Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 lutego 2014

Dziedzictwo - C. J. Daugherty



Allie po wakacjach wraca do Akademii Cimmeria, jedynego miejsca, gdzie może czuć się w miarę bezpiecznie. A to dzięki ochronie dyrektorki i trosce Cartera, na spotkanie z którym dziewczyna czeka z niecierpliwością. Jednak na drodze dwojga zakochanych stanie nie tylko Sylvain, początkowo będący jedynie dobrym przyjacielem Allie, ale też Nocna Szkoła. W Cimmerii działa szpieg z zewnątrz, atmosfera podejrzliwości narasta i wszyscy stają przeciw sobie. Jak w tej sytuacji odnajdzie się Allie? Czy faktycznie Akademia Cimmeria jest bezpiecznym miejscem dla uczniów?

Do przeczytania mojej recenzji zapraszam TUTAJ

Moja ocena: 8/10

czwartek, 2 stycznia 2014

Ogród Kamili - Katarzyna Michalak



„Ogród Kamili” to pierwsza część serii kwiatowej autorstwa Katarzyny Michalak, która jest jedną z moich ulubionych autorek i w ciemno sięgam po jej książki. Tak samo było ze wspomnianym tytułem, który nabyłam w pierwszym możliwym terminie, czyli na Targach Książki. Powieść opowiada o młodej kobiecie, tytułowej bohaterce, która wciąż wspomina tragiczne wydarzenia sprzed ośmiu lat, kiedy to zginęła w wypadku jej matka, a sporo starszy chłopak dziewczyny zostawił ją w tak ciężkich dla niej chwilach. Teraz Kamila ma 24 lata, żadnej pracy ani doświadczenia i mieszka z ciocią Łucją. W końcu postanawia ruszyć naprzód, a pierwszym jej krokiem jest poszukiwanie zatrudnienia, przy czym uda jej się wplątać w niemałe kłopoty. Uratuje ją z nich Jakub, który kiedyś porzucił dziewczynę i w ten sposób ukradkiem wkroczy do jej życia.

Powieściom Michalak nie sposób odmówić faktu, że wciągają, a ich lektura zwykle zajmuje jeden wieczór w porywach do dwóch, gdyż kto już zaczął lekturę nie będzie chciał jej przerwać z błahego powodu. Fabuła wręcz kipi od nagłych, niespodziewanych wydarzeń, można odnieść wrażenie, że wszystko co złe skupiło się na kilku postaciach, byle zatruć im życie. A to mafia, a to próba porwania i wywiezienia za granicę. Nie zabraknie więc dramatycznych zwrotów akcji i wielu nierozwikłanych wątków. Pojawia się sporo na pozór niezwiązanych ze sobą tajemnic, których rozwiązanie czytelnik bardzo chce poznać, a tymczasem okazuje się, że to już koniec książki i zostajemy z niczym poza ciekawością i poirytowaniem, że znowu trzeba czekać na kontynuację.

Instytucja głównej bohaterki nie jest zbyt wdzięcznym zajęciem, bo ile było książek, tak w ponad połowie z nich nie polubiłam zupełnie postaci kobiecej, a w ¼ z tych tytułów mnie ona irytowała/ śmieszyła/doprowadzała do szału/prowokowała niepochlebne komentarze pod nosem. Kamila należy do tej ¼ co jednak jest jakimś postępem, w końcu mogło być gorzej. Przez połowę książki jest jakaś taka rozlazła, zapłakana, z wiecznie podpuchniętymi oczami od łez wylewanych za beznadziejnym facetem, który ją porzucił osiem lat temu i okazał się… beznadziejnym facetem. Ile można? Trzeba mieć jednak trochę godności, a nie zawalać sobie całe życie z powodu mężczyzny, ale moja osobista opinia się tu nie liczy. Dlatego właśnie nie przepadałam za główną bohaterką, wolę silne postacie, a nie takie rozmemłane Bóg wie co.

Jednak taki właśnie był pomysł autorki na książkę, Kamila tęskni za złym mężczyzną, który nagle znowu zaczyna się mieszać do jej życia. O ile mogę kwestionować rozsądek głównej bohaterki, o tyle kolejne wydarzenia rozgrywające się na kartach książki są naprawdę emocjonujące. Tyle zagadek z przeszłości, niewyjaśnionych motywów postępowania bohaterów, a wszystkie te tajemnice się ze sobą łączą, tego mamy świadomość i ona jeszcze bardziej potęguje nasze zainteresowanie. Oprócz Jakuba w powieści pojawia się kolejny męski bohater, Łukasz, którego zachowanie czasem mnie śmieszyło, jednak zyskał moją sympatię i bardzo mu kibicuję w jego poczynaniach.

„Ogród Kamili” to naprawdę świetna książka i proszę się nie zrażać moimi narzekaniami na główną bohaterkę, bo jak często zdarza mi się polubić takową? Rzadko, oj rzadko, więc nie świadczy to o wartości książki. „Ogród Kamili” nieustannie trzyma w napięciu i na każdym kroku zaskakuje rozwojem akcji, „przewidywalna” to ostatnie słowo jakim można by opisać tę książkę. Ale jak można przerwać opowieść w takim momencie? Dobrze, że „Zacisze Gosi” już niedługo.

Moja ocena: 8/10

piątek, 6 grudnia 2013

Złodziej pioruna - Rick Riordan



W samym środku dnia gdzieś na odludziu z piskiem opon hamuje samochód, z którego wyskakuje kobieta, nastoletni chłopiec i satyr, czyli połączenie człowieka z kozłem, także w wieku nastoletnim. Za nimi nadciąga powoli niemal ślepy i głuchy potwór. Grupa kieruje się biegiem w stronę wzgórza, na którym wznosi się farma, złowrogie monstrum w końcu łapie trop i z rykiem rzuca się w pościg. A Obóz Herosów jest już tak blisko…

Kilka godzin wcześniej Percy przyjeżdża do domu na wakacje. Przez resztę roku mieszka w szkole z internatem dla trudnej młodzieży. Jego główny problemem są zarówno trudności w nauce jak i nieustanne sprowadzanie na siebie kłopotów. Ale czy to jego wina, że na wycieczce szkolnej nauczycielka zmienia się nagle w szaleńca i rzuca na niego z pazurami, po czym znika, a cała szkoła udaje, że taka osoba nigdy nie istniała? Cóż, w takich warunkach trudno być normalnym nastolatkiem. Tym bardziej że nawet po powrocie do domu oprócz kochającej mamy czeka na ciebie ojczym, Śmierdziel Gabe, który jest dokładnie taki, jak nazwa wskazuje.

„Złodziej pioruna” to pierwsza część serii o przygodach Percy’ego Jacksona autorstwa Ricka Riordana. Opowiada o chłopcu, który w wieku dwunastu lat dowiaduje się, że jest herosem, a spotkanie bogów na Ziemi nie jest niczym dziwnym, jeśli wiesz gdzie ich szukać. Riordan kreuje rzeczywistość, w której świat śmiertelników jest nierozerwalnie związany ze światem bogów. Dotychczas mimo wielu rekomendacji wydawało mi się, że ze względu na wiek bohaterów seria ta wyda mi się zbyt dziecinna i nie odniosę przez to przyjemności z lektury. Na szczęście okazało się być zupełnie inaczej, gdyż perypetie Percy’ego, jego przyjaciela z kopytami i nad wyraz mądrej towarzyszki wciągają i bawią. Pisząc te słowa uświadamiam sobie podobieństwo bohaterów do sławnego trio z „Harry’ego Pottera” i choć serii Rowling nic nie dorówna, to Riordan także tworzy oryginalny świat i charakterystycznych młodych bohaterów.

Wielkim plusem jego książek jest poczucie humoru, które przejawia się na każdym kroku, a to w komicznych sytuacjach, a to w dialogach. Poza tym bieg akcji zaskakuje, co jest dość niespodziewane w powieści skierowanej docelowo do młodszych nastolatków. W świecie przedstawionym pojawia się wielu bohaterów znanych z mitologii, zarówno bogów jak i potworów, a także mityczne miejsca, takie jak Kraina Zmarłych czy Olimp, przedstawione w barwny, niezwykle obrazowy sposób. Riordan z łatwością posługuje się słowem pisanym, język jego powieści jest lekki, trafiający do czytelnika, a przy tym wiele przekazujący. Czytelnik może dokładnie wyobrazić sobie świat książki, a jednocześnie nie zmęczyć się natłokiem opisów. Życzę innym pisarzom, by każda książka była tak wciągająca jak proza Riordana.  

