czwartek, 3 kwietnia 2014

Pięćdziesiąt twarzy Greya


Nikt nie czytał, każdy zna
Zabawne, jak wielu jasnowidzów otacza nas na co dzień. Nigdy nie mieli książki w ręku, nie dotknęliby jej nawet kijem od szczotki, jednocześnie fabułę znając na wylot, oceniając bohaterów, a co najważniejsze, zgodnym chórem twierdząc, że książka jest beznadziejna. Na wzmiankę, że czytasz Greya reagują pogardliwym spojrzeniem i lekkim odsunięciem się w szkolnej ławce. Bo przecież jeśli znasz „Pięćdziesiąt twarzy Greya” automatycznie jesteś wielkim fanem, a już na pewno nie znasz się na dobrej literaturze. Najlepiej siedź cicho, kompromitującą powieść chowaj głęboko przed światem, a już broń Boże nie przyznawaj się, że nie rozumiesz, czemu ”Grey” jest gorszy od stert dennych książek, które przeczytałeś w swoim życiu.

Bo erotyk musi być słaby
Jeśli Twoje poglądy co do książki wynikają tylko z gatunku, do którego się kwalifikuje, jedna prośba- nie czytałeś, nie oceniaj. Nie dlatego, że autorce będzie smutno, czy z powodu grona Twoich przyjaciółek, które są fankami powalającego Christiana, ale dlatego, że to kiepski pomysł wypowiadać się na temat, o którym nie ma się pojęcia. Nawet jeśli to bardzo modny temat i ponarzekanie na głupotę „Pięćdziesięciu twarzy Greya” pomoże Ci zyskać w oczach znajomych. Chyba, że masz podstawy do wypowiadania się, bo wiesz o co chodzi. Wtedy możemy ponarzekać razem.

Trzymaj się ode mnie z daleka
Na przykładzie setek książek stwierdzam śmiało, że jest to zdanie które w 99% przypadków odnosi wręcz przeciwny skutek. Główna bohaterka książki, Ana, podążyła wytartą przez swoje poprzedniczki ścieżką i nie posłuchała rad mężczyzny, który stanął na jej drodze. Niebezpieczny, seksowny i magnetyczny Christian jednym spojrzeniem przyprawia biedną dziewczynę o dreszcz rozkoszy. A ta otumaniona jego urokiem wikła się w związek, który prowadzi ją do sali tortur. Brzmi strasznie, ale proszę Was, to nie thriller z psychopatycznym mordercą, lecz erotyk z socjopatycznym przystojniakiem, który prowadzi niegrzeczne zabawy, a Anie zaczyna się to coraz bardziej podobać.

Apodyktyczny mężczyzna
Myślę, że z powodzeniem niejeden przeciętny człowiek spisałby tę fabułę w lepszy sposób i nie nazywałby się przy tym pisarzem. Rozumiem, że zdania pojedyncze, opisy ubogie jak drzewa zimą, chyba że chodzi o namiętne sceny, ale żeby co kilka stron, a już przynajmniej 50 razy w całej powieści wlepiać zdania „Jest taki apodyktyczny!”, „Ach, ta jego apodyktyczność” czy „Spojrzał na mnie tak apodyktycznie” to lekka przesada. Te powtórzenia biją po oczach i śmieszą, może przyczyną jest słaba korekta, ale nic nie tłumaczy tak wąskiego zasobu słownictwa. O co chodzi z tą apodyktycznością? Przymiotnik ten jest zdecydowanie faworytem pani James, choć nie brakuje też innych często stosowanych zwrotów, typu „rozpadanie się na tysiąc kawałków”.

Skrzywiona wizja miłości
Z lekkim sarkazmem stwierdzę, że oczywiście tu wcale nie chodzi o seks, a o piękną miłość. Objawia się ona w ciekawy sposób, mianowicie za każdym razem, gdy Ana przygryza wargę jej kochanek się na nią rzuca, a gdy przewróci oczami, daje jej klapsy. Nie mniej jednak  główna bohaterka, która po raz pierwszy zakochuje się właśnie w Christianie, liczy na głębokie uczucie i nie może znieść myśli o sadystycznych skłonnościach swojego chłopaka. Z kolei mężczyzna ma tajemnice, boryka się z demonami przeszłości i to one są przyczyną jego postępowania. Dałam się w to wciągnąć, zabieg wprowadzenia trudnego dzieciństwa dla ocieplenia wizerunku głównego bohatera się udał, w tej chwili mam co do niego mieszane odczucia.

