysł na fabułę, konstrukcja świata nie zmienia się w jej książce na skutek działań człowieka, a z powodu niezależnego od woli ludzkości uderzenia asteroidy. Jestem świadoma faktu, że gdyby nie ciekawie poprowadzona narracja, pomysł by nie wystarczył, jednak w tym przypadku nawzajem się one dopełniają.

                Zwróciłam też uwagę na sposób przedstawienia głównej bohaterki i jej najbliższych. Miranda nie jest nieomylna, odważna, najmądrzejsza i zdolna do heroicznych czynów. Nie wyrusza na wyprawę, by uratować świat przed kataklizmami, a  jej los nie obchodzi wielu ludzi oprócz rodziny i przyjaciół. Zwykle w tego typu książkach postaci mają ważną misję, wszyscy na nich liczą i chcą, by przywrócili życie do normy, co z czasem robi się nudne. Tymczasem pamiętnik Mirandy skupia się na życiu dziewczyny, jej braci, rodziców, przyjaciół i kilku dalszych znajomych. Głównym motywem jest tutaj przetrwanie, dlatego nie oczekujcie rozmaitych scenerii i przygód pełnych niebezpieczeństw, bo czegoś takiego nie znajdziecie. Mnie się to bardzo podobało, z ciekawością obserwowałam jak poradzi sobie rodzina i dzięki wciąż temu samemu miejscu akcji lepiej widoczne były zmiany zachodzące w życiu bohaterów na przestrzeni czasu. Poza tym lubię różne strategie, więc podczas lektury zastanawiałam się, jak na miejscu Mirandy postąpiłabym ja, interesujące doświadczenie.

                Prawie zawsze, nawet w książce, która moim zdaniem była świetna i odebrałam ją bardzo pozytywnie, znajduję i opisuję jakieś wady i drobne usterki. Czasem może się nawet wydawać, że lektura nie przypadła mi do gustu. Ale wynika to z tego, że staram się zwracać uwagę na wszystko, by czytelnicy mieli jak najdokładniejszy obraz moich odczuć po skończeniu książki. Jednak tym razem nie mam pojęcia, co mogłabym zaliczyć do wad, tak bardzo „Życie, które znaliśmy” mi się spodobało. Umiejscowienie akcji na małym obszarze, pamiętnikowy sposób przedstawiania zdarzeń i liczne emocje przewijające się przez strony tworzą bardzo interesującą pozycję książkową, którą polecę przede wszystkim  fanom dystopii i antyutopii. Czas spędziłam z nią niezwykle milo, choć zleciał zdecydowanie za szybko i na dodatek niemal niepostrzeżenie. Z niecierpliwością czekam na kontynuację, ciekawe, co jeszcze się wydarzy.

                Moja ocena: 9/10

Za mile spędzony czas dziękuję:


I jeszcze piosenka, która pasuje moim zdaniem do książki :)



niedziela, 26 sierpnia 2012

Śmiercionośne fale - Carrie Ryan


                Wiecie już, jak to jest znaleźć się w Lesie zębów i rąk, gdzie na każdym kroku czyhają na Was niosący śmierć Nieuświęceni. Jedno ugryzienie wystarczy, by zmienić każdego człowieka w martwe zombie, którego jedynym celem jest zarażanie innych. Ale co się dzieje z tymi, którzy byli w tych ciałach wcześniej? Ich dusze znikają, czy może cząstka człowieczeństwa pozostaje, uwięziona w powłoce potwora? Lepiej myśleć, że świat jest czarny albo biały, że nie ma nic pomiędzy, że zabijanie Nieuświęconych jest właściwe. Tak wyglądało życie Mary, jednak podobne problemy nie zaprzątają głowy jej córki. Gabry wychowała się nad oceanem, w poczuciu bezpieczeństwa i towarzystwie przyjaciół. Nie musi obawiać się Mudo, rozmyślać o przeszłości ani o możliwościach, które nigdy nie będą jej dane, nie w tym świecie. Jednak jedna noc zmienia wszystko. Dziewczyna wraz z przyjaciółmi decyduje się przekroczyć barierę i wkroczyć do ruin wesołego miasteczka. Nagle okazuje się, że okropieństwa, o których uczą w szkole są bardziej realne niż mogłoby się wydawać, a zasady nie istnieją po to, by je łamać.