Moja ocena: 8/10

wtorek, 3 grudnia 2013

Bransoletka - Ewa Nowak



Weronika to szesnastolatka zmęczona toksycznymi relacjami zarówno w domu  jak i w szkole. Z jednej strony matka, która się nią nie interesuje, wiecznie dokuczający i wytykający wszystkie błędy brat i ojciec, a z drugiej brak znajomych poza jedną najlepszą przyjaciółką, która myśli tylko o sobie i doprowadza Weronikę do depresji swoim gadaniem. Początkiem zmian staje się wycieczka z inną klasą, podczas której dziewczyna poznaje sympatycznego chłopaka o imieniu Łukasz, który wydaje się być nią zainteresowany. Dziewczyna jest uszczęśliwiona i ma nadzieję na rozwój tej znajomości i owszem, rozwój sytuacji następuje, ale w innym kierunku niż się Weronika spodziewała. Kończy się na tym, że dziewczyna podczas ferii zimowych wyjeżdża na warsztaty teatralne, nie mając pojęcia o teatrze, a co więcej, wcale nie zainteresowana tematem.

Ewa Nowak to jedna z moich ulubionych autorek, a jej książki kupuję w ciemno, podobnie było z „Bransoletką”. Powieść ta nie należy do serii „miętowej”, została wydana nakładem innego wydawnictwa i faktycznie można zauważyć nieco inną konstrukcję powieści. Przede wszystkim mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, „Bransoletka” jest napisana w formie dziennika. Dzięki temu mamy dostęp do wszystkich myśli i uwag dziewczyny, a że jest ona osobą dość zbuntowaną i przynajmniej początkowo negatywnie nastawioną do wszystkiego, jej przemyślenia mogą irytować. Łączy się z tym kwestia typowego dla nastolatków, potocznego języka, który nie do końca przypadł mi do gustu.

Ale koniec uwag technicznych, przejdźmy do treści. Jak zawsze fabuła niesamowicie wciąga, gdy już zaczęłam, nie mogłam odłożyć książki aż do poznania zakończenia. Swoją drogą zauważyłam, że tylko polskie książki poruszające tematykę codziennego życia młodzieży tak mnie pochłaniają, z zagranicznymi jest zupełnie inaczej. Może dlatego, że realia są nam bliższe? Łatwo jest utożsamić się z postaciami kreowanymi przez autorkę, ich marzeniami i problemami. Nie oznacza to, że darzyłam sympatią główną bohaterką, przez długi czas mnie ona denerwowała, w mojej głowie nieraz pojawiał się głosik krytykujący jej poczynania. Poza Weroniką pojawia się wiele innych postaci, akcja rozgrywa się na warsztatach i są to ich uczestnicy.

Bardzo charakterystyczna jest Salomea, która z początku wydaje się szalona, ale z czasem jej nauki robią wrażenie nawet na Weronice. Dziewczyna przechodzi powolną przemianę i zaczyna dostrzegać problemy w swoim codziennym życiu, stara się je zażegnać. Pojawia się niejednoznaczny wątek miłosny, który w powieści odgrywa nadrzędną rolę, ale też zupełnie niespodziewany, trudniejszy temat. „Bransoletce” nie brak też sytuacyjnego humoru, a perypetie nastolatków śledzi się z przyjemnością. Książka nie dorównuje najlepszym częściom serii miętowej, ale i tak jest całkiem dobra. Uwaga, wciąga!

Moja ocena: 8/10

sobota, 30 listopada 2013

Bogowie i wojownicy - Michelle Paver




Hylas i jego siostra są Osobnymi co oznacza, że urodzili się poza wioską, nie mają Przodków i traktowani są przez resztę społeczności z pogardą. Po ataku czarnych wojowników, którzy najwyraźniej szukają im podobnych, Hylas musi uciekać, by ocalić życie, a przede wszystkim odnaleźć swoją siostrę Issi. Z pomocą przyjaciela udaje mu się ujść pościgowi, a jego dalszą drogą i kolejnymi wydarzeniami zdaje się kierować przeznaczenie. Jednocześnie Pirra, która od zawsze mieszkała w Domu Bogini, zostaje wysłana do Lykonii, aby wyjść za mąż za syna tamtejszego wodza i przypieczętować sojusz między krajami. Dziewczyna była okłamywana przez matkę, że w końcu będzie mogła zakosztować wolności, więc decyzja o podróży jest dla niej szokiem i powodem do buntu.

„Bogowie i wojownicy” to pierwsza część cyklu o przygodach Hylasa i Pirry w starożytnej Grecji sprzed 3.5 tysiąca lat, czyli w czasie trwania epoki brązu. Książka skierowana jest głównie do nastoletniego odbiorcy, ale może spodobać się zarówno dzieciom, ze względu na wartką akcję i wciągające perypetie bohaterów, jak i dorosłym, którzy lubią oryginalne konstrukcje świata przedstawionego, bo taką tu znajdą. Autorka przenosi czytelnika do czasów, które rzadko są opisywane w książkach i przedstawia historię, która łączy w sobie realny świat prawdziwych ludzi, wojowników, ze światem kierujących ich losem bogów.

„Bogowie i wojownicy” zaczyna się w samym środku zdarzeń, czytelnik nie wie ani o czym jest książka, ani co się przed chwilą wydarzyło. Oceniając powieść po kilkunastu stronach wydawało mi się, że wiem czego mogę się z grubsza spodziewać: typowej przygotówki dla młodszych dzieci, która raczej nie ma szans zrobić odpowiedniego wrażenia na osobie niemal dorosłej. Jednym słowem, byłam dość sceptyczna, jak często mi się zdarza przy początku książki. Jednak w miarę pokonywania kolejnych stron moje myśli zmieniły się w dopingowanie bohaterów i pouczanie ich, bo w końcu czytelnik zawsze jest mądrzejszy od postaci książkowej i lepiej wie, co powinna uczynić. Tak czy inaczej, bardzo zaangażowałam się w poczynania Hylasa, Pirry i mojego ulubionego bohatera, uwaga, uwaga, delfina!

Nie spodziewałam się po książce dla dzieci tak fantastycznego i zgrabnego poprowadzenia akcji. Autorka przedstawia wydarzenia z perspektywy kilku bohaterów, a jednym z nich jest zwierzę, czyli delfin. Może się to wydawać dziwne, ale wypadło świetnie, gdyż umożliwia spojrzenie na świat ludzi z zupełnie innej perspektywy. Poza tym nadaje klimatu tajemniczości, gdyż rozgrywające się wydarzenia mają głębszy, na razie nam nie znany sens. Nawet zakończenie nie rozwiewa wszystkich wątpliwości, a wręcz sprawia wrażenie, że to był dopiero początek przygody. Michelle Paver ma oryginalny pomysł na cykl i kreuje zupełnie nowy świat przedstawiony, który może wydać się miłą odmianą na tle wielu współczesnych powieści. Jednak siła książki tkwi przede wszystkim w tajemniczym, magicznym nastroju, jaki spowija czytelnika podczas lektury. Polecam, nie tylko najmłodszym.

Moja ocena: 8/10

wtorek, 3 września 2013

BZRK - Michael Grant




Noah Coton, lat szesnaście, odwiedza swojego brata Alexa w Centrum Leczenia Chorób Psychicznych. Alex przedstawia żałosny widok, wpatrując się w przestrzeń pustymi, niewidzącym oczami i wykrzykując bezustannie słowa takie jak „nano” czy „Berserk”. Noah jest przerażony stanem brata, byłego żołnierza. Wkrótce zgłasza się do niego mężczyzna, który za przyczynę szaleństwa Alexa Cotona i pragnie pokazać Noahowi świat, o którym mało kto ma pojęcie. Z drugiej strony Sadie McLure, która zostaje ostatnią w rodzinie i spadkobierczynią wielkiej firmy. Jej życiu zagraża tętniak mózgu, ale dziewczynę ratują umieszczone w jej głowie boty, będące częścią tego samego tajemniczego świata, który przyczynił się do szaleństwa Alexa. Dziewczyna również zostaje zwerbowana przez tajną organizację i odkrywa, że w organizmie człowieka kryje się cały wszechświat. Młodziez będzie musiała zmierzyć się z niebezpiecznym przeciwnikiem, stanowiącym zagrożenie dla równowagi politycznej na całej planecie. A wróg nie zawaha się przed niczym, byle osiągnąć cel.

