Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicholas Sparks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicholas Sparks. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 sierpnia 2013

Szczęściarz - Nicholas Sparks



Logan Thibault wraca ze służby w piechocie morskiej wraz ze zdjęciem, które niejednokrotnie przyniosło mu szczęście. Początkowo mężczyzna nie wierzy w słowa przyjaciela, który twierdzi, że fotografia nieznajomej kobiety ocaliła mu życie, ale z czasem zdaje sobie sprawę, że nie wszystko da się logicznie wytłumaczyć. Rozpoczyna więc wędrówkę w poszukiwaniu kobiety, a swoje przeznaczenie odnajduje w małym miasteczku. Beth jest jednak rozwódką, ma syna i nie wiedzie się jej najlepiej. Pomaga swojej babci w prowadzeniu szkoły dla psów. Thibault chcąc zbliżyć się do niej, zatrudnia się tam w charakterze pomocnika i niecierpliwie oczekuje na chwilę, gdy zrozumie, dlaczego znalazł się w tym miejscu.


„Szczęściarz” to powieść autorstwa Nicholasa Sparksa, która opowiada o miłości, stracie, a także rzeczach, w które nie każdy wierzy, jak przeznaczenie i odrobina magii. Magia nie w znaczeniu dosłownym, a bardziej jako czynnik kierujący działaniami człowieka w zaskakujący sposób. Bo czy to naprawdę zdjęcie sprawiło, że Logan przeżył na wojnie? I czy to przeznaczenie przyprowadziło go na spotkanie z Beth, jej synkiem i byłym mężem? Historie bohaterów splatają się i są od siebie zależne, ale czy kieruje nimi los, czy zwykły przypadek, tego nie wiadomo. Sparks nie byłby sobą, gdyby nie doprawił „Szczęściarza” sporą dawką dramatyzmu i napięcia, dlatego przy książce nie sposób narzekać na nudę.


Szczęściarz był moim trzecim spotkaniem z twórczością Sparksa po „Ostatniej piosence” i „Dla ciebie wszystko”. Jak na razie najbardziej udanym. Powieści tego pisarza mają to do siebie, że są oparte na podobnym schemacie i na kilometr da się je rozpoznać po sposobie pisania i prowadzenia fabuły. Zwykle mamy do czynienia ze skrzywdzonymi przez los bohaterami, którzy dzięki miłości odnajdują nadzieję i otwierają się na świat. Tutaj takimi osobami są Thibault i Beth. Mężczyzna boryka się ze strasznymi wspomnieniami z czasów służby w wojsku. Widział na własne oczy śmierć niewinnych ludzi i bliskich kolegów, na tym jednak nie koniec. Najgorszą tajemnicę zdradzi Beth dopiero, gdy odważy się na tyle jej zaufać. Thibault przemierza piechotą kraj, aż odnajduje swój szczęśliwy amulet, czyli kobietę z fotografii. Ona też nie miała łatwego życia, jej małżeństwo okazało się klęską, lecz z tego związku pozostał rozświetlający ponurą rzeczywistość promyk, czyli jej ukochany synek.


Zwykle mam zastrzeżenia do charakterów kreowanych przez Sparksa, jednak w tym przypadku, o dziwo, było zupełnie inaczej. Beth początkowo była bardzo nieufna, można by nawet powiedzieć, opryskliwa i zamknięta w sobie. Szybko jednak przekonuje się do Logana i rozumie, że kierują nim dobre intencje. Postać Beth nie wydała mi się płaska i nierealna, a wręcz przeciwnie, połączyła mnie z nią nić sympatii. Dzięki temu lektura wzbudzała u mnie duże emocje, gdyż nie miałam innego wyjścia jak tylko kibicować bohaterom, a niestety, szczęście im nie sprzyjało, wbrew tytułowi powieści. Thibault również okazał się nieźle wykreowanym bohaterem, choć raziło mnie czasem jego potulne zachowanie, kiedy zamiast odeprzeć zarzuty przeciwko sobie i zacząć się bronić, przyjmował wszystko ze spokojem i pozwalał na nieporozumienia. A takie się zdarzały, bo bohaterowie mają wybitny talent do niedogadywania się. Co przynajmniej potęgowało emocje towarzyszące lekturze.


