Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśniowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśniowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lipca 2013

Scarlet - Marissa Meyer



Kopciuszek już uciekł z pałacu od przystojnego księcia, zdążył zgubić stopę i rozwścieczyć złą królową. Teraz siedzi w więzieniu, ale nie należy się zbytnio niepokoić, gdyż lada chwila ucieknie na statek kosmiczny z przypadkowo poznanym nieznajomym. Skoro mamy Kopciuszka, gdzież podziewa się Czerwony Kapturek i zły Wilk? Znajdziemy ich gdzieś we Francji, a konkretnie w miasteczku Rieux. Rudowłosa Scarlet pracuje na farmie swojej babci, zajmując się głównie uprawą warzyw. Jej życie jest bardzo spokojne i jednostajne, aż do czasu gdy jej ukochana babcia zostaje porwana, bo cóż innego mogło się z nią stać, przecież z własnej woli nie zostawiłaby wnuczki i gospodarstwa. Policja nie znajduje żadnych tropów, a dziewczyna jest zrozpaczona. Gdy poznaje w karczmie młodego mężczyznę o przydomku Wilk znajduje wsparcie w poszukiwaniach i wraz z nowym znajomym planuje udać się Paryża.

„Scarlet” Marissy Meyer to druga część Sagi Księżycowej. Stanowi kontynuację opowieści o Cinder i rozgrywa się w tym samym świecie w zaledwie kilkudniowym odstępie czasu od poprzedniego tomu. Jednak tym razem pojawia się kolejna główna bohaterka, którą jest tytułowa Scarlet, mająca uosabiać baśniowego Czerwonego Kapturka. Faktycznie da się w historii Meyer znaleźć coś z baśni braci Grimm, bo choć całość stanowi metaforę popularnej opowieści, mamy bardzo dosłownego Wilka i „wędrówkę przez las”. Wydawało mi się, że ciężko będzie realnie przedstawić fabułę w taki sposób, by jednoznacznie kojarzyła nam się z baśnią ze względu na nowoczesność świata przedstawionego. Moje obawy były nieuzasadnione, bo jak widać nawet w cywilizowanym świecie nie brakuje agresji i zwierzęcości.

Autorka zgrabnie pozwala nam śledzić na zmianę losy Scarlet i Cinder. Początkowo nie byłam zachwycona tym zabiegiem, wydawało mi się, że bardziej zaciekawi mnie opowieść o Czerwonym Kapturku i będzie mi brakować scen z jego udziałem. Tymczasem dawka proponowana przez autorkę okazała się dobrze wyważona i przestałam mieć co do niej zastrzeżenia. Jeśli chodzi o główne bohaterki, mimo wszystko bardziej lubię Cinder, która jest zabawna i skora do działania, bo Scarlet była aż nadto energiczna i w gorącej wodzie kąpana, jej naiwność może razić. Za to Wilk jak Wilk, nieprzewidywalny, nie da się do końca odgadnąć jego zamiarów. I tu zaczynają się rozbieżności z baśnią i poprzednią częścią, gdyż „Scarlet” jest dużo bardziej nieprzewidywalna od poprzedniczki. Na szczęście historia poszła własnym torem i już od drugiej połowy działo się nieźle, zaskoczyło mnie jak dobry pomysł miała autorka. Historie Kopciuszka i Kapturka nie tylko łączą się ze sobą, ale też oddziałują na cały świat przedstawiony.

Trudno się o coś do książki przeczepić, jednak nie będę ukrywać, że męczyłam ją prawie 2 tygodnie. Około dwusetnej strony zacięłam się i nijak nie mogłam ruszyć dalej, na szczęście zawzięłam się i zmusiłam do dalszej lektury. Efektem tego jakieś 100 stron później się wciągnęłam i mogłam być pod wrażeniem pomysłowości i kunsztu autorki. Nie pałam do Sagi Księżycowej miłością jak niektórzy i nie uważam jej za arcydzieło, ale jednak pomimo słabszych momentów generalnie dobrze się przy niej bawię. Niniejszym ogłaszam drugą część lepszą od poprzedniczki, za bardzo ciekawy i rozwijający się wątek o Lunarach.