Michael Grant to pisarz znany z cieszącej się wielką popularnością serii GONE, charakteryzującą się genialnym pomysłem na fabułę. Autor umieszcza w kopule grupę nastolatków i stawia na ich drodze mnóstwo zagrożeń. Seria ta jest jedną z moich ulubionych, uważam, że Michael Grant to genialny pisarz. Jednak sięgając po BZRK nie miałam pojęcia, czego mogę się spodziewać. Opis był dość tajemniczy i pomimo pozytywnych recenzji wątpiłam, czy da się napisać coś ciekawego na temat mikroskopijnych robaczków buszujących sobie po świecie i ludzkim organizmie, czyli o rzeczywistości nano. A przecież powinnam już wiedzieć, że Grant zawsze serwuje czytelnikom świetne historie, to bardzo pomysłowy pisarz. Tak więc w BZRK poznajemy grupę bohaterów, zarówno nastoletnich jak i dorosłych, którzy walczą lub wkrótce będą to robić na zupełnie nowym polu, czyli ludzkim organizmie. Dzięki nowej technologii możliwe jest sterowanie małymi cząstkami zwanymi biotami i opanowywanie mózgu człowieka. Prawie nikt nie ma pojęcia o takich możliwościach, ale istnieją organizacje, które wykorzystuję je do przejęcia władzy na świecie i takie, które walczą z tymi pierwszymi.

Mimo nazwiska mojego ulubionego autora do książki podchodziłam dość nieufnie, ale kiedy już rozpoczęłam lekturę, nie mogłam się od niej oderwać. Początkowo liczba bohaterów może przytłaczać, gdyż po krótkich rozdziałach i nie wdawaniu się w wyjaśnienia ciężko zorientować się, o co chodzi. Wszystkiego dowiadujemy się wraz z młodymi bohaterami, którzy także po raz pierwszy wkraczają do świata nano. A przedstawienie tego świata przez Granta jest niebywałe. Sprawia on wrażenie, jakby sterowanie botami za pomocą umysły i wędrowanie nimi po ludzkim ciele było jak najbardziej możliwe i normalne. Opisy  nano są dla czytelnika dość abstrakcyjne, ciężko bowiem wyobrazić sobie ludzkie oko jako powierzchnię, po której można sobie spacerować. Autor przedstawia też walki pomiędzy botami i nanobotami i te elementy wydały mi się zbędne albo może raczej nie w moim guście, gdyż generalnie nie przepadam za opisami walk w książkach.

BZRK to bardzo dobry thriller rozgrywający się w oryginalnej scenerii, świecie nano, a z takim pomysłem jeszcze się nie spotkałam. W książce występuje wiele brutalnych, krwawych, czasem obrzydliwych scen, w czym jest podobna do GONE. Poza tym w BZRK tak jak w poprzedniej serii tego autora pojawia się wielu bohaterów, którym poświęcone są kolejne rozdziały. Początkowo wprowadza to chaos, ale bardzo lubię taki sposób prowadzenia narracji trzecioosobowej. Zaletą książki jest świetny pomysł, trzymająca w napięciu i mknąca naprzód akcja, a także nieprzewidywalność. Już się przyzwyczaiłam, że w powieściach Michaela Granta nie mam pojęcia, co za chwilę się wydarzy. Cieszę się, że BZRK to seria i będę mogła przeczytać kolejne tomy, bo gdy GONE się skończyło, co innego by mi zostało?

Moja ocena: 8/10

sobota, 3 sierpnia 2013

Pretty little liars. Pożądane - Sara Shepard



Wszyscy w Rosewood mogą odetchnąć z ulgą, gdyż morderca Ali został w końcu zatrzymany i odsiedzi swoje w więzieniu. Niektórych dziwi, że sprawcą okazał się mężczyzna przez nikogo nie podejrzewany, ba! nieznany przez bliskich dziewczyny. Ale kiedy wszystko się wyjaśniło, nie pora na rozterki i podejrzliwość. Niczym grom z jasnego nieba na miasteczko spada kolejna sensacja. Okazuje się, że Ali miała siostrę bliźniaczkę, która wcześniej leczyła się w szpitalu psychiatrycznym, a teraz zdecydowała ujawnić i rozpocząć naukę w liceum w Rosewood. Courtney to wypisz wymaluj Ali i wszystko wskazuje na to, że pragnie zaprzyjaźnić się z koleżankami nieżyjącej siostry.

Pretty little liars autorstwa Sary Shepard to popularna seria młodzieżowa, która doczekała się nawet stworzenia na jej podstawie serialu, na szczęście znaczenie różniącego się od oryginału. Sama go oglądam i ze względu na klimat i dreszczyk emocji polecam, choć im dalej, tym bardziej scenarzyści kombinują, niekoniecznie w pozytywnym sensie. A książki opowiadają o grupie przyjaciółek i ich zmaganiach z tajemniczym A., które zdaje się wiedzieć o nich wszystko. Poszukują też zabójcy Ali i choć od jej morderstwa minęło kilka lat, wciąż nie są ani o krok bliżej prawdy. W ósmej części autorka po raz kolejny serwuje wiele tajemnic, zaskakujących zwrotów akcji i… nowych podejrzanych.

Nigdy nie wiem czego powinnam spodziewać się po Pretty little liars, bo niektóre tomy rozczarowują i pozostawiają niedosyt, jak to było głównie na początku serii, a inne zaskakują i okazują się świetną rozrywkę. Tom ósmy na szczęście należy do tej drugiej kategorii. Świetnie bawiłam się poznając kolejne przygody dziewczyn i już wydawało mi się, że jestem o krok przed nimi na drodze do rozwiązania zagadki, gdy okazało się, że autorka wodzi mnie za nos. I tu pojawiają się dwie możliwości, jej pomysły można uznać za idiotyczne albo genialne. Część Was powie, że kolejne teorie Sary Shepard są absurdalne i nierealne (sama tak pisałam w recenzji poprzedniej części), ale tutaj wyjątkowo mi się to podobało. Zakończenie jest świetne, po prostu „wow”! Te emocje, dreszczyk na plecach i mroczny klimat, znakomita mieszanka. A ostatnie strony pozostawiają z uczuciem niedosytu i już wiem, że w dziewiątym tomie będzie zupełnie inaczej niż dotychczas. Nawet znalazłam taki podział serii na trzy etapy i ten ostatni zaczyna się właśnie na dziewiątym tomie.

Oczywiście nie obeszłoby się bez zirytowania mniepowtarzaniem po raz setny tych samych wątków. Autorka nie ufa pamięci czytelnika i woli mu przypomnieć dokładnie wszystko co wydarzyło się na trzy lata wstecz. A pierwsze strony książki, na których w każdym tomie opisane są wydarzenia z przeszłości dziewczyn, w niewielkim stopniu zmienione, są w moim TOP najmniej lubianych fragmentów. To akurat drobnostka, ale wspomnieć warto. No i jeszcze głupiutkie bohaterki i ich pseudo-problemy, ale to autorce wybaczymy, ze względu na świetną resztę. Język jakim posługuje się Sara Shepard jest bardzo prosty i potoczny, ale na ten element chyba nikt specjalnej uwagi w jej książkach nie zwraca. Wolimy się cieszyć wartką akcją i mnóstwem tajemnic. Tom ósmy uważam za jeden z lepszych, a może nawet najlepszy w tej serii. Plusem jest nowa bohaterka i niesamowicie pomysłowe zakończenie. Polecam całą serię!   

Moja ocena: 8/10


Seria Pretty little liars:
1. Kłamczuchy
2. Bez skazy
3. Doskonałe
4. Niewiarygodne
5. Zepsute
6. Zabójcze
7. Bez serca
8. Pożądane
9. Uwikłane
10. Bezlitosne
11. Olśniewające
12. Rozpalone
13. Crushed
14. Deadly

czwartek, 4 kwietnia 2013

Wybrani - C. J. Daugherty



Allie ze znajomymi włamują się do szkoły i malują sprayem po drzwiach gabinetu dyrektora, za co dziewczyna zostaje aresztowana po raz trzeci w tym roku. Rodzice stwierdzają, że nie dają sobie z nią rady i postanawiają podjąć środki zaradcze, żeby dziewczyna do reszty nie zmarnowała sobie życia. Wysyłają ją do szkoły z internatem, czyli Akademii Cimmeria poleconej przez jednego z policjantów. Wkrótce dziewczyna stoi przed bramą i spogląda na trochę przerażający, gotycki budynek. Na szczęście dyrektorka okazuje się bardzo miłą i elegancką kobietą, która pragnie pomóc Allie w zaaklimatyzowaniu się. Już pierwsze dni w szkole obfitują w wiele wrażeń i nie chodzi tylko o dwóch przystojnych chłopaków, których dziewczyna poznaje. Szkoła skrywa sekrety i Allie coraz częściej zastanawia się nad prawdziwym powodem, dla którego tu trafiła.