Tym bardziej że tak jak w przypadku „Dla ciebie wszystko” miałam poczucie nadciągającej katastrofy. Oczywiście się nie pomyliłam i cieszę się z tego, bo taki dreszczyk niepokoju wyszedł książce na dobre, a klimat nie był sielankowy, słodki i nudny, zamiast tego towarzyszyło mi ciągłe napięcie, aż do samego końca. I najważniejsze, zakończenie. Do ostatnich chwil byłam nastawiona trochę sceptycznie. Bo widać, że książki Nicholasa Sparksa są bardzo podobne, że zawsze pod koniec serwuje on dramatyczne wydarzenia, byle wzruszyć czytelnika i zrobić z powieści ckliwy melodramat. Ciekawa jestem, czy w każdej powieści kogoś zabija (nie mówię, że w tej tak jest). Tak czy inaczej, nie podobają mi się jego zagrania, podobnie jak towarzyszące lekturze „wątki nadprzyrodzone”, choć w „Szczęściarzu” nie są one aż tak widoczne. Wracając do tematu, tym razem autor bardzo mnie zaskoczył i to dosłownie na ostatnich stronach. Można powiedzieć, że zakpił sobie z czytelników, którym w tamtej chwili bynajmniej do śmiechu nie było, a w moim przypadku, było wręcz przeciwnie. Dzięki temu moje spojrzenie na książkę się zmieniło i pomimo kilku mankamentów, jestem na TAK!

Moja ocena: 7.5/10

Tak przy okazji- dwusetny post <3 

sobota, 30 marca 2013

Dla ciebie wszystko - Nicholas Sparks



Sparks to pisarz, którego twórczość jedni uwielbiają, a drudzy nienawidzą. Opinie na temat jego książek są bardzo podzielone. Piękne, romantyczne i ponadczasowe opowieści o miłości, czy kiczowaty chłam nie wnoszący nic nowego? Dane mi było przeczytać dopiero dwie powieści Sparksa, o jednej z nich tu powiem, ale nie żałuję, że więcej ich nie było. Nie przemawia do mnie ten autor, nie czuję klimatu jego książek. O ile w przypadku „Ostatniej piosenki” uczucie opisane na przykładzie nastolatków było naturalne i wiarygodne, to po przeczytaniu „Dla ciebie wszystko” zastanawia mnie, dlaczego autor zastosował tak tandetny chwyt? Czyżby nie wierzył w inteligencję czytelnika i próbował łzawym akcentem zapisać swoją historię w pamięci odbiorcy? A przecież wszystko było na dobrej drodze.

Dawson Cole pracuje na platformie wiertniczej, mieszka w przyczepie i nie ma bliskich przyjaciół oprócz Tucka, który jest dla niego niczym ojciec. Nie widział go jednak od lat, a gdy dostaje wiadomość o śmierci przyjaciela, decyduje się wrócić do rodzinnego miasteczka na pogrzeb. Wraca do miasta pełnego wspomnień o młodzieńczej miłości oraz dorastaniu w przestępczej rodzinie. W tym samym kierunku zmierza Amanda, dawna miłość Dawsona. Teraz ma rodzinę, lecz jej życie nie potoczyło się tak, jak tego kiedyś chciała. Dręczą ją nieszczęścia: śmierć małej córeczki, kłótnie z uzależnionym od alkoholu mężem. Dlatego z chęcią odrywa się od rzeczywistości dzięki nieoczekiwanemu spotkaniu z dawnym ukochanym.

