Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie Czytam Fantastykę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie Czytam Fantastykę. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lipca 2013

Finale - Becca Fitzpatrick



Finale to czwarta część serii autorstwa Becci Fitzpatrick, opowiadającej o zwykłej dziewczynie, na której drodze pewnego dnia pojawia się niezwykle przystojny i tajemniczy upadły anioł. Odwieczny konflikt między tym gatunkiem a Nefilami, wielka miłość i przeciwności losu, czyli typowy paranormal romance. Nigdy nie pałałam miłością do tej serii, a poprzednie tomy średnio mi się podobały, ale jak już coś zaczęłam to skończę. Tym samym postanowiłam zapoznać się z tomem czwartym, w którym po śmierci Czarnej Ręki Nora przejmuje dowodzenie nad armią Nefilów. Ma to związek ze złożoną przez nią przysięgą, według której musi poprowadzić swoją rasę na wojnę. Sprawę komplikuje fakt, że chłopak Nory jest upadłym aniołem, a ich związek uznawany jest za bratanie się z wrogiem.

Seria „Szeptem” podbiła serca wielu nastolatków, niestety ja nie znam powodów jej popularności. Przy wysypie paranormali na rynku mało który potrafi pozytywnie zaskoczyć i się wyróżnić. Historia opowiedziana w pierwszym tomie jest bardzo schematyczna i przewidywalna. Miałam wrażenia, że autorka w miarę pisania kolejnych części wymyśla dalszy jej ciąg. Fabuła robi się więc ciekawsza, a punkt kulminacyjny następuje na przełomie trzeciej/czwartej części. Wtedy przynajmniej coś się dzieje, bo początkowo głównym tematem serii były przypadkowe spotkania bohaterów w różnych sceneriach, a Nora oczywiście nie znała tajemnicy Patcha.

Widać jak seria zapadła mi w pamięć po tym, że zaczynając czwartą część nie miałam pojęcia co działo się wcześniej i o ile zwykle narzekam na przypominanie fabuły poprzednich tomów przy okazji innych serii, w tym wypadku by się ono przydało. Po pewnym czasie zorientowałam się już kto jest czyim ojcem, kto kogo zabił, kto jest dobry czy zły. Mogłam więc względnie swobodnie kontynuować lekturę. Jak zwykle w „Szeptem” mają miejsce jakieś treningi, tajemnice i wyznania miłości, choć nic konkretnego się nie dzieje. Pozytywem jest, że o ile fabuła specjalnie się nie wyróżnia to i tak dość wciąga i nie trzeba się z historią męczyć. Jednak tak jest chyba w przypadku większości książek i szkoda, że szybkość czytania nie ma nic wspólnego z wartością książki…

Głównym tematem Finale jest uczucie łączące Norę i Patcha. Jego przedstawienie może irytować, szczególnie deklaracje typu „umrę gdy ciebie zabraknie” albo ciągłe zwracaniu się do Nory „aniele”. Nie kupuję takiej miłości, jest ona sztuczna w porównaniu do innych książkowych par. Denerwuje też główna bohaterka, swoimi podejrzeniami, zazdrością, ale też nijakością. Nora to typowa szara myszka, której życie nabiera sensu dzięki wspaniałemu chłopakowi. Ciekawszą postacią jest Vee i inni poboczni bohaterowie. Podsumowując, Finale to pod względem fabularnym chyba lepsza część sagi o ile mogę to stwierdzić nie pamiętając dokładnie poprzednich tomów. To że książka w pewnym momencie wciąga i nie wymęczyłam się przy niej zbytnio nie zmienia faktu, że jest to bardzo przeciętna powieść dla nastolatków. A co do zakończenia, byłam bardzo zaskoczona, że autorka z taką łatwością zamknęła fabułę. Nie jest to bynajmniej komplement, nawet koniec serii nie robi dobrego wrażenia i spłyca całą historię.

Moja ocena: 5/10

Saga Szeptem:
1. Szeptem
3. Cisza
4. Finale

czwartek, 4 lipca 2013

Spętani przez bogów - Josephine Angelini



Rozpoczyna się nowy rok szkolny, a wraz z nim na wyspę przeprowadza się liczna rodzina Delosów. Zamknięta społeczność mieszkańców skutecznie podchwytuje nowy temat plotek, co z niezrozumiałych powodów irytuje Helenę. Dziewczyna czuje niechęć na myśl o nowych sąsiadach, bynajmniej nie z zazdrości. Jej zachowanie staje się tym bardziej szokujące, gdy już pierwszego dnia w szkole rzuca się najprzystojniejszego chłopaka, jakiego kiedykolwiek widziały te mury. A co jeszcze dziwniejsze, próbuje go zabić gołymi rękami.