„Wybrani” to pierwsza część trylogii C. J. Daugherty, która powstała z fascynacji kobiety naturą przestępców. Z początku nie wydaje się, żeby książka miała wiele wspólnego z tym tematem, po prostu niegrzeczna dziewczyna trafia za karą do szkoły z internatem. Panują tu ciekawe zasady: nie wolno używać żadnych urządzeń elektronicznych takich jak telefony komórkowe i komputery, ani oglądać telewizji. Uczniowie skupiają się na nauce, większość czasu spędzają w bibliotece i świetlicy. Allie zaskakująco szybko przeistacza się z buntownika w potulną, trochę zagubioną personę, która jednak odnajduje sie w szkolnym życiu, sporo się uczy i znajduje nowych przyjaciół. Jest to związane z tym, że wcześniejsze wybryki dziewczyny były spowodowane przez zaginięcie jej ukochanego brata, a teraz powraca do równowagi i dawnego „ja”.

„Wybrani” to powieść młodzieżowa, którą chwali się nie bez powodu. Autorka wykonała naprawdę kawał dobrej roboty, gdyż od pierwszych stron udaje jej się zaintrygować czytelnika. Przedstawienie szkoły szczególnie się autorce udało, sama chciałabym się uczyć w takim miejscu. O ile byłabym bezpieczna i nikt nie chciałaby mnie dorwać. W każdym razie opisy budynku i otoczenia są bardzo plastyczne, dzięki czemu można z łatwością wyobrazić sobie wszystkie scenerie. Ale najlepsze jest to, że niemal przez cały czas czytelnikowi towarzyszy napięcie związane z tym, co za chwilę się wydarzy. W szkole dzieją się dziwne, mroczne rzeczy, a początek to dopiero wstęp do większej rozgrywki. Były momenty przerażające, wywołujące u mnie szok i bardzo realne. W tę historię nie da się nie uwierzyć.

Najlepsze oczywiście było to, że nie mogłam odłożyć książki na bok na dłużej niż chwilę. Dawno żaden tytuł aż tak mnie nie wciągnął. Ale ciekawi są także bohaterowie, a ich największa zaleta to nieprzewidywalność. Nigdy nie byłam pewna, po której są stronie i szczerze, dalej tego nie wiem. Osławiony trójkąt miłosny w ogóle nie kłuł mnie w oczy przede wszystkim dlatego, że Allie nie miała idiotycznego problemu pod tytułem „Którego wybrać?”. Scenariusz do jej decyzji napisało samo życie, dlatego cała sytuacja wydaje się bardzo realna, a nie schematyczna. Także postacie drugoplanowe odgrywają w powieści ważną rolę i nie są jedynie statystami, podkreślającymi działania głównych bohaterów.

Oczywiście bez wad się nie obyło, nad czym ubolewam. Po przeczytaniu około 300 stron byłam zdania, że książka jest genialna, nic mnie w niej nie raziło, czytało się błyskawicznie, kolejne zwroty akcji zaskakiwały. Jednak potem miałam wrażenie, że autorka przedobrzyła. Z dnia na dzień, każdej nocy bohaterowie podejmowali jakieś misje, których cel był nie do końca sprecyzowany. Wcześniej ich zachowanie nie było takie pochopne, dlatego mnie to dziwiło. Odnosiłam wrażenie, że autorka stara się w książce jak najwięcej upchać przed ostatecznym rozwiązaniem. Zbiegło się to w czasie z ustabilizowaniem sytuacji miłosnej głównej bohaterki. Wcześniej wątek uczuciowy był w tle, a teraz przysłonił tajemnice szkoły, co mnie zniechęciło. Miałam trochę dość tego miłosnego bełkotu, przez który bohaterowie zrobili się głupi i patetyczni. Kompletnie inni ludzie. Z tego też powodu gdzieś schowały się pozostałe, drugoplanowe postacie. Szkoda, bo wcześniej było naprawdę genialnie.

Nie do końca usatysfakcjonowało mnie rozwiązanie, spodziewałam się czegoś bardziej wyszukanego, a nie tak banalnego. Przez całą książkę trwało wmawianie czytelnikowi, że wszyscy kłamią i są źli, a ostatecznie autorka jakby temu zaprzeczyła. No nic, przecież jeszcze dwie części przede mną więc myślę, że rozwiązanie zmieni się jeszcze wiele razy i ostateczna wersja mnie zszokuje. Sporo tego tekstu poświęciłam tym wadom, ale nie są one bardzo ważne. Po prostu to, że książka bardzo mi podobała nie sprawia, że jestem ślepa na jej niedociągnięcia. Mimo wszystko uważam „Wybranych” za świetną propozycją dla młodzieży, szczególnie tej znudzonej wątkami paranormalnymi, tutaj ich nie znajdziecie. Tak dobrego początku nie da się zapomnieć i to nic, że zakończenie trochę mnie rozczarowało, a przewidywalności w pewnym momencie nie udało się uniknąć. Niech tylko miłosne świergotanie bohaterów nie gra pierwszych skrzypiec, to będzie dobrze. 

Moja ocena: 8/10

Trylogia Akademia Cimmeria:
1. Wybrani
2. Legacy
3. Fracture


środa, 6 marca 2013

Wyrzutki - John Flanagan



                Hal to bystry chłopiec z wieloma pomysłami, szczególnie jeśli chodzi o wynalazki. Niektóre z jego działań kończą się klęską, ale sporo konstrukcji jego autorstwa zasługuje na pochwałę. Ale ta książka nie jest o utalentowanym młodzieńcu i jego wynalazkach. Talent Hala umożliwił mu jednak wprowadzenie rewolucyjnych zmian w projekcie łodzi, która ostatecznie staje się jego własnością. Chłopiec znajduje sobie załogę złożoną z takich jak on, trochę odrzuconych przez społeczność chłopców. Niebawem zaczną się wybory do drużyn, a potem długie i trudne zajęcia, istna szkoła przetrwania, która ma uczynić z dzieciaków dorosłych wojowników. Wszystko wskazuje na to, że załoga „Czapli” będzie musiała wspólnie zmierzyć się z negatywnie do nich nastawionymi kolegami. Czy zasłużą sobie na ich szacunek i przyjaźń, lub chociaż kompletnie się nie skompromitują? Czas pokaże… 


                Wyrzutki to pierwsza część trylogii fantasy Drużyna, która skierowana jest głównie do młodzieży. Autorem jest znany z cyklu Zwiadowcy John Flanagan, który po raz kolejny wykazuje się pomysłowością i sprawnym władaniem piórem. Jednak tym razem zabiera nas do świata Skandian, który mieliście może okazję już odwiedzić wraz z Willem ze „Zwiadowców”. Spotkamy kilka już poznanych postaci, znowu będzie młody, trochę zagubiony główny bohater, ale ostatecznie historia będzie zupełnie inna. Hal jest odrzucony przez rówieśników z racji swojego pochodzenia – jest w połowie Arauleńczykiem. Jego przyjaciele także z różnych względów nie radzą sobie w towarzystwie. Wyrzutki w pewnym sensie można odnieść do współczesnego świata i rządzących nim praw, a książka nie tylko zabawia nas ciekawymi wydarzeniami, ale też niesie pewien przekaz i przedstawia uniwersalne wartości, co jest charakterystyczne dla twórczości Flanagana. Wieczna walka między dobrem a złem, w której nie ma miejsca na odcienie szarości,  a jej rezultat wcale nie jest taki oczywisty.


                Szczerze mówiąc Zwiadowcy znudzili mi się wraz z czwartą częścią, przez którą nie przebrnęłam. Jednak lubiłam styl autora, dlatego postanowiłam zmierzyć się z jego inną serią. Obawiałam się, że fabuła będzie bardzo podobno do poprzednich książek- ciągle jakieś bitwy, konne pościgi, zastosowanie sprytnych forteli i spektakularne zwycięstwo dobra. Początek książki przywitałam z rezerwą, czytałam sobie powolutku, aż w pewnym momencie, nie wiem dokładnie jak i kiedy, ale wsiąkłam w tę historię. I jestem pozytywnie zaskoczona, bo owszem, proza Flanagana zawsze była ciekawa, ale w końcu jest to książka o kilkunastoletnich chłopcach i chyba bardziej się podoba czytelnikom w młodszym wieku, nie tylko ze względu na bohaterów, ale też styl. Tak mi się przynajmniej wydawało, ale tym razem było inaczej. Nie było ważnych misji, zleceń od samego władcy i chłopca ratującego całe królestwo. Była gromadka nieporadnych, odizolowanych od reszty dzieciaków, które musiały nauczyć się radzić sobie  w życiu.


                Flanagan miał mnóstwo pomysłów na utrudnienie drużynie „Czapli” życia. Kilkutygodniowy trening będzie dla nich szkołą przetrwania i walką o poważanie wśród rówieśników. Wiele różnorodnych zdarzeń, ciekawe konkurencje i zaskakujące rozwiązania do końca utrzymały mnie w napięciu. Styl autora jest lekki i przyjemny, ale nie stroni on od używania bogatego słownictwa i opisów, nie zbyt długich, takich ciekawych i w sam raz. Język jest charakterystyczny dla czasów, w których rozgrywa się akcja, porównując Skandię do naszego świata można uznać, że wydarzenia mają miejsce w średniowieczu, choć w kraju pogańskim. Bohaterów jest naprawdę wielu, a każdy z nich jest inny i ciekawy, potrafią zyskać sympatię czytelnika, a ich zabawne uwagi wywołują szczery uśmiech na twarzy.