                „Śmiercionośne fale” to kolejna część trylogii młodzieżowej, przedstawiającej wizję naszego świata w przyszłości. Nie pojawia się tutaj ograniczanie wolności jednostki i kontrola społeczeństwa przez władze w taki natężeniu jak w antyutopiach, występuje  za to zagłada w postaci rozprzestrzeniającego się wirusa. Osoby zarażone przemieniają się w martwe potwory nazywane Nieuświęconymi lub Mudo, które polują na żywych. Jednak nawet w tak przerażającym świecie nie zabraknie przyjaźni i miłości, zdolnej do poświęceń i wyrzeczeń. Autorką trylogii „Las zębów i rąk” jest Carrie Ryan, amerykańska prawniczka, która po sukcesie swojej debiutanckiej powieści postanowiła skupić się na pisarstwie.

                Obawiałam się trochę zapoznania ze „Śmiercionośnymi falami” ze względu na możliwość powtórki z fabuły pierwszej części. Co bowiem oryginalnego można wymyślić, gdy akcja rozgrywa się na niewielkim obszarze, ograniczonym przez martwe potwory? W pewnym stopniu moje podejrzenia się sprawdziły. Podobnie jak w poprzedniej części mamy do czynienia z miłosnym trójkącikiem. Gabry tak jak jej matka próbuje opuścić miasteczko, jednak w przeciwieństwie do Mary jest tchórzliwa, zapatrzona w czubek własnego nosa i wiecznie narzekająca. Początek książki mnie nie porwał, wręcz się trochę nudziłam, lecz wraz z upływem czasu coraz bardziej mi się podobało. Tajemnice z przeszłości bohaterek, ciekawe postaci męskie, walka o przetrwanie. Pamiętam, że poprzednią część porównywałam trochę do twórczości Clare, tutaj jeden wątek wydał mi się podobny. Choć na aż tak wiele nie ma co liczyć, bo Cassadra jest niezrównana. 

                Może trochę za bardzo skupiłam się na wadach, bo „Śmiercionośne fale” bardzo mi się spodobały! Niby w tak okrutnym świecie pełnym martwych ciał nie ma miejsca na nic więcej, ale jednak ta historia jest wzruszająca i romantyczna. Wbrew pierwszemu wrażeniu powtarzalności pojawiło się sporo nowych wątków, dowiedziałam się wiele o tym świecie, a nawet… Szkoda, że najlepszego nie mogę Wam wyjawić. Powiem jedynie, że szczególne wrażenie zrobiła na mnie końcówka, dzięki niej „Śmiercionośne fale” trafiają do moich ulubionych książek, a ja nie mogę się już doczekać finalnego tomu! W dodatku zakończenie nieźle zaskakuje, a nie spodziewałam się takich nowych pomysłów i rozwiązań. Poza tym czyta się przyjemnie dzięki lekkiemu stylowi autorki, choć z powodu narracji pierwszoosobowej, czyli skupianiu się na uczuciach głównej bohaterki, możemy odczuwać irytację. Gabry nie jest osóbką idealną, wręcz przeciwnie, ale podczas lektury zmienia się i nie jest już tym samym człowiekiem, da się ją lubić. Podobnie irytował mnie Catcher, ale za to bardzo polubiłam Eliasa, liczę na jego znaczny udział w kolejnym tomie.

„Śmiercionośne fale” autorstwa Carrie Ryan to pełna nadziei opowieść o miłości w świecie, który zabrał wszystko, co dobre. Pomimo pierwszego wrażenia powtarzalności pojawia się wiele nowych i zaskakujących wątków, choć miłosny trójkącik zostaje. Najbardziej spodobały mi się tajemnice i element zaskoczenia oraz świetne zakończenie, które nie pozostawia innej możliwości, jak tylko czekać na finalną część.