Nie wszystko dobre, co wciąga

Nigdy nie stwierdzę, że ”Pięćdziesiąt twarzy Greya” to „dobra książka”, bo tak po prostu nie jest. A że zaczęłam ją czytać koło 23 a o 2.30 dalej siedziałam przy komputerze pochłaniając ebooka? To swoją drogą.  Bo „Grey” nie jest tak beznadziejny, jak przedstawiają go hejterzy, obiegowe opinie są dość mocno przekoloryzowane. Dziwi mnie, że można aż tak bardzo znienawidzić książkę, to w końcu tylko jedna pozycja z tysięcy innych. Mnie wciągnęła (co jest jedyną zaletą), pośmiałam się nad stylem pisania autorki, rozczarowałam zakończeniem i żyję dalej. Świat się nie skończył tylko dlatego, że przeczytałam TĘ książkę. 

Moja ocena: 4.5/10

23 komentarze:

  1. Nie zamierzam czytać, bo to i nie w moim guście i recenzje jakoś mnie nie urzekły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się twoja recenzja. Poruszyłaś w niej wiele istotnych kwestii, między innymi to, że wiele osób twierdzi, że nie dotknęliby tej książki nawet kijem od szczotki, ale jednocześnie fabułę znają na wylot i twierdzą, że to zwykły chłam. Śmieszy mnie taka swoista dwulicowość. To prawda, że trylogia E.L. James jest słabo napisana, ale mnie akurat jej historia bardzo się spodobała i będę ją wypominać pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Według mojego poczucia smaku to nie jest literatura erotyczna, tylko pornograficzna. Nie wiem, dlaczego wielbiciele gatunku dumnie mawiają, że to erotyki. Erotyki to dla mnie np. wiersze Poświatowskiej, Leśmiana..., a nie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pornografią to będzie ekranizacja tej książki, nie wiem po co w ogóle robić coś takiego...

      Usuń
  4. Podoba mi się Twoja recenzja, bo zwracasz uwagę na ważną rzecz - niektóre książki po prostu wypada krytykować. A faktycznie ciężko krytykować, jeśli się nawet nie miało w rękach. To oczywiście dotyczy nie tylko "Greya".
    Ja przeleciałam na szybko pierwszych sto stron. Trochę się pośmiałam (np. z regulaminu uległej, było coś podobnego, nie?) i stwierdziłam, że wystarczy. Rozumiem, że to może nawet wciągnąć, ale chyba jednak to było dla mnie trochę za dużo. Język jest okropny, taki jakiś prymitywny... O święty Barnabo, ja jednak podziękuję.
    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Regulamin Uległej, o tak, to było nawet bardzo zabawne :D

      Usuń
  5. Ciekawa forma recenzji :) Like it

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, o to mi chodziło :)

      Usuń
  6. A ja czytałam fragmenty i...fragmenty mi wystarczyły, by stwierdzić, że ta książka to jeden wielki gniot. Na tej samej zasadzie czasem wystarczą tylko fragmenty, by powiedzieć, że książka jest genialna. Onomatopeje typu "achhh...ochh" po prostu zwaliły mnie z nóg, a było ich od cholery i trochę. Dialogi sztuczne i sztywne jak włosy mojej lalki z dzieciństwa, a w dodatku opisy brutalnie zdradzające, że autorka nie ma za grosz talentu i przebiła się tylko dlatego, że pisze o temacie, który jest (rzekomo) tabu. Co gorsza, im więcej się tę książkę krytykuje, tym większy rozgłos zyskuje, dlatego liczę, że niedługo blogi i inne media ucichną na ten temat i nigdy więcej niż nie usłyszę o tym kolcu w ranie dobrej literatury.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, te rozpadanie na kawałki mnie również drażniły...
    Jest jak piszesz - do dobrej książki tej pozycji wiele brakuje. Aczkolwiek... Pochłonęłam ją w niecałe dwa dni - jakim cudem nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początek powiem, że ta recenzja jest napisana w bardzo ciekawej formie! A co do samej książki - jej rozpadanie się na kawałki, wspinanie... Nie zachwyciło mnie to. Czyta się miło i przyjemnie, choć powtórzenia i niektóra zdania rażą w oczy. Jeśli już jesteśmy przy erotykach - lepiej wypada chyba "Dotyk Crossa".
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja również swego czasu byłam niezwykle zaintrygowana otoczką jaka pojawiła się wokół tej książki. Jedni ją krytykowali nie zostawiając suchej nitki na autorce, inni wręcz przeciwnie - nie mogli się od niej oderwać. I choć nie miałam na początku w ogóle po nią sięgać, ciekawość wzięła górę i postanowiłam przekonać się na własnej skórze... w czym tkwi ewenement Greya...