Moja ocena: 7/10

Saga Księżycowa:

1. Cinder
2. Scarlet



środa, 19 czerwca 2013

Cinder - Marissa Meyer



Zapoczątkowana przez braci Grimm historia Kopciuszka to motyw często wykorzystywany w literaturze i filmie, warto wspomnieć chociażby o bajkach dla dzieci produkowanych przez Walt Disney czy licznych opowiadaniach i książkach bazujących na tej opowieści. Jednak choć podobnych dzieł powstaje wiele, zwykle autorzy nie oddalają się poza pierwotną koncepcję, przedstawiającą historię biednej dziewczyny, która wzbudza zainteresowanie przystojnego księcia. Autorka Sagi Księżycowej poszła nieco dalej, dziewczynę zastępując cyborgiem, a czas akcji przenosząc o dobre setki lat w przyszłość. Podobieństwa? Cinder ma problem ze swoją stopą, która dawno temu stała się za mała, a jej macocha jest zbyt skąpa, by kupić jej nową. Brzmi abstrakcyjnie? Cóż, w Nowym Pekinie cyborgi nie są obiektem powszechnego uwielbienia, ale spotyka się je nierzadko. Odgrywają ważną rolę w poszukiwaniu lekarstwa na śmiertelną chorobą, która budzi powszechną panikę.


Jest więc Kopciuszek będący cyborgiem, nie może też zabraknąć przystojnego księcia! Reprezentuje go Kai, który poznaje Cinder prosząc ją o naprawę swojego androida, dziewczyna jest bowiem mechanikiem i to nie byle jakim, bo sławnym na całe królestwo. Tylko czekać, aż dziewczyna dostanie na zaproszenie na bal, tak to w końcu było w baśni. Przeciwności na drodze do szczęścia Cinder stanowią jej macocha wraz z córką. Kobieta wykorzystuje dziewczynę, zarabiając pieniądze jej pracą, a i tak traktuje ją jak gorszą istotę. Sytuacja zaognia się jeszcze bardziej, gdy zła macocha obwinia Cinder o nieszczęście, która spotyka jedną z jej córek.


W Sadze Księżycowej pojawia się wątek niewystępujący w tradycyjnej wersji. Mianowicie Ziemianie obawiają się wojny z mieszkańcami Księżyca, zwanymi Lunarami. Ich czary zdolne są mieszać ludziom w głowach, a królowa Levana to zło wcielone. Prowadzone są co prawda negocjacje mające na celu zawarcie pokoju, ale Lunarka jest nieustępliwa i stawia ostre żądania. Co ma zrobić następca tronu, gdy żadna decyzja nie jest właściwa? Marissa Meyer znacznie przekształciła znaną nam historię Kopciuszka, zmieniając wizerunek słodkiej i romantycznej bajki za pomocą całkowicie innego świata przedstawionego. Nie ma białego pałacu, karety, wróżki i zgubionego pantofelka, jest za to współczesność, technologiczny rozwój, proteza stopy i rozpadający się samochód. Taka wersja podoba mi się dużo bardziej.


 Wadą książki jest jej duża przewidywalność. Niby nie wiemy, jakie będzie zakończenie historii, ale rozwiązania najważniejszego wątku można się domyślić z łatwością, mi się to udało niemal na samym początku. Towarzyszące zakończeniu rewelacje w ogóle mnie więc nie zaskoczyły, choć co stanie się dalej z Cinder, nie wiedziałam. Początkowo nie mogłam się w powieść wdrożyć, bo specjalnie mnie nie zaciekawiła, ale ani się obejrzałam, a już było po lekturze. Czyta się szybko, co jest zasługą nie tylko przystępnego, choć niewyróżniającego się języka, ale także dużej czcionki, która niestety może być denerwująca. Gdyby zastosować standardowy rodzaj i rozmiar, książka byłaby znacznie cieńsza.


Cinder to ciekawa adaptacja historii o Kopciuszku. Wizja świata w przyszłości, nowoczesnego i zmechanizowanego, ale wciąż borykającego się z zarazą intryguje. Temat śmiercionośnej choroby jest mało oryginalny, bo pojawia się w co drugiej dystopii, ale za to konflikt między planetą Ziemią a Lunarami to zupełnie inna bajka. Cinder nie zauroczyła mnie, choć czas z książką uważam za mile spędzony. Dużo bardziej jestem ciekawa przedstawionej przez Meyer wersji opowieści o Czerwonym Kapturku, z którą wkrótce planuję się zapoznać.

Moja ocena: 7/10


niedziela, 5 maja 2013

Nieustraszony - Cornelia Funke




W poprzednim tomie o przygodach Jakuba Recklessa, młodzieniec musiał zmierzyć się z klątwą, która dotknęła jego młodszego brata. Will został zraniony przez goyla na skutek czego zaczął zmieniać się w kamień. Powoli zatracał swoje człowieczeństwo, a żadne magiczne sztuczki nie były w staniu mu pomóc. Ukochana Willa wraz z jego bratem usilnie walczyli o chłopaka i w końcu udało im się odkryć ryzykowny sposób na jego ocalenie. Nie byli pewnie konsekwencji poświęcenia Jakuba, ale Wy, Drodzy Czytelnicy, już je znacie, prawda? Jeśli poznaliście „Kamienne ciało” wiecie, jak potoczyły się wypadki. Koniec końców Will i Klara opuścili świat po drugiej stroni lustra i wrócili do swojego bezpiecznego życia. To Jakubowi przyszło zapłacić najwyższą cenę, ale wiadome było, że Czerwona Nimfa nie daje nic za darmo. Teraz to na Jakubie ciąży klątwa, która wkrótce doprowadzi do jego śmierci. Młodzieniec ma niewiele czasu, zostało mu może kilka miesięcy życia. Nie zaprzestaje jednak walki i w końcu pojawia się promyk nadziei, że może nie jest ona z góry przegrana.

