sobota, 4 stycznia 2014

Cichy wielbiciel - Olga Rudnicka



Julia to młoda, szczęśliwa kobieta. Ma wspaniałego chłopaka, przyjemną pracę, dobrych przyjaciół i całe życie przed sobą. Sielanka trwa jednak do czasu, gdyż pewnego dnia do dziewczyny przychodzi bukiet kwiatów od tajemniczego wielbiciela. Zaczyna się niewinnie i nic nie zwiastuje nadchodzących mrocznych dni. Adorator coraz bardziej się rozkręca, wysyła najpierw romantyczne, potem coraz bardziej natarczywe i agresywne smsy, głuche telefony stają się codziennością. Mężczyzna żyje w przekonaniu, że Julia darzy go wielkim uczuciem, a tymczasem dziewczyna nawet nie zna jego tożsamości. Nadchodzi czas, by z problemów zwierzyć się chłopakowi, przyjaciołom i rodzinie, dziewczyna wciąż wierzy w pokojowe zakończenie sprawy.

„Cichy wielbiciel” to powieść polskiej autorki, Olgi Rudnickiej, przedstawiająca zjawisko stalkingu oraz niezrozumienie, z jakim spotyka się ofiara takiego dręczenia. Pisarka pokazuje polskie realia sprzed kilku lat, kiedy jeszcze prawnie nie było takiego pojęcia jak „stalking”, a już na pewno nie było ono przestępstwem.  Główna bohaterka książki była więc zdana całkowicie na siebie, bała się nawet zwierzyć swoim znajomym i ukochanemu. W końcu musiała jakoś ściągnąć na siebie uwagę tajemniczego wielbiciela, kto wie, może to nawet jej kochanek? Przecież nikt nie zainteresuje się zupełnie obcą kobietą bez powodu. A że Julia twierdzi, że nie wie kto to jest? Pewnie coś ukrywa, musi wiedzieć, każdy by wiedział.

Z takimi opiniami spotyka się główna bohaterka, co powoduje, że jeszcze bardziej zamyka się w sobie i odcina od bliskich. Myślę, że autorka podołała opisowi ofiary, myśli rodzących się w jej głowie i zmieniającej kondycji psychicznej, reakcje Julii nie wydają się przesadzone czy nienaturalne. Jednak stalking to uporczywe gnębienie, które przejawia się przez cały czas prawie tak samo, to powtarzające się do znudzenia setki, tysiące smsów, głuchych telefonów i bukietów kwiatów, a kiedy nie dzieje się nic nowego, trudno jest opisać to w ciekawy sposób. Skutkiem tego książka stała się monotonna, niekiedy na kilku stronach pod rząd pojawiały się jedynie krótkie treści smsów albo co gorsza cały czas jedno zdanie będące słowami piosenki sygnalizującej nadchodzące nieodebrane połączenie. Zbyt wiele było takich nic niewnoszących wstawek, a za mało treści.

Podobałoby mi się przedstawienie wydarzeń z perspektywy ofiary i oprawcy, gdyby tożsamość tajemniczego wielbiciela pozostała nieznaną, a jego ujawnienie było zaskoczeniem na końcu książki nie tylko dla Julii, ale też czytelnika. Niestety w „Cichym wielbicielu” od początku wiemy kto jest tytułową postacią, co mija się z celem, zmniejsza napięcie, likwiduje element niepokoju i uniemożliwia samodzielne poszukiwanie rozwiązywania.

Czytając książkę o takiej tematyce liczyłam bardziej na mroczny thriller, tymczasem autorka przedstawiła temat jakby był to dokument, czyli fakty na temat zjawiska, objawy, reakcje społeczeństwa. A gdzie emocje? Mnie najbardziej ich brakowało, przecież taka książka powinna mną wstrząsnąć, zaniepokoić, zapaść głęboko w pamięć. Gdy czytałam „W najciemniejszym kącie”, która to książka opowiadała o nerwicy natręctw i gnębieniu głównej bohaterki, lektura wywoła we mnie masę emocji, dreszcze i związała z bohaterami. Tymczasem przy „Cichym wielbicielu” nic takiego nie czułam, książka była dość ciekawa, szybko ją przeczytałam, ale na tym się kończy. Po tylu pozytywnych opiniach nastawiłam się na coś genialnego i srogo się rozczarowałam.

