
„Jeden dzień” to powieść opowiadająca o miłości, przyjaźni, odnajdywaniu się w dorosłym życiu i szukaniu miejsca w świecie. Doczekała się ona ekranizacji z Anne Hathaway i Jimem Sturgessem w rolach głównych. Autorem książki jest David Nicholls, czyli urodzony w 1966 roku angielski aktor z wykształcenia, a obecnie pisarz i scenarzysta z powołania.
Przyznam, że po tej powieści spodziewałam się czegoś innego. Czego? Więcej romantyczności, wyznań miłości , podniosłych chwil i zdań wyciskających łzy z oczu. To, że takich elementów tutaj zabrakło nie jest złe, czyni bowiem książkę bardziej realistyczną. Pokazuje, że życie to nie bajka, w której wszystko pięknie się kończy, że zwykle więcej jest upadków niż wzlotów i wcale nie tak łatwo jest być spełnionym człowiekiem. Los wciąż rzuca bohaterom kłody pod nogi, nie pozwalając im długo cieszyć się chwilami szczęścia. Gdy Em się układa, Dexter się stacza, gdy Dex zaznaje radości, Em przeżywa kryzys. Jednak czy do końca tak będzie? Przekonajcie się sami.
W książce występuje narrator wszechwiedzący, trzecioosobowy, jednak wydarzenia poznajemy z perspektywy dwóch głównych postaci: Emmy i Dextera. W każdym rozdziale mamy przedstawiony jeden dzień z życia ich obojga – 15 lipca, od roku 1988 do 2007. Dodatkowo na ostatnich stronach zawarte są także migawki z przeszłości, wspomnienia pierwszego spotkania przeplecione ze współczesnością.
Emma, jaką poznajemy na początku to świeżo upieczona absolwentka, która z wyróżnieniem ukończyła studia. Ładna, mądra, gotowa walczyć jak lwica w obronie swoich racji idealistka, mająca jasno wyrobiony pogląd na każdą sprawę. Jest tylko trochę niepewna siebie, lubiąca wyolbrzymiać swoje wady. Dexter z kolei to zarozumiały, arogancki i bardzo pewny siebie młodzieniec, także absolwent. Urody mu nie można odmówić, ale skromności i odrobiny dystansu do samego siebie owszem.
„Jeden dzień” to historia przyjaźni i miłości, historia życia dwojga ludzi, których drogi stale się ze sobą schodzą i nie mogą rozejść na zbyt długo. Choć nie znajdziemy to wielu romantycznych sytuacji i pięknych gestów, to jednak momenty wzruszające także występują. Ale w końcu czyny mówią więcej niż słowa. Z reguły jednak na kartach powieści mamy przedstawione realia codziennego życia, bez zbytnich upiększeń, w związku z czym nastrój po przeczytaniu jest bardziej pesymistyczny niż optymistyczny i skłaniających do zastanowienia: jak będzie wyglądało nasze życie w przyszłości? W jakim stopniu mamy na nie wpływ, a w jakim to, jak potoczy się nasza historia, nie zależy od nas? Ciekawa, poruszająca fabuła i nieszablonowi bohaterowie – zachęcam do przeczytania!
Moja ocena: 8/10