„Spętani przez bogów” to pierwsza część trylogii należącej do gatunku paranormal romance, której autorką jest Josephine Angelini. Pewnego dnia do miasteczka sprowadza się rodzina Delosów, a pierwsze ich spotkanie z Heleną przeradza się w walkę na śmierć i życie. Późniejsza sytuacja dziewczyny się nie poprawia, gdyż nie tylko narobiła sobie wrogów w szkole i przestraszyła ojca, ale też zaczęły ją dręczyć koszmary. Niby to tylko drastyczne sny, jednak okazują się aż nadto realne, tym bardziej że po każdej nocy pozostaje dziewczynie pamiątka…

„Spętani przez bogów” mogłoby być zwyczajnym paranormalem, jakich wiele na rynku. Książka na pierwszy rzut oka zupełnie się nie wyróżnia i jedynie bardzo pozytywne rekomendacje zachęciły mnie do zapoznania się z nią. Już po lekturze kilkudziesięciu stron miałam mocne odczucie, że książka bardzo przypomina mi inny tytuł, a jest nim „Zmierzch”. Doprawdy zaskoczyło mnie, jak świat przedstawiony, bohaterowie i poszczególne sceny były podobnie przedstawione w obu pozycjach. Już sam początek, gdy do akcji wkracza tajemnicza, doskonała i piękna rodzina. Oczywiście głównej bohaterce wpada w oko najprzystojniejszy chłopak o imieniu Ed… A nie, Lucas, przecież Edward był w „Zmierzchu”! Przypadek? Nie wydaje mi się, tym bardziej że pojawia się cała masa takich podobieństw. Helena oczywiście mieszka tylko z ojcem, nie lubi się  z bratem Lucasa, trenuje z jego rodzeństwem, ba! nawet próbuje uwieść przystojniaka, który odrzuca jej zaloty. A to wszystko już gdzieś było…

Nie jestem bardzo zrażona faktem podobieństwa do „Zmierzchu”, w sumie mnie ono bawiło. Z drugiej strony niektórym czytelnikom może się to bardzo nie spodobać, bo bez przesady, żeby na każdym etapie powieści można było porównać jej akcję z książką o krwiopijcach. Nawet już nie chodzi o wzorowanie się autorki na Zmierzchu, ale „Spętani przez bogów” jest bardzo schematyczne jeśli chodzi o ten gatunek, ponieważ znalazły się tam wszystkie elementy, o jakich myślimy, gdy pojawia się hasło „paranormal romance”. Stopniowo tworzy się uczucie między bohaterami, którzy początkowo się nienawidzą, ale każdy wie jak to się skończy. Znajomość bohaterów, znaczy się, bo już zakończenia powieści nikt nie jest w stanie przewidzieć. Mimo że „Spętani przez bogów” bazuje na pewnych schematach typowych dla gatunku, powieść jest nieprzewidywalna i trzymająca w napięciu, gdy już przebrnie się przez nudny początek.

Wrócę do zdania, które rozpoczęłam dwa akapity wcześniej. „Spętani przez bogów” mogłoby być zwyczajnym paranormalem, gdyby nie to, iż nie jest to powieść o wampirach czy wilkołakach. Za to pojawia się grecka mitologia w pięknym wydaniu. Fabuła jest skomplikowana i czasem trudno się w niej połapać, jednak ostatecznie greckie motywy zgrabnie się komponują i co najważniejsze, przedstawione są w interesujący sposób, bezpośrednio dotyczący bohaterów. Przy niektórych przewijających się po drodze elementach nie trudno stwierdzić, że odegrają one ważną rolę w historii i dziwimy się bohaterce, która nie dostrzega rzeczy oczywistych. Jednak mimo to powtarzam, książka jest nieprzewidywalna i wciągająca. Na początku trochę w to nie wierzyłam, bo czytałam na siłę, ale potem zostałam pozytywnie zaskoczona. W książce raziło mnie wiele rzeczy, chociażby te podobieństwa czy zbyt uproszczeni bohaterowie i tym zastrzeżeniom poświęciłam znaczną część recenzji, więc możecie myśleć, że książka mi się nie podobała. Ale ciekawie wpleciona w fabułę mitologia, która jest właściwie głównym motywem, rekompensuje braki.