Moja ocena: 6/10

piątek, 3 stycznia 2014

Sherlock Season 3: The Empty Hearse


Niecałe dwie doby temu miało miejsce Wielkie Wydarzenie. Rzesze ludzkich istnień zebrały się, by razem świętować Ten Dzień. Ze łzami wzruszenia w oczach usiedli przed ekranami swoich odbiorników i pozwolili, by obraz ich zahipnotyzował, rozbawił, zszokował i dali się ponieść tym emocjom, za którymi tęsknili od dwóch lat. Wiedzieli, że ich serca mogą być złamane, ale chcieli zaryzykować, bo któż doceni wartość życia bez dozy cierpienia? Już raz doznali takiego bólu, gdy dowiedzieli się o Jego odejściu, ale odzyskali nadzieję i teraz, po raz kolejny, byli tu wszyscy razem i tak miało być dalej, aż po ostatni sezon. 

Czyli stwierdzam premierę Sherlocka.  


Uwaga, tekst zawiera małe spoilery odcinka. Jeśli zamierzasz zaraz oglądać, lepiej zostaw czytanie na potem ;)

 Ach, te emocje! I to już od pierwszych sekund „The empty hearse”. Scenarzyści od razu atakują nas scenami z finałowego odcinka drugiego sezonu, pokazując w jaki sposób naszemu bohaterowi udało się przeżyć. Na początku pomyślałam „serio? aż tak przekombinowali?”, co było bezpodstawnym podejrzeniem, zaraz się wszystko wyjaśniło, oni zawsze będą nas tak zaskakiwać. Ale po tym jak Sherlock wskakuje przez rozbite okno ma miejsce najlepsze wydarzenie w tym odcinku! Nie muszę chyba mówić jaka była moja mina przy scenie z Moriartym, szczęka na podłodze. Jestem taka łatwowierna. I w końcu nie wiem jak jest. Myślicie, że się kiedyś dowiemy? Może na koniec sezonu?


Scenarzyści widać chcieli zadowolić fanów wszystkich teamów, bo nie brakowało scen Sherlocka z Molly, Johnem, Moriartym, nawet Lestrade się gdzieś tam wkradł obok Molly. Pojawili się nowi aktorzy, przede wszystkim narzeczona Johna. Miałam co do niej spore obawy, ale aktorka okazała się idealna do tej roli. Mary jest ładna, sympatyczna, zabawna, w dodatku lubi Sherlocka, czego chcieć więcej. Kolejną nową postacią jest chłopak Molly, a jego spotkanie z Sherlockiem było dość dziwne, bo sprawiali wrażenie, jakby się znali. Chyba że po prostu chodziło o podobny strój/wygląd.

Ten serial ma najgenialniejsze poczucie humoru jakie widziałam! Scena spotkania Johna z Sherlockiem w restauracji, po prostu nie wierzę, można umrzeć ze śmiechu. Taki biedny Sherlock, do tej sceny powstały świetne obrazki, oglądam je teraz i na nowo wspominam, a w sumie to włączam jeszcze raz odcinek, a niech będzie, choć miałam oglądać potem. Wiele uśmiechu gościło na mojej twarzy podczas filmu, choć nie brakowało także wzruszeń. Żarty przeplatają się ze ściskającymi za gardło obrazami spotkań starych przyjaciół, bardzo współczułam przy tym Johnowi, który został skazany na tak ciężkie przeżycia, cóż, Sherlock nie zawsze postępuje właściwie.


Podsumowując, wspaniały odcinek, teraz mój ulubiony, choć ten z Irene Adler bardzo uwielbiam. Było wiele śmiechu i wzruszeń, mnóstwo świetnych, tak charakterystycznych dla tego serialu tekstów. Kolejny odcinek już za 2 dni, pora na ślub Johna! Czekam z wielką niecierpliwością. A Wy oglądaliście odcinek, co o nim sądzicie? Zapraszam do dyskusji! :)