Sparks skorzystał z wyświechtanego motywu spotkania po latach. Dawni kochankowie oczywiście wciąż darzą się uczuciem, które jest szczególnie silne ze strony Dawsona. Fabuła powieści nie jest oryginalna, ale pojawia się element czyniący ją wyjątkową. Po wypadku na platformie wiertniczej Dawson ma halucynacje, kilka razy wydawało mu się, że widział mężczyznę w wiatrówce. Przewidzenia te są bardzo realne i wprowadzają wątek paranormalny, który tworzy niepokojący nastrój. Zamiast odczuwać klimat charakterystyczny dla romansu, cieszyć się sielską scenerią i romantycznymi kwestami, cały czas miałam wrażenie, że zbliża się coś groźnego, nieuniknionego. Czasem zapominałam, że to Sparks i wydawało mi się, że czytam którąś z powieści Kinga. Bardzo podobała mi się ta ciężka atmosfera i czekanie, aż wydarzy się coś strasznego. I rzeczywiście się nie pomyliłam, ów nadnaturalny wątek okazał się istotny dla fabuły.

Niestety gorzej jest jeśli chodzi o uczucie między bohaterami. Trudno o postać bardziej niż Amanda irytującą, niezdecydowaną i władczą. Doprawdy żal mi Dawsona, że miał z nią do czynienia. Niewiele było momentów, kiedy to relacje między nimi by mnie poruszyły, niestety główny motyw tej powieści nie zrobił na mnie wrażenia. Za to podobało mi się przedstawienie Dawsona i jego historii, czym już na pierwszych stronach raczy nas Sparks, zachęcając do dalszej lektury. Piękniejszą historią miłosną jest ta starsza, dotycząca Tuck’a i jego ukochanej. Szkoda, że mniej jest o niej powiedziane. Pomimo tego nieszczególnego wątku miłosnego, książka byłaby naprawdę dobra, bo i wielu bohaterów jest ciekawych, i wątek nadnaturalny dodaje smaczku oraz atmosfery grozy.

Niestety książka jest bardzo przewidywalna. Od dłuższego czasu domyślałam się w jakim kierunku zmierza akcja, ale takie zakończenie odjęło powieści bardzo wiele. No proszę Was, to już nie pierwsze wykorzystanie tego samego motywu, ale tutaj on kompletnie nie pasuje. Za dużo przypadku, zbiegów okoliczności, a przede wszystkim to tanie zagranie, mające na celu wzruszenie czytelnika na siłę. Nieładnie panie Sparks, to melodramatyczne przedstawienie nie pomogło, a poza tym gdzieś już było. Byłaby książka dobra, a jest taka średnia i to tylko ze względu na udany wątek paranormalny i wywołany przez niego nastrój. Na jakiś czas temu autorowi podziękuję, ale może jeszcze kiedyś mnie pozytywnie zaskoczy?

Moja ocena: 6/10

środa, 13 czerwca 2012

Ostatnia piosenka - Nicholas Sparks


                Zaczęły się wakacje, a siedemnastoletnie Ronnie musi je spędzić w najgorszy z możliwych sposobów, czyli w zapadłej dziurze gdzieś w Karolinie Północnej. Wraz z bratem będzie mieszkała u ojca, co traktuje jak karę za grzechy. Wolałaby bawić się z przyjaciółmi w klubach na Manhatanie, a tymczasem przez 2 miesiące będzie na każdym kroku spotykać ojca, którego nienawidzi. Co jest powodem tak skrajnych uczuć z jej strony? Obwinia Steva za rozpad rodziny, w końcu większą część roku spędzał w trasie koncertowej, aż w końcu porzucił ich, wyprowadzając się do małego miasteczka, w którym przyszło mu dorastać. Nie widziała ojca od 3 lat, nie czytała też listów, jakie do niej pisał. Wcześniej był nauczycielem muzyki w szkole Juilliarda, a swoją pasją- grą na fortepianie, zaraził córkę, która odnosiła zresztą znaczące sukcesy. Teraz jednak nie może patrzeć ani na instrument, ani na ojca. A przymusowe zesłanie zamierza spędzić jak najdalej od niego, najlepiej gdzieś na plaży z nowymi znajomymi, niekoniecznie o dobrej reputacji. Zbuntowana dziewczyna staje się specjalistką od ładowania się w kłopoty, a niespodziewanie odnaleźć się w sytuacji pomaga jej ojciec. Te długie wakacje będą dla Ronnie niezłą szkołą życia, podczas której nie zabraknie problemów z policją, opieki nad żółwiami i pierwszej prawdziwej miłości. 