Moja ocena: 7/10

Trylogia Spętani przez bogów:
1.Spętani przez bogów
2.Wędrówka przez sen
3.Bunt bogini

wtorek, 2 lipca 2013

Scarlet - Marissa Meyer



Kopciuszek już uciekł z pałacu od przystojnego księcia, zdążył zgubić stopę i rozwścieczyć złą królową. Teraz siedzi w więzieniu, ale nie należy się zbytnio niepokoić, gdyż lada chwila ucieknie na statek kosmiczny z przypadkowo poznanym nieznajomym. Skoro mamy Kopciuszka, gdzież podziewa się Czerwony Kapturek i zły Wilk? Znajdziemy ich gdzieś we Francji, a konkretnie w miasteczku Rieux. Rudowłosa Scarlet pracuje na farmie swojej babci, zajmując się głównie uprawą warzyw. Jej życie jest bardzo spokojne i jednostajne, aż do czasu gdy jej ukochana babcia zostaje porwana, bo cóż innego mogło się z nią stać, przecież z własnej woli nie zostawiłaby wnuczki i gospodarstwa. Policja nie znajduje żadnych tropów, a dziewczyna jest zrozpaczona. Gdy poznaje w karczmie młodego mężczyznę o przydomku Wilk znajduje wsparcie w poszukiwaniach i wraz z nowym znajomym planuje udać się Paryża.

„Scarlet” Marissy Meyer to druga część Sagi Księżycowej. Stanowi kontynuację opowieści o Cinder i rozgrywa się w tym samym świecie w zaledwie kilkudniowym odstępie czasu od poprzedniego tomu. Jednak tym razem pojawia się kolejna główna bohaterka, którą jest tytułowa Scarlet, mająca uosabiać baśniowego Czerwonego Kapturka. Faktycznie da się w historii Meyer znaleźć coś z baśni braci Grimm, bo choć całość stanowi metaforę popularnej opowieści, mamy bardzo dosłownego Wilka i „wędrówkę przez las”. Wydawało mi się, że ciężko będzie realnie przedstawić fabułę w taki sposób, by jednoznacznie kojarzyła nam się z baśnią ze względu na nowoczesność świata przedstawionego. Moje obawy były nieuzasadnione, bo jak widać nawet w cywilizowanym świecie nie brakuje agresji i zwierzęcości.

Autorka zgrabnie pozwala nam śledzić na zmianę losy Scarlet i Cinder. Początkowo nie byłam zachwycona tym zabiegiem, wydawało mi się, że bardziej zaciekawi mnie opowieść o Czerwonym Kapturku i będzie mi brakować scen z jego udziałem. Tymczasem dawka proponowana przez autorkę okazała się dobrze wyważona i przestałam mieć co do niej zastrzeżenia. Jeśli chodzi o główne bohaterki, mimo wszystko bardziej lubię Cinder, która jest zabawna i skora do działania, bo Scarlet była aż nadto energiczna i w gorącej wodzie kąpana, jej naiwność może razić. Za to Wilk jak Wilk, nieprzewidywalny, nie da się do końca odgadnąć jego zamiarów. I tu zaczynają się rozbieżności z baśnią i poprzednią częścią, gdyż „Scarlet” jest dużo bardziej nieprzewidywalna od poprzedniczki. Na szczęście historia poszła własnym torem i już od drugiej połowy działo się nieźle, zaskoczyło mnie jak dobry pomysł miała autorka. Historie Kopciuszka i Kapturka nie tylko łączą się ze sobą, ale też oddziałują na cały świat przedstawiony.

Trudno się o coś do książki przeczepić, jednak nie będę ukrywać, że męczyłam ją prawie 2 tygodnie. Około dwusetnej strony zacięłam się i nijak nie mogłam ruszyć dalej, na szczęście zawzięłam się i zmusiłam do dalszej lektury. Efektem tego jakieś 100 stron później się wciągnęłam i mogłam być pod wrażeniem pomysłowości i kunsztu autorki. Nie pałam do Sagi Księżycowej miłością jak niektórzy i nie uważam jej za arcydzieło, ale jednak pomimo słabszych momentów generalnie dobrze się przy niej bawię. Niniejszym ogłaszam drugą część lepszą od poprzedniczki, za bardzo ciekawy i rozwijający się wątek o Lunarach.