 Moja ocena: 8/10

Trylogia:
2.Śmiercionośne fale
3.Miejsca ciemne i puste

                    Do Lasu zębów i rąk wkroczyłam dzięki uprzejmości wydawnictwa:



sobota, 11 sierpnia 2012

Wśród ukrytych. Wśród oszustów - Margaret Haddix


                 W świecie, w którym brakuje żywności dla wszystkich ludzi Luke jest „nielegalnym trzecim dzieckiem” co w praktyce oznacza, że nie powinien istnieć. Wprowadzone przed laty prawo zabrania małżeństwom na posiadanie więcej niż dwojga potomstwa, a nieegzekwowanie przepisów skutkuje nawet śmiercią. Jednak nie wszyscy ludzie popierają politykę rządu, a do tej właśnie grupy należą rodzice Luke’a . Kochają oni chłopca i chcą zapewnić mu wszystko co najlepsze. Ponieważ mieszkają oni na farmie, z dala od innych ludzkich siedzib, ich trzecie dziecko może całymi dniami przebywać na farmie, bawiąc się ze swoimi starszymi braćmi i pomagając rodzicom. Jednak w pewnym momencie sytuacja diametralnie się zmienia, bowiem w pobliżu domu Garnerów pojawiają się robotnicy, którzy rozpoczynają wycinanie tutejszego lasu. W jego miejsce ma powstać ekskluzywne osiedle dla notabli. Od tej chwili Luke nie może opuszczać swojego pokoju położonego na strychu, a nawet wyglądać przez okna na świat. Przez większość czasu przebywa zupełnie sam w swojej samotni, nie mogąc bawić się ze swoimi rówieśnikami ani poznawać świata. Początkowo przyjmuje to z pokorą i zrozumieniem, jednak stopniowo zaczyna się buntować i marzyć o lepszym życiu, jako wolny człowiek. Dodatkowo zmiany w jego myśleniu powoduje dziwny incydent- wyglądając na zewnątrz, zauważa ruch w oknie domu notabli, w którym nikogo o tej porze być nie powinno. 

                „Wśród ukrytych. Wśród oszustów” to pierwszy wydany w Polsce tom, rozpoczynający młodzieżową serię „Dzieci cienie” autorstwa Margaret Haddix. W wykreowanym przez  Amerykankę świecie nastąpił kryzys, na skutek którego według niektórych ludzi konieczne było ograniczenie populacji. Efektem stało się prawo zabraniające posiadanie więcej niż dwojga dzieci. Wiele osób uważa je za ograniczanie praw człowieka, w związku z czym na świecie jednak pojawiają się nielegalne dzieci, zmuszone ukrywać się przed Policją Populacyjną. W powieści Haddix bardzo dużą rolę odgrywają motywy takie jak przyjaźń, rodzina, walka o wolność. Pokazane są także rządy totalitarne, gdzie władze głoszą propagandę, wykorzystując zwykłych ludzi dla własnych korzyści.

                Za zasługą prostego i przyjemnego języka, pozbawionego zbędnych opisów i ozdobników, książkę od początku czytało mi się bardzo przyjemnie, choć nie od pierwszych stron byłam nią zachwycona. Najpierw poznajemy Luke’a i jego rodzinę, występują także retrospekcje z dzieciństwa chłopca. Życie dziecka jest monotonne, a nastrój ten udzielał się również mi, ale stopniowa akcja zaczyna się rozkręcać. Warto wspomnieć, że polskie wydanie zawiera w sobie dwie części „Dzieci Cieni”, co okazało się według mnie dobrym zabiegiem, bo jedna część liczy zaledwie 200 stron i wydanie ich osobno byłoby bezsensowne.  Akcja pierwszej części toczy się na terenie domu chłopca i w jego okolicach, podczas lektury byłam średnio przekonana do fabuły. Jednak potem tajemnicze „coś” się zmienia ( nie zdradzę o co chodzi!) i książka bardzo wciąga. W końcu dzieją się rzeczy nieoczekiwane, akcja jest bardziej wartka, choć nie zabraknie też opisów spokojniejszych dni.