czwartek, 2 stycznia 2014

Ogród Kamili - Katarzyna Michalak



„Ogród Kamili” to pierwsza część serii kwiatowej autorstwa Katarzyny Michalak, która jest jedną z moich ulubionych autorek i w ciemno sięgam po jej książki. Tak samo było ze wspomnianym tytułem, który nabyłam w pierwszym możliwym terminie, czyli na Targach Książki. Powieść opowiada o młodej kobiecie, tytułowej bohaterce, która wciąż wspomina tragiczne wydarzenia sprzed ośmiu lat, kiedy to zginęła w wypadku jej matka, a sporo starszy chłopak dziewczyny zostawił ją w tak ciężkich dla niej chwilach. Teraz Kamila ma 24 lata, żadnej pracy ani doświadczenia i mieszka z ciocią Łucją. W końcu postanawia ruszyć naprzód, a pierwszym jej krokiem jest poszukiwanie zatrudnienia, przy czym uda jej się wplątać w niemałe kłopoty. Uratuje ją z nich Jakub, który kiedyś porzucił dziewczynę i w ten sposób ukradkiem wkroczy do jej życia.

Powieściom Michalak nie sposób odmówić faktu, że wciągają, a ich lektura zwykle zajmuje jeden wieczór w porywach do dwóch, gdyż kto już zaczął lekturę nie będzie chciał jej przerwać z błahego powodu. Fabuła wręcz kipi od nagłych, niespodziewanych wydarzeń, można odnieść wrażenie, że wszystko co złe skupiło się na kilku postaciach, byle zatruć im życie. A to mafia, a to próba porwania i wywiezienia za granicę. Nie zabraknie więc dramatycznych zwrotów akcji i wielu nierozwikłanych wątków. Pojawia się sporo na pozór niezwiązanych ze sobą tajemnic, których rozwiązanie czytelnik bardzo chce poznać, a tymczasem okazuje się, że to już koniec książki i zostajemy z niczym poza ciekawością i poirytowaniem, że znowu trzeba czekać na kontynuację.

Instytucja głównej bohaterki nie jest zbyt wdzięcznym zajęciem, bo ile było książek, tak w ponad połowie z nich nie polubiłam zupełnie postaci kobiecej, a w ¼ z tych tytułów mnie ona irytowała/ śmieszyła/doprowadzała do szału/prowokowała niepochlebne komentarze pod nosem. Kamila należy do tej ¼ co jednak jest jakimś postępem, w końcu mogło być gorzej. Przez połowę książki jest jakaś taka rozlazła, zapłakana, z wiecznie podpuchniętymi oczami od łez wylewanych za beznadziejnym facetem, który ją porzucił osiem lat temu i okazał się… beznadziejnym facetem. Ile można? Trzeba mieć jednak trochę godności, a nie zawalać sobie całe życie z powodu mężczyzny, ale moja osobista opinia się tu nie liczy. Dlatego właśnie nie przepadałam za główną bohaterką, wolę silne postacie, a nie takie rozmemłane Bóg wie co.

Jednak taki właśnie był pomysł autorki na książkę, Kamila tęskni za złym mężczyzną, który nagle znowu zaczyna się mieszać do jej życia. O ile mogę kwestionować rozsądek głównej bohaterki, o tyle kolejne wydarzenia rozgrywające się na kartach książki są naprawdę emocjonujące. Tyle zagadek z przeszłości, niewyjaśnionych motywów postępowania bohaterów, a wszystkie te tajemnice się ze sobą łączą, tego mamy świadomość i ona jeszcze bardziej potęguje nasze zainteresowanie. Oprócz Jakuba w powieści pojawia się kolejny męski bohater, Łukasz, którego zachowanie czasem mnie śmieszyło, jednak zyskał moją sympatię i bardzo mu kibicuję w jego poczynaniach.

„Ogród Kamili” to naprawdę świetna książka i proszę się nie zrażać moimi narzekaniami na główną bohaterkę, bo jak często zdarza mi się polubić takową? Rzadko, oj rzadko, więc nie świadczy to o wartości książki. „Ogród Kamili” nieustannie trzyma w napięciu i na każdym kroku zaskakuje rozwojem akcji, „przewidywalna” to ostatnie słowo jakim można by opisać tę książkę. Ale jak można przerwać opowieść w takim momencie? Dobrze, że „Zacisze Gosi” już niedługo.