    nie wciągnęła mnie, nie oczarowała... miłośniczką nie zostałam, nie wytrwałam nawet do końca, gdyż fabuła mnie nudziła a główni bohaterowie irytowali swoim wielkim podobieństwem do bohaterów "Zmierzchu". Ale cóż, spróbowałam, połowę przeczytałam i ja również żyje dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Długi Ci ten tekst wyszedł, ale zawarłaś w nim kilka ciekawych przemyśleń - m.in. to, że książka wciąga. Bo wciąga. A wiesz, czemu? Bo czytelnik mimo wszystko chce wiedzieć, co się stanie z Aną, czy w końcu uda jej się przeciągnąć Greya na "jasną stronę mocy". Nie zmienia to jednak faktu, że styl autorki woła o pomstę do nieba, a wiele krytycznych opinii jednak pochodzi z ust znawców literatury, którzy mają pełne prawo jechać po tej książce, bo naprawdę trudno ją nazwać "literaturą". Gdyby ktoś mi powiedział, że ten tekst napisała gimnazjalistka i opublikowała w sieci jako swoje opowiadanie, uwierzyłabym od razu. A to, że ludzie - jak mówisz - ten tytuł znają, a nikt się nie przyznaje do jego przeczytania to już inna sprawa. Czasem widuję panienki w tramwaju, które ukradkiem zaglądają do lektury i zastanawiam się, czy robią to po to, bo chcą się dowiedzieć, o co te halo, czy po prostu nie wiedzą, że jest dużo innych, o wiele lepiej napisanych książek z tego gatunku. Promocja zrobiła swoje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam wrażenie, że w moim otoczeniu jest zupełnie odwrotnie- każdy jara się Grey'em, nazywając książkę wybitną, choć takowa osoba czyta średnio trzy książki na rok i zupełnie nie ma pojęcia o temacie... Nie mówię, bo Grey'a przeczytałam i wciągnęłam się, ale nie uważam, żeby to był twór nie wiadomo jak cudowny ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyznaję bez bicia, przeczytałam całą trylogię. I nie wiem, jak to działa, ale pomimo tragicznego języka, tragicznych bohaterów i ich równie tragicznego zachowania oraz faktu, że przez wszystkie trzy książki nic się nie dzieje... To wciągnęłam je taśmowo, jedna za drugą. Cóż to za cuda? o.0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Ja już zamówiłam kolejne części w bibliotece :P

      Usuń
  13. Czytałam, ale nie przypadła mi do gustu

    OdpowiedzUsuń
  14. Miło, że ktoś potrafi swoje racje wyłożyć racjonalnie i z sensem, bez opierania się na cudzych, tak modnych osądach. Ja oceniłam "Greya" wyżej i całkiem dobrze wspominam, choć pewnie ma to związek z tym, że książka ta trafiła na idealny moment w moim życiu. Zapewne dziś nie ujęłaby mnie już tak bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetna recenzja :) O książce swego czasu było bardzo głośno i byłam ciekawa czy rzeczywiście jest warta uwagi, później po licznych negatywnych recenzjach, jakie na jej temat czytałam jakoś przepadł mój zapał. W końcu jednak udało mi się dorwać e-booka, przeczytałam jakieś 100 stron i dałam sobie spokój. Może jeszcze kiedyś dam tej książce szansę, ale na razie szkoda mi na nią czasu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Styl autorki to jedno wielkie nieporozumienie, język - porażka. Sama fabuła też jak dla mnie żałosna.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jedno trzeba fenomenowi Greya oddać - dzięki niemu świat zaczyna czytać! Nie wynosi z tego zbyt wiele, to fakt, ale czyta. Ja czytałam tylko pierwszy tom i nie jestem szczególnie zachwycona, choć przyznaję - lektura szła szybko i zgrabnie.

    OdpowiedzUsuń
  18. W końcu ktoś to powiedział! Może Twoja recenzja dotrze do większego grona hejterów, którzy w końcu sięgną po książkę i przynajmniej będą umieli uzasadnić swoje zniechęcenie czymś więcej niż "a bo to erotyk!".

    Przy okazji zapraszam do siebie na konkurs z inną książką tej autorki: http://heaven-for-readers.blogspot.com/2014/06/klub-karmy-czesc-2-wraz-z-tematyczna.html – krótki termin, dlatego informuję osobiście :)

    OdpowiedzUsuń