                Rzadko zdarza mi się aż tak wczuwać w to, co przeżywają bohaterowie. Może wpłynęła na to sympatyczna powierzchowność Luke albo jego młody wiek. Nie od początku byłam do niego przekonana, ale wraz z kolejnymi wydarzeniami kibicowałam mu coraz bardziej. Niejednokrotnie byłam wściekła i smutna z powodu sytuacji, w jakich się znajdował, ludzi, jakich spotykał i rozczarowań, jakich doznawał. Trzeba przyznać, że lektura była bardzo emocjonującą i zaangażowałam się w przygody chłopca. Pewnych rzeczy dotyczących kluczowych zagadek fabuły się spodziewałam, ale inne totalnie mnie zaskoczyły! Myślałam „O nie, już po nich”, a tu nagle ktoś niespodziewany wkracza i zaczyna się zabawa. To samo muszę powiedzieć o zakończeniu- tego się nie spodziewałam! Pozostaje mi tylko zdobyć kolejny tom i poznać dalsze przygody Luke’a.

Nie przypadł mi za to do gustu wiek chłopca. Ma on zaledwie 12 lat, przez co jego poczynania i sposób myślenia są dziecinne, a przynajmniej początkowo jest to bardzo widoczne. Trochę mnie to raziło, bo wolałabym czytać o nieco dojrzalszych postaciach.  Podejrzewam, że gdyby głównym bohaterem był chociażby szesnastolatek, o innym spojrzeniu na świat i innych problemach, wtedy książka spodobałaby mi się jeszcze bardziej. Ale trzeba Luke’owi przyznać, że pomimo początkowej naiwności i tchórzostwa zmienił się na skutek tego, co przeżył.

                Pomimo kilku wad, takich jak nużący początek książki i nieco dziecinne spojrzenie głównego bohatera na świat, książka bardzo mi się spodobała. Nie zabrakło mi interesujących postaci i mam tu na myśli nie tylko młodzież. Poza tym „Dzieci cienie” bardzo wciągają, szczególnie od drugiej części, gdzie ma miejsce znacząca zmiana w życiu Luke’a. Sporo zaskakujących wydarzeń, tajemnic i ich nieoczekiwane rozwiązanie powinny usatysfakcjonować miłośników antyutopii.

                Moja ocena: 8/10


piątek, 27 lipca 2012

Dotyk Julii - Tahereh Mafi


Julia spędziła 264 dni w czterech ścianach z jednym oknem. Odosobnienie jest nie tyle karą za morderstwo, o które została oskarżona, a raczej próbą chronienia przed nią świata. Nikt nie może dotknąć dziewczyny, bez poddania się tym samym bolesnym torturom, prowadzącym nawet do śmierci. Nikogo nie obchodzi, że Julia nie robi tego naumyślnie, a swoją „umiejętność” traktuje jak przekleństwo. Któż chciałby daru, skazującego go na wieczną samotność? Niespodziewanie dziewczynie zostaje przydzielony współwięzień o imieniu Adam, który od samego początku ją do siebie przyciąga. Zachowuje się, jakby chciał zostać jej przyjacielem, ale czy dziewczyna może mu zaufać? Tymczasem ktoś wyrywa ją z jej więzienia, próbując zaangażować w walkę u swego boku…