Moja ocena: 8/10

środa, 1 stycznia 2014

Sherlock BBC


Sherlock to serial emitowany przez BBC od października 2010. „Od” to chyba zbyt duże słowo, bo pomiędzy kolejnymi, 3-odcinkowymi sezonami występują ponad półtora roczna przerwy. Teraz, po bardzo długim oczekiwaniu, w końcu będziemy mogli poznać dalsze losy bohaterów serialu, gdyż już 1. stycznia 2014 roku w Wielkiej Brytanii zostanie wyemitowany pierwszy odcinek nowego sezonu. Sherlock jest jednak serialem, na który zdecydowanie warto czekać, a trwający 90 minut odcinek jest porównywalny do filmu, opowiadającego osobną historię.


Fabuła serialu oparta jest na powieściach Artura Conan Doyle’a, choć znajomość książek nie pomoże widzowi w rozwiązaniu serialowych zagadek. Bardzo dobrze, bo jaki byłby sens oglądania, gdyby losy bohaterów nie stanowiły dla nas żadnego zaskoczenia? Serial stanowi współczesną adaptację historii Sherlocka Holmes’a, która zyskała ogromną popularność i wyróżniła się na tle przeciętnych, starodawnych ekranizacji przygód słynnego detektywa. Akcja rozgrywa się oczywiście w Londynie, a że uwielbiam to miasto, z przyjemnością chłonęłam jego klimat na ekranie. Nie wynikało to jedynie z moich zainteresowań, po prostu serial jest jednym z najlepiej zrealizowanych jakie kiedykolwiek oglądałam. Scenerie są przepiękne, zarówno poszczególne londyńskie uliczki jak i rozległe łąki gdzieś z dala od miasta, do których sprawa niekiedy prowadzi przyjaciół. A już przytulne mieszkanko na Baker Street, szczególnie w okresie świątecznym- cudo, cudo. Zdjęcia są piękne, jak nie wierzycie, po prostu włączcie pierwszy odcinek.


Serial nie skupia się jedynie na rozwiązywanych zagadkach, myślę, że oprócz ciekawych wydarzeń i mknącej naprzód akcji widzów bardziej przyciągają codzienne lub raczej niecodzienne losy bohaterów, których nie sposób nie pokochać! Tradycyjnie tworzą się teamy zwolenników wybranych par, choć przesłanki co do przyszłych lub wyimaginowanych romansów są dość mgliste. Nadzieja na związek ulubionych bohaterów pozwala jednak śledzić losy postaci z jeszcze większym zaangażowaniem i błyskiem w oku, a potem oglądaniu dziesiątek obrazków najlepszych scen na tumblr, oto co spotyka Sherlock’owych maniaków.


Trochę o bohaterach: Sherlock, jak wiadomo każdemu kto czytał książki, postać bardzo specyficzna. Czapkę z dwoma daszkami i uszami nosi tylko do zdjęć, zamiast fajki pali papierosy, ewentualnie przykleja kilka plastrów nikotynowych na raz, a co najważniejsze jest dość młody i zupełnie odbiega od pozostałego po innych filmach wyobrażenia podstarzałego detektywa z wąsem. Dzięki temu serialowi genialny Benedict Cumberbatch staje się nowym synonimem nazwiska Holmes. Martin Freeman w roli Watsona jest również nie do przebicia, a przyjaźń między dwojgiem mężczyzn często wywołuje uśmiech, a nawet wzruszenie, szczególnie w niektórych epizodach. Także bohaterowie drugoplanowi przyciągają uwagę i zjednują sobie sympatię widza. Kochana pani Hudson, zabawny Lestrade czy urocza, moja ulubiona bohaterka Molly- na dobór obsady i grę aktorską nie sposób narzekać!


Sherlock to najlepszy serial jaki kiedykolwiek oglądałam. W ciągu ostatniego tygodnia jeszcze raz obejrzałam wszystkie odcinki, żeby odświeżyć sobie fabułę przed nadchodzącym trzecim sezonem. I choć znałam już losy bohaterów i nic nie było w stanie mnie zaskoczyć, na nowo przeżywałam równie mocno wszystkie zdarzenia, obficie roniąc łzy. Moja wina, że ten serial jest tak wzruszający? Słowa nie oddadzą klimatu ekranizacji i sposobu, w jaki uzależnia i siedzi w głowie kolejne 2 lata do następnego sezonu. Dziś ma miejsce premiera pierwszego odcinka, więc możecie niebawem spodziewać się jego recenzji. Do napisania!