Cornelia Funke to znana niemiecka pisarka, twórczyni takich powieści jak „Atramentowa Trylogia” czy „Król złodziei”. Jest to jedna z moich ulubionych autorek, uwielbiam obecną w jej książkach nutę baśniowości, wspaniałych bohaterów, których nie sposób nie pokochać czy wreszcie ich niesamowite przygody. Niestety rozczarowałam się pierwszą częścią jej najnowszej serii „Reckless”. Jesteście ciekawi, czy moje wrażenie z lektury kontynuacji były podobne? Najpierw opowiem Wam trochę, jaki jest główny zamysł tych książek. Otóż głównym bohaterem jest Jakub Reckless, który przez przypadek trafia do świata po drugiej stronie lustra. Seria „Reckless” opiera się w znacznej mierze na baśniach i rozmaitych historiach, tych bardziej i tych mniej znanych. Nie zabraknie też opowieści z życia poszukiwacza skarbów, bo tą właśnie profesją trudni się Jakub.

Dwie dusze w jednym ciele. Mam nadzieję, że twoja człowiecza cząstka ostatecznie nie zwycięży. Ludzie tak trudno zawierają pokój ze światem.

Do pierwszej części serii miałam sporo zastrzeżeń i pewnie dlatego trochę nieufnie podeszłam do kontynuacji, jednocześnie licząc na coś wartego uwagi. Początek książki potraktowałam z dystansem, miałam drobne problemy z „wciągnięciem się” w tę historię i obawiałam się powtórki z „Kamiennego ciała”. Na szczęście w przypadku „Nieustraszonego” moje późniejsze wrażenia były zupełnie inne. Zbawienne dla książki okazało się pozbycie się Willa i Klary, ponieważ zachowanie bohaterów prowadziło do dziwnych sytuacji i powstania tzw. „miłosnego trójkąta”, który znacznie osłabiał moje zainteresowanie akcją. W „Nieustraszonym” z czworga bohaterów pozostają jedynie Jakub i Lisica, między którymi utrzymuje się nić porozumienia. Jest to bardzo delikatne uczucie, które objawia się bezgraniczną lojalnością i troską o drugą osobę, brak tu pustych słów i głębokich deklaracji, bohaterowie tak naprawdę nie wyznają swoich uczuć, może nawet o nich nie wiedzą. Dlatego też nie musicie się obawiać naciąganych miłosnych bajdurzeń.

Oczywiście oprócz Jakuba i Lisicy pojawia się kilku innych bohaterów, równie ciekawych i tajemniczych, towarzyszących im w wędrówce, ale także tych z przeciwnego obozu. Możemy poznawać losy postaci konkurujących z Jakubem, im również poświęcono sporo stron. Dzięki tej różnorodności nie znudzimy się tą historią, gdyż na rozgrywające się wydarzenia patrzymy z różnej perspektywy. „Nieustraszony” jest także obszerniejszy od „Kamiennego ciała” co wychodzi mu na dobre, gdyż czytelnik bardziej przywiązuje się do bohaterów, a i autorka ma większe pole do popisu w kwestii snucia opowieści na temat świata przedstawionego. W tej kwestii nie mam jej nic do zarzucenia. Uwielbiam poznawać historie dotyczące przeszłości krainy, mieszkających w niej stworzeń, dawnych przygód Jakuba. Jest ciekawej, bo więcej czasu poświęcono roli młodzieńca jako poszukiwacza skarbów.

Oboje zatrzymaliśmy się między epokami, prawda? Nosimy przeszłość na skórze, ale przyszłość jest zbyt głośna, by ją ignorować.

O ile poprzednia część była dość przewidywalna, z tą jest zupełnie inaczej. Nie sposób przewidzieć jak dalej potoczy się akcja, byłam nieustannie zaskakiwana przez rozmaite intrygi, niewłaściwe zakończenia baśni, nie sposób do końca poznać świat po drugiej stronie lustra. Dobrze przypuszczałam, że „Kamienne ciało” jest dopiero wstępem do prawdziwej przygody, bo w „Nieustraszonym” Funke wyciąga asy z rękawa i zasypuje nas nawałem świetnych bohaterów i nieznanych nam dotąd historii. Gdy już poznacie ten świat nie będziecie chcieli wracać do rzeczywistości, która jest duża mniej ciekawa niż pomysły autorki. Co jeszcze mogę powiedzieć, Funke nie mogła mnie rozczarować.