                Wyrzutki to bardzo dobry wstęp do kolejnej serii John’a Flanagana. Świat znany ze „Zwiadowców”, ale spojrzenie z perspektywy Skandian to możliwość, którą każdy fan pierwszego cyklu o przygodach Will’a, Hala i ekipy powinien wykorzystać. Nie-fan także, bo może nie zna jeszcze prozy Flanagana, a może zna, ale Drużyna spodoba mu się bardziej? Bo mnie się chyba nawet bardziej podoba! Niby zawsze sądziłam, że to książki, które kochają ciut młodsi ode mnie, a jednak ta historia niesamowicie mnie wciągnęła w wir wydarzeń, przez te 400 stron żyłam życiem naszych młodych bohaterów. Ja dałam się porwać, a jak będzie z Wami, drodzy czytelnicy?

                Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Jaguar! :)
Seria Drużyna:
1. Wyrzutki
2. Najeźdźcy
3. Pościg

sobota, 2 marca 2013

Sprawa trzech desperado - Caroline Lawrence



Po powrocie ze szkoły do domu, Pinky znajduje leżących na podłodze rodziców – oskalpowanych i martwych. Chwila, mama chłopca jeszcze żyje i zdąży go ostrzec przed poszukującymi go osobnikami, których celem jest woreczek na leki należący do chłopca. Po pożegnaniu matki Pinky rozpoczyna ucieczkę, a jego śladem wytrwale podążają mordercy – niby wystylizowani na Indian, ale jeden z nich pachnie pomadą do włosów, to ważna wskazówka. Chłopiec wyrusza do Virginia City, nazywanego przez jego ojca miastem szatana, z woreczkiem u boku, którego wartość wkrótce pozna. Czeka go wiele przygód i niebezpieczeństwa, a talent do przebierania się okaże się bardzo pomocny. Dwunastoletni chłopiec chciałby być detektywem jak jego prawdziwy tata, ale ma problem z okazywaniem uczuć i rozpoznawaniem ich u innych ludzi. Pinky nie zraża się przeciwnościami i planuje dostać się do Chicago by pracować w Agencji Detektywistycznej swojego wujka. Czy uda mu się spełnić to marzenia, a wcześniej pomścić przybranych rodziców?


„Sprawa trzech desperado” to pierwsza część serii detektywistycznej dla młodzieży- „Tajemnice Dzikiego Zachodu”. Jak mówi autorka w przedmowie, dziennik P.K. Pinkertona znalazła podczas robienia porządków  w swoim domu rodzinnym. Zapiski dwunastoletniego detektywa w czasach wojny secesyjnej wydały się jej na tyle ciekawe, że postanowiła je wydać w oryginalnej niemalże wersji, dokonując kosmetycznych poprawek. Nie wiem czy to prawda, ale to na tyle niezwykła historia, że z chęcią w nią uwierzę. A co do treści dziennika Pinky’ego, Caroline Lawrence sama nie wie, czy zdarzenia te naprawdę miały miejsce, czy może są taką samą bajką, jak opowieści Marka Twaina, który również się w książce pojawia, tyle że jako Sam Clemens. Myślę, że okoliczności powstania i tematyka „Sprawy trzech desperado” są na tyle ciekawe, że zachęcą Was do poznania tej książki. Nie ukrywam, że jest to raczej książka dla młodszych czytelników, powinna spodobać się szczególnie dzieciom w wieku głównego bohatera, ale mnie również pomimo 17 lat życia wciągnęła i wywołała uśmiech na twarzy. Z resztą z tego co wiem, książka się nawet dorosłym podoba.


Z opisu książki spodziewałam się właśnie, że książka jest dla trochę młodszych ode mnie, ale okładka kompletnie mnie zaczarowała i nie mogłam się jej oprzeć. Aż czuć ten klimat Dzikiego Zachodu! Poza tym z czasów dzieciństwa dobrze mi się kojarzą te wszystkie historie z gorączką złota w tle, rewolwerowcami patrolującymi ulice, po których hula wiatr, saloony zatłoczone przez mężczyzn o pokerowych twarzach, siedzących przy stolikach do gry w karty. Takie życie zawsze wydawało mi się ciekawe i niezwykłe, więc po latach postanowiłam znów wsiąknąć w ten świat. I bardzo dobrze się stało, bo przeżyłam fantastyczną przygodę. Książka mnie rozłożyła na łopatki już po pierwszych stronach. Zapiski młodocianego detektywa są utrzymane w poważnym tonie, ale właśnie przez to są tak zabawne. Pinky oczywiście nie dostrzega, jak śmiesznie i niewiarygodnie brzmią jego opowieści. Niby czytam o skalpowaniu, ale jest to opisane tak dobitnie i bezpośrednio, a przy tym pojawiają się wzmianki o garnku z mlekiem stojącym na kuchence, że nie da się tego brać na poważnie! Mój szeroki uśmiech na twarzy i niespodziewane wybuchy śmiechu są najlepszą rekomendacją.


Tej książki nie da się nie polubić! Język w jakim została napisana jest charakterystyczny dla dziecka, dlatego nie znajdziemy tu długich, trudnych, złożonych zdań z wieloma ozdobnikami ani kwiecistych opisów. Ale dzięki prostej formie książka nie tylko bawi, ale też wciąga i to bardzo, bardzo! Ani się obejrzałam, a już kończyłam ostatnią stronę. Czekam na kolejną opowieść z serii i możliwość poznania dalszych losów Pinky’ego! Bohaterowie są ciekawi, różnorodni i pasujący do książki dla młodzieży, nie są rozbudowani pod względem psychologicznym, ale jednak wyraźnie ilustrują pewne cechy i słabostki ludzi, więc w pewnym sensie „Sprawa trzech desperado” niesie ze sobą wzorce właściwych zachować i pełni funkcję wychowawczą. Pouczenia te są jednak starannie zakamuflowane ciekawą fabułę i pędzącą naprzód akcją. Poza tym Pinky cierpi na pewną chorobę, choć nie jest ona nazwa, można podejrzewać jakąś odmianę autyzmu. Chłopiec ma bowiem trudności w porozumiewaniu się z ludźmi. W związku z tym jego problemem pojawiało się wiele zabawnych sytuacji, a rady niektórych bohaterów bardzo mnie zaskoczyły! Aż jestem ciekawa, czy mają zastosowanie w rzeczywistości.


Nie muszę chyba mówić, że książka bardzo mi się spodobała! Jest po prostu urocza, z tym obrazowym przedstawieniem życia na Dzikim Zachodzie i dwunastoletnim chłopcem obsadzonym w roli detektywa. Nie dość, że mnie wciągnęła to jeszcze rozbawiła i wywołała uśmiech na twarzy, czego chcieć więcej? Przedstawia wzorce właściwego postępowania na przykładzie bohaterów. Jest jednak przeznaczona głównie dla młodszych czytelników, choć oczywiście dorosłym też może się spodobać. Jednak zdaję sobie sprawę, że opowieść jest trochę naiwna i do starszych osób może nie przemówić tak, jak do nastolatka. Mnie się jednak bardzo podobała i polecam!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Egmont :)


Seria "Tajemnice Dzikiego Zachodu":

1. Sprawa trzech desperado

sobota, 19 stycznia 2013

Delirium - Lauren Oliver




Gdybyście znaleźli się w świecie Leny, czyli nie tak znowu odległej od nas przyszłości, prawdopodobne jest, że zdiagnozowano by u Was chorobę: niebezpieczną, zaraźliwą, śmiertelną. Możecie się śmiać, ale ta choroba to miłość i tak, naukowcy, władze, społeczeństwo, naprawdę w to wierzą tudzież wykorzystują propagandę do kontrolowania ludzi. W wieku 18 lat każdy musi przejść obowiązkowy zabieg, który zapobiega późniejszemu popadnięciu w chorobę, a przynajmniej teoretycznie tak jest, bo medycyna nie zawsze tutaj wygrywa. Miały miejsce sytuacje, że poddani leczeniu kompletnie na nie nie reagowali i w imię miłości gotowi byli nawet zginąć. Tak było w przypadku matki Leny, która uważana jest przez rodzinę za czarną owcę, do której najlepiej się w ogóle nie przyznawać. Nawet jej córka nie potrafi zrozumieć postępowania matki i pragnie jak najszybciej odbyć zabieg, by w końcu być bezpieczna.