Moja ocena: 7/10

Saga Księżycowa:

1. Cinder
2. Scarlet



piątek, 21 czerwca 2013

Nowy przywódca - Julianna Baggott



Po Wybuchu powstały dwa oddzielne światy, kontrastujące ze sobą na każdym polu. Z jednej strony żyjący w Kopule wpływowi i bogaci, tzw. Czyści, którzy nazywają się „życzliwymi obserwatorami”. Wiele lat temu obiecali pomoc ludziom żyjącym na zewnątrz, ale jak dotąd nie uczynili kompletnie nic. Dlatego Nieszczęśnicy każdego dnia walczą o przetrwanie i nie tracą nadziei na ratunek. Czcze pragnienia, o czym dobrze wiedzą Pressia i Partridge. W tym świecie istnieje wiele prawd, ale młodzi ludzie znają już odpowiedź na najważniejsze pytania. Teraz muszą przejść do działania. Pressia wraz z Bradwellem i El Capitanem będą prowadzić poszukiwania na zewnątrz, a Partridge musi wrócić do Kopuły i spróbować obalić ojca.  

Nowy przywódca to drugi tom trylogii Świat po wybuchu autorstwa Julianny Baggott. Fabuła bazuje na Wybuchu, który miał miejsce dekadę temu, a który przyniósł katastrofalne skutki, takie jak śmierć ogromnej rzeszy ludzi, zniszczenie dotychczasowego porządku, zanik podziału na państwa. Istnieje za to Kopuła, która ma nowoczesne środki i udogodnienia, wykorzystywane tylko do własnych celów. W kolejnym tomie wiemy już dużo o żyjących w niej ludziach i ich złowrogich zamierzeniach. Co nowego stanie się w „Nowym przywódcy”? Mogę zdradzić jedynie, że ktoś zawędruje na inny kontynent, pojawi się nowy bohater, który trochę skomplikuje losy pozostałych, a i wspomnienia lub ich brak odegrają ważną rolę. Jednym słowem, dzieje się.

Nowa Ziemia to świetna książka, która mnie zachwyciła i od razu wyjawię, że kontynuacja też trzyma poziom. Bo choć czasem mam dość dystopii i podobnych wizji świata zdziesiątkowanego zwykle przez nieuleczalną chorobę czy katastrofę, to jednak trylogia Świat po Wybuchu się wyróżnia. Pod względem kreacji i głównego motywu świat przedstawiony nie jest nadzwyczajny, za to perypetie bohaterów intrygują. W Nowym przywódcy roi się od tajemnic i intryg niczym w najlepszym kryminale. Książka jest nieprzewidywalna i zwykła zaskakiwać. Szczerze mówiąc wydawało mi się, że niczego więcej nie uda się autorce wymyślić, ale pozytywnie mnie zaskoczyła. Julianna Baggott nie osiadła na laurach, pomysły jej się nie skończyły. Znowu wraz z bohaterami staramy się rozgryźć zasady rządzące światem przedstawionym. Najlepsze jest to, że autorka nie pozostawia rozwiązania i wielkiego „wow” na sam koniec, ale stale podrzuca nam nowe odpowiedzi.

Mimo że książka jest tak długa i uważam, że bez szkody dla fabuły można by odjąć kilkadziesiąt stron, to akcja i tak pędzi naprzód i stale dzieje się coś nowego. Przy Nowym przywódcy jak i przy tomie pierwszym nie sposób się nudzić, co jest największą zaletą powieści. Ale siłą są też jej bohaterowie, na których brak nie można narzekać. Zarówno postacie główne jak i drugoplanowe odgrywają ważną rolę i są im poświęcone poszczególne rozdziały, choć narracja jest trzecioosobowa. Jestem zafascynowana niektórymi bohaterami, takimi jak El Capitan, Helmud czy Lyda, którzy wywołują wiele emocji, potrafią bawić i wzruszać. Autorka szanuje swoich czytelników i nie kończy książki złośliwie w samym środku sceny, ale i tak z pewnością nie jeden osobnik będzie czekał z niecierpliwością, byle się dowiedzieć, jak historia potoczy się dalej. Po raz kolejny utwierdzam się w fakcie, że twórczość Julianny Baggot jest nieprzewidywalna i nie przestanie mnie zaskakiwać. Polecam!    