Moja ocena: 8.5/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Egmont.
Wyzwanie: Czytam fantastykę


Reckless:

1.Kamienne ciało
2.Nieustraszony
3. ?



niedziela, 3 marca 2013

Baśniarz - Antonia Michaelis




Pierwsze mroźne dni, drogi pokryte śniegiem, zamarznięte brzegi morza. Dziewczyna, która znajduje lalkę i w ten sposób nawiązuje znajomość z tajemniczym chłopakiem, który zupełnie nie pasuje do jej świata. Anna to dziewczyna z dobrego domu, która po skończeniu szkoły planuje wyjechać z miasta na studia. Natomiast Abel handluje narkotykami, nie rozmawia z ludźmi i wyróżnia się na ich tle także wyglądem. Jednak Annę coś do niego przyciąga i nie zraża się odpychającą postawą chłopaka. W końcu okazuje się, że może było warto, bo dziewczyna odkrywa drugie oblicze Abla – opiekuńczego brata i Baśniarza.


Baśniarz autorstwa Antonii Michaelis to opowieść o miłości, ale nie łatwej, idealnej i wiecznej, nawet nie wiem, czy ja bym to miłością nazwała. Przedstawiono także życie ubogiego chłopaka mieszkającego wraz z siostrą, który żeby się utrzymać musi prowadzić ciemne interesy. Słowem, pokazano szare, smutne i ciężkie życie, dla którego kontrastem jest Anna, której świat wygląda zupełnie inaczej. Główną rolę w książce odgrywa wątek kryminalny: czy uda się odkryć kto jest grasującym w mieście mordercą? Poza tym kluczowe znaczenie ma prowadzona w innym, baśniowym wymiarze opowieść Abla kierowana do jego młodszej siostry, która w zaskakujący sposób nawiązuje do rzeczywistości.


Czego się spodziewałam po tej książce? Cóż, po opisie z okładki, który jest dość skąpy i niewiele mówiący (ale to dobrze!), myślałam że sięgam po książkę o wilkołaku. Nie wiem skąd wzięło mi się to doprawdy teraz śmieszne skojarzenie, bo Baśniarz to nie żaden paranormal romance, ale dojrzała i wzruszająca powieść. Oryginalny pomysł na fabułę i wielowątkowość to zdecydowany plus tej pozycji. Z początku podchodziłam do niej z umiarkowanym entuzjazmem, ale gdy mnie więcej dowiedziałam się, czego mogę się spodziewać, książka wciągnęła mnie i w szaleńczym tempie dotarłam do ostatniej strony. Nie da się przewidzieć rozwiązania kryminalnej zagadki i zakończenia książki, które mocno mną wstrząsnęło, bo zupełnie się tego nie spodziewałam.


Kreacje bohaterów są ciekawe i dokładnie dopracowane pod względem psychologicznym, aczkolwiek Anna była moim zdaniem zbyt naiwna. Za łatwo przechodziła nad pewnymi wydarzeniami do porządku dziennego i za łatwo wybaczała… Nawet bohaterowie poboczni mnie zainteresowali i nie wiedziałam, czego się po nich spodziewać, ta książka jest naprawdę nieprzewidywalna. A jeśli chodzi o snutą przez Abla baśń, początkowo myślałam, że będzie mnie nudzić, bo to w końcu takie „dla dzieci”, jednak po kilku rozdziałach się przekonałam i czytałam te fragmenty z ciekawością. Bardzo polubiłam też siostrzyczkę chłopaka.


Baśniarz ma specyficzny klimat, sprawia, że spodziewamy się czegoś złego, co zaraz się wydarzy. Wywołuje uczucie smutku, przygnębienie, skłania do refleksji, czasem wzrusza. Przede wszystkim podczas lektury cały czas miałam przed oczami obrazy rozgrywających się wydarzeń, co jest z pewnością zasługą zgrabnego, obrazowego języka. Styl autorki wciąga i zachęca do dalszego czytania, a przy tym idealnie wpasowuje się w fabułę. Książka wzbudziła we mnie ogrom emocji i do niczego nie mogę się przyczepić, żałuję, że to już koniec niezwykłej przygody z Ablem, Anną i Michi. Książka dołącza do grona moich ulubionych, myślę też, że bohaterowie jeszcze długo będą żyli w mojej głowie. Chyba nie muszę mówić, że polecam?

Moja ocena: 10/10

Za książkę dziękuję portalowi Upadli :)