Jednak w dniu kiedy Lena znajduje się w laboratorium, gdzie ma zostać poddana szeregowi testów, decydujących o jej późniejszym życiu, niespodziewanie mają miejsce pewne komplikacje. Nie zagłębiając się w szczegóły wyjawię tylko, że o zaistniały incydent Lena podejrzewa zbuntowanych przeciw władzom buntowników, żyjących w Głuszy i nieuznających idei życia bez miłości. Podczas tego zdarzenia dziewczyna zauważa także przystojnego chłopaka, którego tak łatwo się już ze swojego życia nie pozbędzie…

„Delirium” autorstwa Lauren Oliver to antyutopijna powieść dla młodzieży przedstawiająca wizję przyszłego świata, w którym dla miłości nie ma miejsca. Pisarka miała świetny pomysł, choć owoce jej wyobraźni mogą szokować. Nawet przytulanie, okazywanie sobie uczuć, słuchanie emocjonalnej muzyki czy taniec to przejawy choroby, buntu, zagrożenia dla państwa. I z takimi przypadkami należy się rozprawiać za wszelką cenę. Pomysł na fabułę był jak najbardziej ciekawy i oryginalny (chyba?), choć nie do końca byłam przekonana, czy autorka w pełni go wykorzysta i w sumie dalej nie jestem pewna, czy to zrobiła, obawiam się, że nie. Jednak wszystko wskazuje na to, że naprawiła to w kontynuacji, która zapowiada się jeszcze lepiej niż „Delirium”.

Właściwie początek jest dość schematyczny, aż do czasu, gdy Lena lepiej poznaje Alexa. Wtedy zaczyna się robić ciekawie i więcej się dzieje, choć z drugiej strony nie poznajemy świata przedstawionego w takim stopniu jak moglibyśmy sobie życzyć, to zaledwie jego niewielki wycinek. Uczucie pomiędzy bohaterami nie jest przesadzone czy irytujące, rozwija się na tyle powoli i subtelnie, że da się kibicować Lenie i Alexowi, co szczególnie widoczne jest przy zakończeniu. Z mojej strony było ono burzliwe i pełne emocji, nie potoczyło się po mojej myśli, ale dalej mam nadzieję i z tą myślą sięgnę po część drugą. Za to bardzo denerwuje główna bohaterka, która jest tchórzliwa, naiwna, nie potrafi sama myśleć, walczyć o swoje i wierzy w rządową propagandę. Na szczęście jest tak tylko na początku, bo pod wpływem Alexa i swojej przyjaciółki (którą swoją drogą bardzo polubiłam), dziewczyna zmienia się i pokazuje pazurki.

Co do akcji, raz dzieje się sporo i nie można się oderwać od lektury, innym razem jest przeciętnie, jednak uważam, że końcówka to rekompensuje, bo dopiero przy niej przekonałam się, jak mi się ta książka podobała. Język jest typowo młodzieżowy, nie ma w nim żadnych znaków szczególnych, nie przeszkadza, ale też nie nadaje smaku książce. Mimo czasem denerwującej bohaterki, nudniejszym momentom i nie do końca wykorzystanemu pomysłowi, całość oceniam bardzo pozytywnie, polecam i wręcz nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po „Pandemonium”. Nie wolno zostawiać czytelnika w takim napięciu!


            Moja ocena: 8/10


czwartek, 27 grudnia 2012

Wiśniowy dworek - Katarzyna Michalak



Dwie młode kobiety, Danka i Danusia, których nie łączy nic, a wiele różni. Jedna jest przebojową mieszkanką stolicy, żyje w ciągłym biegu i pracuje dla korporacji. Druga mieszka na wsi, gdzieś koło granicy z Litwą i pracuje jako nauczycielka. Jest jeszcze tajemniczy mężczyzna, który obserwuje kobiety i spisuje swoje spostrzeżenia na ich temat. A pewnego dnia, zbiegiem, nie-zbiegiem okoliczności, Danka i Danusia lądują na weekend w tym samym ekskluzywnym hotelu…

Wiśniowy Dworek. Chyba w każdej powieści Katarzyny Michalak jest takie magiczne miejsce: mały domek lub dworek, otoczony ogródkiem, w którym kwitną róże i poziomki, a przed wejściem wygrzewają się w słońcu pies czy kot. Za płotem rozciąga się las, do którego można udać się na grzyby czy spacer. Słowem, raj na ziemi dla każdego, kto o takim własnym zakątku marzy. Dlatego tak kochamy książki Pani Kasi, bo przedstawiają to, za czym tęsknimy, czego pragniemy, pozwalają na chwilę oderwać się od tego co nas otacza i marzyć, marzyć. Ale Ta Michalak się wyrabia i daje się poznać z zupełnie innej strony, czego przykładem jest „Nadzieja”, gdzie nie pokazuje tych szczęśliwych kolei ludzkiego losu. Na szczęście dla tych, którzy wolą książki pozytywne i optymistyczne, w Wiśniowym Dworku nie zabraknie magii i odrobiny marzeń. Chociaż problemy naszych bohaterów nie ominą, a wręcz wszystkie naraz sprzymierzą się przeciw nim.

Im bardziej zagłębiałam się w fabułę, tym bardziej zmieniały się moje poglądy na to, czego powinnam się spodziewać dalej. Gdy pojawił się tajemniczy osobnik śledzący kobiety i piszący listy do czytelnika, które wydawały się trochę szalone ze względu na styl, poczułam specyficzny dreszczyk grozy i emocji. Początek zapowiada zupełnie coś innego, niż dostajemy później. Nie jest to żaden kryminał, thriller czy coś w tym stylu, choć tego się spodziewałam i troszkę się pierwotnie rozczarowałam. Ale jak Katarzyna Michalak pokazuje w swojej najnowszej książce, nie trzeba się bać i spoglądać podczas lektury ze strachem za siebie, żeby otrzymać sporą dawkę tajemnic. I świetnie się przy tym bawić.

Tak więc są tajemnice, rodzinne sekrety, przystojni obcokrajowcy, a nawet mafia i strzelaniny, nudzić się nie sposób. Czasem jest przewidywalnie i moje domysły wyprzedzają fabułę, ale to drobiazg. Najważniejsze jest to, jak można się zżyć z bohaterami, polubić nawet tych z początku denerwujących takich jak Danka, a koniec końców i tak z całych sił trzymamy za nich kciuki. Może nawet łzy na koniec polecą, kto to wie. Zakończenie nie jest dosłowne i za to brawa dla autorki, bo książka została mi w głowie i przypominała o sobie jeszcze przez pewien czas. I to nie jest tak, że znajdziecie tu same tajemnice i sensacyjne sceny, bo jest też miejsce dla miłości, której obserwowanie cieszy serce i duszę. Poza tym książka gra bardzo mocno na emocjach, wzrusza i trzyma w napięciu jednocześnie.

Myślę, że Wiśniowy dworek to lektura obowiązkowa dla wiernych czytelników Katarzyny Michalak. Jeśli już znacie i lubicie tę autorkę, to jej nową powieścią z serii owocowej na pewno się nie rozczarujecie! Nie daje po głowie tak mocno jak „Nadzieja”, ale i losy bohaterów są tu mniej dramatyczne. A osobom, które książek Pani Kasi jeszcze nie znają, „Wiśniowy dworek” również szczerze polecam, poznajcie tę piękną historię i zacznijcie marzyć.

 Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję serdecznie autorce!



sobota, 22 grudnia 2012

Pretty little liars. Niewiarygodne - Sara Shepard



   Witajcie moi drodzy. Mam wrażenie, że nasze przyjaciółeczki dawno się porządnie nie przestraszyły. Przynajmniej od czasu, gdy musiałam uciszyć jedną z nich. Obawiam się, że Hanna już nie zdradzi moich tajemnic. Taka ładna dziewczyna, tylko trochę zbyt dociekliwa, a to niebezpieczna cecha, jeśli ma się do czynienia ze mną. I nie zapominamy o jej sekretach, takich jak zwracanie posiłków, byle nie przytyć. Dziwne, że jeszcze ma chłopaka, może to zmienię. W porównaniu z leżącą w szpitalnym łóżku Hanną, jej przyjaciółkom powodzi się zdecydowanie zbyt dobrze. Ale rodzicom Emily chyba nie podobają się dziewczyny, z którymi się całuje. Oby nie wyrzucili jej z domu! Co do wyrzucania z domu, biedna Aria podrywaczka zdaje się mieć podobne problemy. Ale zawsze może zamieszkać z kochanką swojego ojca, bo czemu nie? Tylko czy mama i braciszek się z tego powodu ucieszą… Spencer z kolei znowu próbuje być lepsza od swojej siostry, co  jakoś jej nie wychodzi. Co będzie, gdy komisja konkursowa i rodzice dowiedzą się, że nasza Pani Doskonała ukradła pracę Melissy? Dowiedzą się albo się nie dowiedzą, wszystko zależy ode mnie. Jak zwykle. Szkoda, ze złote dzieci z Rosewood nieustannie wpadają w kłopoty. Zabawa się dopiero zaczyna. Całuski!        
                                                                                                                                                                                                     - A.