Moja ocena: 9/10

środa, 19 czerwca 2013

Cinder - Marissa Meyer



Zapoczątkowana przez braci Grimm historia Kopciuszka to motyw często wykorzystywany w literaturze i filmie, warto wspomnieć chociażby o bajkach dla dzieci produkowanych przez Walt Disney czy licznych opowiadaniach i książkach bazujących na tej opowieści. Jednak choć podobnych dzieł powstaje wiele, zwykle autorzy nie oddalają się poza pierwotną koncepcję, przedstawiającą historię biednej dziewczyny, która wzbudza zainteresowanie przystojnego księcia. Autorka Sagi Księżycowej poszła nieco dalej, dziewczynę zastępując cyborgiem, a czas akcji przenosząc o dobre setki lat w przyszłość. Podobieństwa? Cinder ma problem ze swoją stopą, która dawno temu stała się za mała, a jej macocha jest zbyt skąpa, by kupić jej nową. Brzmi abstrakcyjnie? Cóż, w Nowym Pekinie cyborgi nie są obiektem powszechnego uwielbienia, ale spotyka się je nierzadko. Odgrywają ważną rolę w poszukiwaniu lekarstwa na śmiertelną chorobą, która budzi powszechną panikę.


Jest więc Kopciuszek będący cyborgiem, nie może też zabraknąć przystojnego księcia! Reprezentuje go Kai, który poznaje Cinder prosząc ją o naprawę swojego androida, dziewczyna jest bowiem mechanikiem i to nie byle jakim, bo sławnym na całe królestwo. Tylko czekać, aż dziewczyna dostanie na zaproszenie na bal, tak to w końcu było w baśni. Przeciwności na drodze do szczęścia Cinder stanowią jej macocha wraz z córką. Kobieta wykorzystuje dziewczynę, zarabiając pieniądze jej pracą, a i tak traktuje ją jak gorszą istotę. Sytuacja zaognia się jeszcze bardziej, gdy zła macocha obwinia Cinder o nieszczęście, która spotyka jedną z jej córek.


W Sadze Księżycowej pojawia się wątek niewystępujący w tradycyjnej wersji. Mianowicie Ziemianie obawiają się wojny z mieszkańcami Księżyca, zwanymi Lunarami. Ich czary zdolne są mieszać ludziom w głowach, a królowa Levana to zło wcielone. Prowadzone są co prawda negocjacje mające na celu zawarcie pokoju, ale Lunarka jest nieustępliwa i stawia ostre żądania. Co ma zrobić następca tronu, gdy żadna decyzja nie jest właściwa? Marissa Meyer znacznie przekształciła znaną nam historię Kopciuszka, zmieniając wizerunek słodkiej i romantycznej bajki za pomocą całkowicie innego świata przedstawionego. Nie ma białego pałacu, karety, wróżki i zgubionego pantofelka, jest za to współczesność, technologiczny rozwój, proteza stopy i rozpadający się samochód. Taka wersja podoba mi się dużo bardziej.


 Wadą książki jest jej duża przewidywalność. Niby nie wiemy, jakie będzie zakończenie historii, ale rozwiązania najważniejszego wątku można się domyślić z łatwością, mi się to udało niemal na samym początku. Towarzyszące zakończeniu rewelacje w ogóle mnie więc nie zaskoczyły, choć co stanie się dalej z Cinder, nie wiedziałam. Początkowo nie mogłam się w powieść wdrożyć, bo specjalnie mnie nie zaciekawiła, ale ani się obejrzałam, a już było po lekturze. Czyta się szybko, co jest zasługą nie tylko przystępnego, choć niewyróżniającego się języka, ale także dużej czcionki, która niestety może być denerwująca. Gdyby zastosować standardowy rodzaj i rozmiar, książka byłaby znacznie cieńsza.


Cinder to ciekawa adaptacja historii o Kopciuszku. Wizja świata w przyszłości, nowoczesnego i zmechanizowanego, ale wciąż borykającego się z zarazą intryguje. Temat śmiercionośnej choroby jest mało oryginalny, bo pojawia się w co drugiej dystopii, ale za to konflikt między planetą Ziemią a Lunarami to zupełnie inna bajka. Cinder nie zauroczyła mnie, choć czas z książką uważam za mile spędzony. Dużo bardziej jestem ciekawa przedstawionej przez Meyer wersji opowieści o Czerwonym Kapturku, z którą wkrótce planuję się zapoznać.