„Dotyk Julii” to pierwsza część trylogii autorstwa Tahereh Mafi. Książka ta należy do gatunku paranormal romance i jak pewnie wielu z Was zauważyło, była ostatnimi czasy intensywnie promowana. Ja także zachwyciłam się piękną okładką, ciekawym opisem i dałam się skusić słowom, głoszącym „Dotyk Julii” jako coś zupełnie nowego i oryginalnego. Najbardziej chyba zaintrygowały mnie przekreślenia i poetycka treść na tylnej stronie okładki. Zdecydowałam się, kupiłam i przekonałam się, że jest to kolejny przykład przerostu formy nad treścią. Przede wszystkim trudno jest wczuć się w tę książkę i jej dziwność. Nie mogłam się przyzwyczaić do ściągniętych z księżyca porównań, kilkukrotnego powtarzania słów i gadania, żeby tylko gadać- bez sensu. Chyba autorka lubiła swoją rozrzutność w używaniu środków stylistycznych, bo tutaj nic nie jest powiedziane dosłownie. Przykładowo: Julia nie wspomina, to jej zamrożone myśli unoszą się w martwej przestrzeni. I w tym stylu jest napisana cała książka, ależ mnie to denerwowało, ba, do szaleństwa doprowadzało! Prawie nic się nie dzieje, za to w głowie dziewczyny trwa nieustanna gonitwa myśli, a to się roztrzaskuje na kawałki, a to kręgosłup jej się zawiązuje w supeł, a to rozbija się o ścianę nicości. 

Ale nie jest tak źle, jak by się mogło wydawać, bowiem Julia wychodzi ze swojego więzienia, a istnienie osobnika płci męskiej przyjmuje w końcu do wiadomości i przestaje się nad nim bezustannie rozwodzić. I ku memu zdziwieniu następuje moment przełomowy, kiedy to poetycka, wymyślna i przesadzona forma przestaje mi przeszkadzać i zaczynam śledzić losy bohaterów. Przede wszystkim oprócz idealnego, dobrego i przystojnego Adama, na horyzoncie pojawia się również Warner. Czarny charakter zdolny do wszystkiego, niepozbawiony jednak uroku osobistego i magnetycznego przyciągania. Może Julii aż tak bardzo nie przyciągał, ale ja go polubiłam, to najlepsza postać w tej książce, dodająca jej kolorytu. Warner bardzo przypominał mi Caine’a z „Gone”, ze względu na niego byłam ciekawa dalszego ciągu „Dotyku Julii”. Głównej bohaterki raczej nie polubiłam, Adama także średnio, ponieważ był zbyt wyidealizowany. Postaci poza Warnerem są raczej nijakie i nienastrajające odbiorcy pozytywnie.

Fabuła książki jest szablonowa i przewidywalna, mamy tu do czynienia z typowym miłosnym trójkątem, a jednocześnie jesteśmy od początku świadomi, kogo wybierze główna bohaterka. Właściwie nic ciekawego się nie dzieje, a przynajmniej mnie „Dotyk Julii” nie zaskoczył ani razu. Od pewnego momentu niby można nazwać akcję wartką, ale mnie rozmaite ucieczki, gonitwy i strzelaniny nie zainteresowały. Zabrakło mi jakiegoś punktu kulminacyjnego, zaskakującego i robiącego wrażenie, miałam wrażenie, że wszystko co się dzieje nie ma większego sensu. Jeśli chodzi o świat książki, to poza tym, że został zniszczony na skutek działalności człowieka, prawie nic o nie wiemy. Tylko kilka widoków z okna czy nieudolna historyjka. A przecież w tego typu książkach kreacja świata jest bardzo ważna!

Myślę, że ta historia ma potencjał, choć autorka trochę przesadziła z poetycką formą, która w mniejszej dawce mogłaby być przyjemna. Przez większość czasu się nudziłam, od pewnego momentu czytało mi się już przyjemnie , a losy bohaterów mnie wciągnęły. Fabuła nie była ani nieprzewidywalna, ani oryginalna. Z postaci przypadł mi do gustu Warner i tylko ze względu na niego być może zapoznam się z kontynuacją. Ta książka ma bardzo wiele niedociągnięć, jednak mimo wszystko spełniła rolę lekkiego i niezapadającego w pamięć czytadła na wakacyjne popołudnie. Nie polecam ani nie odradzam.