                Seria Pretty Little Liars ma całe mnóstwo wiernych fanów, jednak czy zjawisko to ma faktycznie jakieś logiczne uzasadnienie? Kiedyś wydawało mi się, że nie, bo pierwsze dwa tomy do mnie rozczarowały i sprawiły, że na jakiś czas porzuciłam szczytny cel poznania kolejnych. Jednak fanką serialu zdecydowanie jestem, nic nie może się równać z jego mrocznym klimatem, aktorami na właściwych miejscach i ciągłym nastrojem grozy. Choć ostatnio scenarzyści zaczęli za bardzo mieszać, co mi się nie podoba. Ale przechodząc do meritum, w emisji serialu nastąpiła przerwa, od listopada aż do stycznia. Ja tyle czekać nie mogłam, zaczęło mi brakować intryg -A. Także gdy pojawiła się okazja, zdobyłam tomy kolejne. I zaczęła się jazda…

                Pamiętam, że dotychczas narzekałam na zbyt wiele podobieństw między serialem a książkami, bo znając ten pierwszy nudziłam się przy lekturze. Przez tom pierwszy trzeba przebrnąć, w drugim już pojawiają się zmiany. W trzecim jest dobrze, a co z „Niewiarygodnymi”? Mogę powiedzieć tyle, wciąga, a nawet bardzo. Główny motyw intryg i podejrzani pokrywają się z serialem, ale jest też wiele nowych sytuacji, pomysłów, zabiegów. Poza tym wszystkie sceny serialowe są wymieszane, dlatego nie ma co narzekać na nudę. Odkąd zaczęłam czytać trzeci tom wpadłam w jakiś nałóg, bo cały czas chcę dalej czytać o kolejnych intrygach –A i perypetiach dziewczyn, skutkiem czego następne dwa tomy już posiadam.

                W PLL zawsze raził mnie słaby styl pisania pani Shepard. Mam na myśli, że jest on totalnie zwyczajny, jakby osoba, która nie zna się na pisaniu zabrała się do napisania książki, bo ma ciekawy pomysł. Żadnych wrażeń literackich tu doznać nie można, a dialogi bywają czasem tak głupawe i puste, że aż coś się człowiekowi dzieje. Gwoli prawdy, nie wiem czy w „Niewiarygodnych” też tak jest, bo się zaczytałam i wszystko mi się podobało, a tamtą niepokojącą tendencję zauważyłam w poprzednich tomach. Tak więc PLL to nie seria dla wymagających czytelników, którzy chcą się rozkoszować językiem i głębszą wartością, ale za to można się przy niej świetnie bawić i dać się wciągnąć w świat intryg. W końcu każdy potrzebuje czasem chwili odprężenia i relaksu, a te książki to umożliwiają. A. poleca!

                Moja ocena: 8/10



niedziela, 28 października 2012

Niemy świadek - Agata Christie


Za każdym razem, gdy sięgam po książki królowej kryminału, przemieniam się w detektywa na tropie. Podrzędnego detektywa, bo rozwiązanie zagadki zawsze pozostaje poza moim zasięgiem. Chowam się więc w cieniu, ustępując pola Herkulesowi Poirotowi, którego szare komórki pracują niestrudzenie. Postaci tej nie darzę szczególną sympatią, w końcu to konkurencja, która w dodatku skromnością nie grzeszy. Zauważyliście, że ten specyficzny Belg nigdy nie chce podzielić się  z czytelnikiem tym, co zdołał wymyślić? Wszelkie przemyślenia zachowuje na wielki finał, a nam muszą wystarczyć spekulacje. Jednak w tym miejscu niektórzy bardziej ambitni czytelnicy rozpoczynają własne śledztwo. Czy komuś z Was kiedykolwiek udało się odgadnąć rozwiązanie? Przyznajcie, zawsze mówimy sobie: „Następnym razem się uda” i biegniemy po kolejne dzieła Agaty Christie. Jednak tym razem, o zgrozo, byłam tak blisko, że bliżej być nie można. Kojarzyłam fakty, zwracałam uwagę na szczegóły, darzyłam odpowiednich bohaterów podejrzliwością, a niektóre rzeczy wymyśliłam wcześniej niż sam Herkules Poirot. Jak mogło do tego dojść? Istnieją 3 hipotezy: ten kryminał jest gorszy od innych, moje zdolności dedukcyjne są coraz lepsze, Agata Christie postanowiła dać czytelnikom szansę. Waham się pomiędzy odpowiedziami numer 2 i 3, bo że „Niemy świadek” jest gorszy od innych kryminałów tej pisarki, w życiu się nie zgodzę. Jestem taka zadowolona ze swych umiejętności, a właściwie Ameryki nie odkryłam. Prawdą jest jednak, że podążałam w dobrym kierunku, a zakończenie nie zdołało mnie zaskoczyć.


Z jaką tajemnicą zmierzy się Herkules Poirot i jego wierny towarzysz Hastings tym razem? Pierwszym zwiastunem nowej sprawy jest list, który każdemu wydałby się trochę dziwny i bez sensu, każdemu, tylko nie Belgowi z wąsikiem. Ów Belg potrafi znaleźć igłę w stogu siana, a czym będzie igła w przypadku listu? Dość powiedzieć, że odkrycie doprowadzi przyjaciół do małej wsi Market Basing się zwącej. Czy zabawy z psem na schodach i nieudany zamach mają w ogóle jakieś znaczenie, gdy kobieta umarła na żółtaczkę i już nie pomoże detektywowi? Może Hastingsowi wydaje się, że nie ma żadnej sprawy, ale Poirot ma nosa do wykrywania przekrętów i afer, tak też prawdopodobnie będzie tym razem. Nic nie jest takie jak się wydaje- powiem, używając chyba najpopularniejszego zdania w kryminalnych recenzjach.


Mam wrażenie, że każdy wielbiciel kryminałów, który miał kiedykolwiek do czynienia z Christie, doświadczył uroku jej książek. Ciekawa jestem, czy znalazłaby się osoba lubiąca ten gatunek, której nie spodobało się chociażby rewelacyjne „Morderstwo w Orient Expressie”. Jeśli już pozna się twórczość królowej kryminału, to pragnie się do niej wracać. Minęło sporo czasu odkąd miałam w rękach jej poprzednią powieść, jednak zawsze wracam, tym razem byłam na miłym spotkaniu z „Niemym świadkiem”. Dzieje się tutaj chyba mniej niż w niektórych pozycjach autorstwa Christie, a zagadka jest łatwiejsza do rozwikłania, jednak spędziłam czas przyjemnie i owocnie. A przede wszystkim, polepszyło się moje mniemanie o własnych dedukcyjnych zdolnościach! Zważcie, że w czytaniu nie przeszkodziła mi nawet atmosfera odbywających się kilka metrów ode mnie Targów Książki oraz niewygodne siedzisko, „Niemy świadek” skutecznie przyspieszył oczekiwanie na ulubionych autorów. A czy Wam uda się wpaść na właściwy trop? Przekonajcie się sami! Warto nie tylko dla samej zagadki, ale tez zapadającego w pamięć stylu pisarki, który wyróżnia się na tle współczesnych kryminałów, napisanych ciekawie, lecz niekiedy byle jak.

 Moja ocena: 8/10


sobota, 6 października 2012

Wejście w zbrodnię - Jill Hathaway


Słyszeliście kiedyś o chorobie zwanej narkolepsją? Wyobraźcie sobie, że w każdej chwili możecie stracić przytomność, kontrolę nad swoim ciałem. Nie macie żadnego wpływu na to, kiedy dostaniecie napadu, czy będziecie wtedy w pracy, na oczach wszystkich, czy w odosobnieniu. Ciężko jest żyć w przeświadczeniu, że większość ludzi uważa Cię za wariata i ciekawy temat do plotkowania. Po prostu co jakiś czas odpływasz, a lekarstwa niewiele pomagają. Właśnie na taką przypadłość cierpi Sylvia. Jednak dziewczyna skrywa także inną tajemnicę, którą wyjawiła tylko raz, swojemu ojca. Po tym incydencie została wysłana na wizytę do psychiatry, więc nauczona doświadczeniem, dała sobie spokój z tłumaczeniem ludziom, co dokładnie ją spotyka, gdy traci przytomność. A w takich chwilach dziewczyna wnika do umysłów innych osób i na krótki czas staje się nimi, choć nie ma wpływu na ich postępowanie. Jak bezsilna musi się czuć, gdy dochodzi do morderstwa…

„Wejście w zbrodnię” to książeczka raczej niepozorna. Jej objętość jest niewielka, bo to niecałe 300 stron, okładka specjalnie się nie wyróżnia, a w blogosferze rzadko pojawiają się jej recenzje. Dostałam i odstawiłam ją na bok, jednak po pewnej pozytywnej opinii na jej temat postanowiłam czym prędzej się za nią zabrać. „Wejście w zbrodnię” to kryminał z wątkiem nadnaturalnym, dzięki któremu książką jest o wiele ciekawsza i inna od typowych powieści z tego gatunku. Autorką jest Jill Hathaway, która ukończyła literaturę angielską na uniwersytecie, a obecnie pracuje jako nauczycielka. Jej powieśc została bardzo dobrze przyjęta w wielu krajach i uważam, że w Polsce również powinna być bardziej znana. Nie jest to wymagająca lektura i frapująca zagadka, ale mimo to nie tak łatwo było mi domyślić się całego rozwiązania, choć miałam pewne podejrzenia. Właściwie to się one sprawdziły, ale nieważne, czytało się wyśmienicie!