                Jeśli macie ochotę spędzić niezapomniane dwa miesiące wraz z Ronnie, sięgnijcie po powieść zatytułowaną „Ostatnia piosenka”, której autorem jest Nicholas Sparks, amerykański pisarz cieszący się wielką popularnością i bogatym dorobkiem literackim. Wiele z jego powieści zostało zekranizowanych, a wśród nich znalazła się także wydana w 2009 roku „Ostatnia piosenka”. Powieść ta opowiada o zbuntowanej nastolatce, która nie może pogodzić się z rozpadem rodziny i rozwodem rodziców. Sytuacja ta staje się powodem jej braku porozumienia z cały światem, a szczególnie z bliskimi jej dotąd ludźmi. Porzuca także swą dotychczasową pasję, byleby zrobić na złość ojcu, nieustanie popada też w konflikty z matką, a nawet prawem, zostaje bowiem przyłapana na kradzieżach. Wakacje, które spędzi w Wrightsville Beach odmienią jej życie i sprawią, że przemyśli wiele spraw i jej spojrzenie na świat się zmieni. Co wpłynie na jej przemianę i na czym będzie ona polegać? Przekonajcie się sami sięgając po urokliwą i zapadającą w pamięć powieść Sparksa. Historię, którą pisarz przedstawił w książce może odnieść do siebie wiele nastolatków, jej przesłanie jest bowiem uniwersalne. Mówi o przyjaźni, miłości, rodzinie, spełnianiu marzeń i pogodzeniu się z trudnymi sytuacjami, pokonywaniu przeciwności losu.

                „Ostatnia piosenka” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Nicholasa Sparksa, o której słyszałam wiele dobrego, a ta powieść była jedną z najczęściej polecanych. Często zastanawiałam się nad  fenomenem tej i innych jego książek, a teraz mogłam przekonać się na własnej skórze, czy naprawdę było warto zmierzyć się z tą historią. Jak się okazało, było, bowiem „Ostatnia piosenka” już po chwili wciągnęła mnie w swój świat. Co prawda po pierwszych stronach byłam nastawiona trochę sceptycznie, gdyż język był prosty i zwyczajny, ale dałam się porwać fabule. Nie wiem, co ma w sobie ta książka, bowiem pod względem właśnie języka i stylu ustępuje wielu innym powieściom, a fabuła z początku była historią normalnej, trochę zbuntowanej dziewczyny, a jednak porwała mnie i wciągnęła, nie wypuszczając aż do samego końca. Książka Sparksa ma w sobie wiele uroku, a nastrój towarzyszący lekturze jest niepowtarzalny i przesycony uczuciami, zarówno bohaterów, jak i czytelnika. „Ostatnia piosenka” bawi i wzrusza, przy zakończeniu polało się z mojej strony sporo łez. Jednym z nielicznym mankamentów było to, że pewnego elementu zakończenia domyśliłam się po przeczytaniu zaledwie kilkunastu stron.

                Plus należy się pisarzowi za bohaterów, choć Ronnie czasem irytowała mnie swoją egoistyczną postawą i podejściem do innych ludzi, ostatecznie jednak kibicowałam tej dziewczynie i polubiłam ją. Bardzo sympatycznym bohaterem był młodszy brat Ronnie, dialogi z jego udziałem bardzo mnie bawiły ze względu na jego ciekawość świata, wnikliwość i dojrzałość jak na jego wiek. Często wzruszało mnie postępowanie ojca dzieci, Steve’a, który był dobrym i oddanym rodzicem. Na wyróżnienie zasługuje także osoba Willa, ale więcej dowiecie się o nim po przeczytaniu książki.

                „Ostatnia piosenka” to piękna i wzruszająca opowieść o miłości, przyjaźni, rodzinie i odnajdywaniu siebie dzięki pomocy bliskich. Jestem pewna, że nie pozostaniecie obojętni na tę historię, a skłoni ona Was do refleksji nad życiem. Powinniśmy postępować zgodnie ze swym sumieniem, w taki sposób, by pod koniec swoich dni nie żałować podjętych decyzji i straconych szans. 

                Moja ocena: 8/10