Moja ocena: 5/10

czwartek, 26 lipca 2012

Las zębów i rąk - Carrie Ryan


                 Czy gdyby Mary spędziła nad strumykiem o jedną chwilę krócej, wszystko potoczyłoby się inaczej? Gdyby Harry nie zapytał jej, czy zechce spędzić z nim resztę życia; gdyby nie dowiedziała się, że jego brat, którego kocha, wybrał jej przyjaciółkę; gdyby poszła z matką na spacer przy siatce, odgradzającej wioskę od Lasu zębów i rąk, jak to miała w zwyczaju – czy wtedy byłaby dziś szczęśliwa? Może nie trafiłaby do katedry Siostrzeństwa, nadal żyłaby w zgodzie z ukochanym bratem i miała szczęśliwą rodzinę z biegającymi po domu dziećmi? Pozostał jej już tylko żal, zastanawianie się „co by było gdyby…” i marzenia o oceanie, towarzyszące jej bezustannie podczas ucieczki i walki o życie. Jakie dramatyczne wydarzenia, które całkowicie zmieniły życie dziewczyny i doprowadziły do przewartościowania jej priorytetów, zostały zapoczątkowane tamtego dnia? 

                „Las zębów i rąk” to pierwsza część trylogii opowiadającej o świecie , który składa się z małej wioski otoczonej drucianą siatką, odgradzającą osadę od lasu zamieszkanego przez Nieuświęconych. Nieznane są przyczyny ich powstania, wiadomo tylko, że na skutek tajemniczego wirusa powstały osoby, których celem jest zakażanie żywych. Normalni ludzie po ugryzienie przez te bestie staliby się w niedługim czasie tacy sami jak one. Władzę w osadzie sprawuje Siostrzeństwo, które nakazuje spokojne życie w zgodzie z Bogiem, pełne poświęcenia. Jednak mieszkańców wciąż ogarnia strach na myśl o tym, co zdaje się być nieuniknione – w końcu Nieuświęconym uda się przedrzeć przez ogrodzenie i zdobyć wioskę. A co będzie potem? Najpewniej tylko śmierć, ponieważ wszystkim mieszkańcom wpaja się, że poza lasem pełnym umarłych nie ma już nic – są ostatnimi ludźmi na świecie. Autorką tej trylogii, należącej do, jak to można wyczytać na okładce, literatury spekulatywnej, jest Carrie Ryan. Owa amerykańska prawniczka po sukcesie swojej powieści postanowiła poświęcić się pisarstwu. Nakładem wydawnictwa Papierowy Księżyc ukazała się już kolejna część trylogii – „Śmiercionośne fale”.

                Już pierwsze strony książki Carrie Ryan niosą ze sobą obietnicę niezapomnianej przygody. Czytelnik jest powoli wprowadzany do stworzonego przez autorkę świata, którego centrum jest wioska otoczona lasem Nieuświęconych. Niemal od początku jesteśmy świadkami znaczących dla fabuły zdarzeń. Nie przeszkadza to jednak zapoznać się z interesującymi obyczajami panującymi w wiosce. I już tutaj objawia się oryginalność książki, bowiem Ryan miała wiele pomysłów na świat, zwyczaje ludzi i fantastyczne istoty, które odróżniają „Las zębów i rąk” od współczesnych książek. Nie znajdziemy tu wampirów, wilkołaków czy demonów, są za to Nieuświęceni, którzy wydali mi się być wzorowani na tradycyjnych zombie.