Już na początku dałam się porwać prozie Hathaway, język jakim się posługuje jest prosty i lekki, dzięki czemu ani się obejrzymy, a już po lekturze. Mnie zajęła ona niecałą dobę, z przerwami na szkołę, naukę i inne zajęcia, a to moim zdaniem wynik bardzo dobry. Najważniejsze, że książka wciąga, bo choćby język był piękny, a fabuła oryginalna, to nie jest dobrze, gdy nie mamy ochoty do powieści wrócić, nieprawdaż? Żałowałam trochę, gdy już było po wszystkim, bo zainteresowała mnie nie tylko zagadka, ale też życie głównej bohaterki. W „Wejściu w zbrodnię” nie brakuje akcji, ale pojawiają się również retrospekcje, które podobają mi się w niemal każdej książce, z którą mam do czynienia.  Bardzo lubię takie zabiegi przeniesienia czytelnika do przeszłości. Jedyny element,  który zmniejsza pozytywny wydźwięk całości, to wątek romansowy. Jest on naiwny i trochę denerwujący, dziewczyna ledwo poznała chłopaka, a niedługo później stwierdza, że go kocha. Miał też w tym swój udział bohater męski, który wyjątkowo nie przypadł mi do gustu. Jednak w przypadku pozostałych postaci było o wiele lepiej.

„Wejście w zbrodnię” to niewymagający, ale bardzo wciągający kryminał. Dzięki niewielkiej objętości uprzyjemni nam zaledwie jeden wolny wieczór, ale warto się z nim zapoznać. Oprócz typowej dla tego gatunku intrygi, mamy do czynienia z ciekawych wątkiem fantastycznym. Mimo słabszego wątku romansowego, całość odebrałam bardzo pozytywnie. Gdyby autorka napisała jeszcze jakąś inną powieść kryminalną, z chęcią się z nią zapoznam. Tymczasem polecam „Wejście w zbrodnię” Wam, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.

 Moja ocena: 8/10


Zapraszam do zapoznania się z moją opinią na temat filmu "Jesteś bogiem" :)



piątek, 21 września 2012

Nevermore.Kruk - Kelly Creagh


                Zbliża się ważny dla całej szkoły mecz futbolowy, gdy profesor Swanson zadaje swoim uczniom projekt na temat dowolnego, nieżyjącego pisarza amerykańskiego. Praca ma odbywać się w grupach dwuosobowych. Jakby nie wystarczało, że nasza bohaterka będzie musiała się pomęczyć zamiast przygotowywać do występu w zespole czirliderek, to jeszcze nauczyciel przydziela jej jako partnera Varena. Dziewczyna nigdy nie miała okazji rozmawiać z tajemniczym i nieco przerażającym chłopakiem, a teraz będzie zmuszona spędzić z nim sporo czasu. Varen odstrasza ją nie tylko mrukliwymi odzywkami i jawną wrogością, ale też samym wyglądam- got, ubierający się na czarno i na wiele możliwych sposobów wyrażający swój bunt i konszachty z siłami zła. Jednak Isobel będzie musiała zmierzyć się z czymś gorszym niż nieprzyjazny kolega, bo praca nad twórczością Edgara Allana Poego rozpoczyna serię niefortunnych i budzących grozę zdarzeń. Świat snów stanie przed nią otworem.

                „Nevermore. Kruk” to pierwsza część trylogii, opowiadającej o dwójce zupełnie różnych charakterów. Varen i Isobel zbliżają się do siebie w zwyczajnych okolicznościach, ale to co ma miejsce później, już tak zwykłe nie jest. Książka należy do gatunku paranormal romance, a fabuła może wydać się na pierwszy rzut oka kiczowata czy groteskowa. Autorka funduje nam jednak więcej, niż moglibyśmy się spodziewać. Zamiast nadnaturalnych stworzeń, na kartach powieści znajdziemy historię życia i twórczości Edgara Allana Poego, na szczęście w odpowiedniej dawce. Czeka nas wiele niezwykłych zdarzeń, których sieć zacieśnia się wokół nastolatków oraz mroczna tajemnica, ściśle związana z Varenem i jego fascynacją nieżyjącym pisarzem. Tę różnorodną i inną od innych historię stworzyła Kelly Creagh, pragnąc w ten sposób oddać hołd Poemu, choć tak wielkie znaczenie jego postaci nadała dopiero po pewnym czasie, początkowo miał być tylko jednym z elementów „Nevermore”. Jak widać nigdy nie wiadomo, kiedy książka zacznie żyć własnym życiem.

                Rzadko mi się to zdarza, ale „Nevermore” wciągnęło mnie już po kilku pierwszych stronach. Dziwię się osobom , które uważają początek za nudny, bo moim zdaniem właśnie on umożliwia nam przyjemne wkroczenie do świata bardziej emocjonujących zdarzeń. Nie od razu pojawiają się tajemnice i czyhające w ciemnościach potwory, ale spodobał mi się opis stopniowego zacieśniania się relacji między Isobel a Varenem. Drobne gesty i ciekawe sytuacje powoli rozbudzają ciekawość czytelnika, tak właśnie było w moim przypadku. O (nie)codziennych perypetiach bohaterów czytało mi się bardzo przyjemnie, aż w pewnym momencie się zaczęło. Pojawia się mroczny klimat, najpierw znikomy, ale w końcu jest już wszędzie, wypełniając nasze umysły i przyprawiając o dreszczyk niepokoju. Gdybym miała opisać książkę autorstwa Kelly Creagh za pomocą kolorów, byłaby to czerń, szarość i biel. Amerykańska pisarka barwnie przedstawia rzeczywistość, czyniąc całą historię bardzo realną. Jednak, o dziwo, gdy aspekt dotyczący Edgara Allana Poego zaczął się mocniej zarysowywać, moja zainteresowanie nieco opadło. Nie wszystko do mnie przemówiło, ale takich fragmentów wiele nie było, choć plasują się głównie przy zakończeniu.

Zaznaczam, że początkowo postać Varena budziła moją niechęć- farbowany got prezentujący odpychającą postawę i zły na cały świat, nie mógł należeć do grona moich ulubionych męskich bohaterów. Jednak z czasem polubiłam go i uważam, że jego kreacja wyjątkowo się autorce udała. Podobnie było z Isobel- dziewczyna nie jest pustą czirliderką, której jedyną ambicją jest machanie pomponami i spacerki ze swoim ładnym chłopakiem. Bohaterka traktuje hobby nie jako świetną okazję do popisania się, ale głównie jako sport, sprawia jej to po prostu radość, tak jak wielu z nas czytanie i recenzowanie. Poza tym spodobała mi się jej postawa, nie ulega przyjaciołom i chłopakowi, gdy postępują źle, potrafi sprzeciwić się grupie i zawalczyć w myśl własnych przekonań.

Mimo niektórych nudnych fragmentów, które przemówiły do mnie mniej, jestem pod wrażeń umiejętności i wyobraźni Kelly Creagh. Wykreowała ona świat, gdzie sfera snów odgrywa rolę równie ważną, co rzeczywistość, w której żyjemy. Ciekawe postaci nawet mnie nie zirytowały, a stanowi to wielki plus. Dzięki obrazowemu językowi „Nevermore.Kruk” wciąga niesamowicie i zdawałoby się nawet, że to my jesteśmy uczestnikami rozgrywających się zdarzeń. Z niecierpliwością czekam na chwilę, gdy dane będzie mi zapoznać się z kontynuacją – to jeszcze nie koniec.

 Moja ocena: 8/10

TUTAJ znajdziecie ciekawy wywiad z autorką "Nevermore" :)