Moja ocena: 7/10


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Klątwa opali - Tamora Pierce



Rebecca Cooper właśnie rozpoczyna służbę w Gwardii Starościńskiej. Od pierwszego dnia zaczyna prowadzić dziennik, w którym spisuje kolejne dni mijające na ściganiu bandytów, wyłapywaniu grasujących po targu złodziejaszków i wsadzaniu za kratki agresywnych rodziców. Bowiem członkowie Gwardii, potocznie nazywani Psami, zajmują się walką z przestępczością w mieście. Pracują na kilka zmian, dlatego wyróżniamy Straż dzienną czy wieczorną, a także w różnych rejonach, Becca chce działać w Niższym Mieście. Jest to miejsce najbardziej niewdzięczne i niebezpieczne, ale dziewczyna się w nim wychowała i dobrze zna jego zakamarki. Teraz jest dopiero Szczenięciem, ale trafia pod opiekę wybitnych Psów, Tunstalla i Goodwin. Są to postacie specyficzne, budzące u niej lęk i respekt, ale ma nadzieję, że współpraca ułoży się dobrze. Tym bardziej że już wkrótce wpadają na trop większej afery, niż przeciętni kieszonkowcy.

Klątwa Opali autorstwa Tamory Pierce to książka trochę przygodowa, w głównej mierze detektywistyczna, a dodatkowo rozgrywająca się w czasach odpowiadających średniowieczu, aczkolwiek świat przedstawiony wygląda inaczej niż nasz. Nawet wątki fantastyczne się znajdą, a uosabia je postać głównej bohaterki, która nie dość, że pracuje w służbach odpowiadających naszej policji, to jeszcze zbiera informacje od gołębi i potrafi rozmawiać z Pyłami. Autorka miała duże pole do popisu, ponieważ połączyła ze sobą wiele różnych pomysłów, a i kryminalnych intryg nie zabrakło. W dodatku Klątwa Opali to dopiero pierwszy tom „Kronik Cortallu”.

Akcja powieści Tamory Pierce rozgrywa się w czasach średniowiecznych, więc język nie jest uwspółcześniony, ale też nie ma problemów z jego zrozumieniem. Czas akcje bardziej widoczny jest w opisach miasta i żyjących w nim mieszkańców, które są ciekawe i realistyczne, autorka skupiła się na prostych ludziach z najbiedniejszej dzielnicy. Kolejne dni służby w Gwardii opisywane są bardzo dokładnie w formie dziennika przez Beccę. Warto wspomnieć, że dziewczyna naprawdę cieszy się swoją pracą i pragnie osiągnąć w niej jak najwięcej. W przeciwieństwie do swoich rówieśników nie jest do niej zmuszana z braku lepszego zajęcia. Dziewczyna to robiąca pozytywne wrażenie bohaterka, jest odważna i silna, ma własne zdanie i konsekwentnie dąży do celu, choć z drugiej strony jest nieśmiała w kontaktach z ludźmi. Na uwagę zasługują jej szczególne zdolności, czyli porozumiewanie się z gołębiami i ulicznymi pyłami.

Jeśli chodzi o kryminalny aspekt książki, występują w niej dwie główne intrygi. O ile rozwiązanie pierwszej jest dość oczywiste, to równoległa już tak przewidywalna nie jest. Obstawione przeze mnie dwa typy niestety się nie sprawdziły, wyprzedziłam Beccę dopiero pod koniec o kilka stron. Natomiast codzienne zmagania Psów z przestępczością w Niższym Mieście nie są zagadką logiczną, a raczej scenami typowymi dla książki przygodowej. Poza Beccą wartymi uwagi bohaterami są jej opiekunowie Tunstall i Goodwin, bo już nastoletni przyjaciele dziewczyny specjalnie się nie wyróżniali i wrażenia na mnie nie wywarli.

Klątwa opali nie jest książką rewelacyjną, ale też się przy niej nie nudziłam. Stale coś się dzieje, życie bohaterki obfituje w wiele wrażeń. Intryga detektywistyczna jest dość ciekawa i w połowie nieprzewidywalna. Kilka postaci budzi pozytywne uczucia, wywołuje uśmiech na twarzy, oni się pisarce udali, choć niektórzy są przeciętni. Język powieści jest przystępny i zachęcający do lektury, jednak Klątwa opali nie wciągnęła mnie aż tak bardzo, żebym nie mogła się od niej oderwać. Podsumowując, całkiem niezła młodzieżówka z wątkiem detektywistycznym.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Jaguar