                Podobało mi się, że autorka nie rozmieściła czasu akcji w obrębie kilku dni. Często bywa bowiem tak, że mnóstwo dziwnych rzeczy ma miejsce z dnia na dzień, co chwilę dzieje się coś ważnego, co zmniejsza wiarygodność książki, przynajmniej dla mnie. Tymczasem u Ryan nieraz bohaterowie czekają tygodniami przed zrealizowaniem planu lub podjęciem walki. Nie znaczy to, że czytelnik wtedy się nudzi, ponieważ upływ czasu jest zwykle jedynie zaznaczony, a szczegółowo opisane tylko bardziej znaczące zdarzenia. Poza tym „Las zębów i rąk” posiada specyficzny klimat, mroczny, pełen tajemnic i oczekiwania na kolejny cios. Z niecierpliwością śledziłam losy bohaterów, książka bardzo mnie wciągnęła, w czym z pewnością udział miał styl pisarski Carrie Ryan, który bardzo przypominał mi ten obecny w powieściach Cassandry Clare. Obydwie pisarki w podobny sposób bawią się słowami, kreując niezwykły świat i przyciągając do niego czytelnika. Nigdy nie nudzą, a zachęcają do dalszej lektury i przy tym są bardzo pomysłowe.

                Ryan nie ugina się pod presją „doprowadzenia bohaterów do końca”. Mam tu na myśli to, że zwykle w książkach już na początku zakładamy, że główny cel misji musi się powieść, a główne postaci dotrwają do końca, bo jakżeby nie. Ponadto na początku już wiemy,  którzy bohaterowie będą razem, a ich życie uczuciowe, choć skomplikowane, zmierza ku wiadomemu celowi. Przyzwyczajona do takiego biegu rzeczy dałam się zwieść, a jakie czekało mnie zaskoczenie…   „Las zębów i rąk” wymyka się schematom, tutaj niczego nie możemy być pewni: trup ścieli się gęsto, a miłość nie jest wystarczającą motywacją do przeżycia. 

                Bohaterowie występujący w książce są świetnie wykreowani i niepowtarzalni. Choćby postaci męskie – jak ja już mam dość tych przystojnych, heroicznych i wiecznie pewnych siebie bohaterów, którym wszystko się udaje i z łatwością zdobywają serca swych wybranek. W powieści Ryan większą wagę ma charakter i postępowanie postaci, a nie ciągłe przypominanie, jak ktoś nieziemsko wygląda. Książkowe kobiety także przypadły mi do gustu. Przede wszystkim w „Lesie zębów i rąk” nie ma takiego parcia na wątek miłosny, dla bohaterów romantyczne uczucia nie są najważniejsze, nie wariują oni z miłości, doprowadzając czytelników śledzących ich losy do irytacji i zgrzytania zębami. Dla nich liczą się też inne rzeczy: rodzina, przyjaźń, walka o marzenia. Symbolem marzeń jest właśnie ów nieuchwytny ocean. Na opowieściach o nim wychowała się Mary, a ta dziewczyna nie ustąpi, póki nie dopnie swego i nie zanurzy się w słonych falach.

                „Las zębów i rąk” to fascynująca opowieść o świecie, w którym liczy się przetrwanie i poświęcenie, a nie prawdziwa miłość. Jednak bohaterom przyjdzie się zmierzyć z nieznanym, a jaki będzie kres tej podróży? Książka autorstwa Carrie Ryan wymyka się schematom, jest oryginalna i niepowtarzalna. Przede wszystkim głównym wątkiem nie jest uczucie pomiędzy bohaterami, jak to we współczesnej literaturze bywa. Liczą się marzenia, przetrwanie, rodzina, ale wszystko z umiarem. Postaci są bardzo ciekawe i jedyne w swoim rodzaju, a mroczny i pełen napięcia klimat książki nie pozwala się od niej oderwać. Także styl Ryan nie jest nudny i zwyczajny, sprawia za to, że czyta się z przyjemnością. Teraz już wiem, co wielu fanów widzi w tej trylogii i mogę polecić ją serdecznie tym, którzy jeszcze nie mieli okazji przeczytać. Z niecierpliwością oczekuję chwili, gdy będzie mi dane zapoznać się ze „Śmiercionośnymi falami”.
 
                Moja ocena: 9/10                                   


 W skład trylogii wchodzą:                  

1. Las zębów i rąk
2. Śmiercionośne fale
3. Miejsca ciemne i puste








                                                                  Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

logo