Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saoirse Ronan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saoirse Ronan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2013

Filmowa niedziela: Nostalgia anioła




„Nostalgia anioła” przedstawia historię 14-letniej dziewczynki, która została brutalnie zamordowana. Pewnego dnia nie wróciła ze szkoły i mimo wszczęcia śledztwa nie znaleziono jej ciała ani nie oskarżono o zabójstwo właściwego człowieka. Susie znajduje się na granicy między niebem a ziemią, w pięknej kranie. Nie może jednak zaznać spokoju, zapomnieć i odejść do nieba, dopóki morderca nie zostanie ukarany, a jej rodzina nie pogodzi się ze stratą. Dziewczynka obserwuje rozpacz swoich rodziców, szukającego zemsty i popadającego w obsesję ojca, nie radzącą sobie z życiem matkę, młodszą siostrę i jej dorastanie, a także swojego ukochanego, który nie może o niej zapomnieć. Próbuje pomóc im zaznać spokój i dać nadzieję.



„Nostalgia anioła” to dramat z wątkiem nadprzyrodzonym. Wbrew pozorom nie jest to kryminał, nie zastanawiamy się kto jest mordercą i nie tropimy kolejnych wskazówek. Widz od początku zna jego tożsamość, w przeciwieństwie do filmowych bohaterów. Jednak nie na tym polega główny motyw filmu, ważniejsze jest życie rodziny Salmonów po śmierci ukochanej Susie, ich radzenie sobie ze stratą, rozpaczą, poszukiwanie prawdy. Opowiada bardzo smutną, ale też wzruszającą historię, ma wielką siłę oddziaływania. Wizja życia po śmierci i przedstawienie raju jest piękne i malownicze, a doznania wizualne ulepsza jeszcze wspaniale dobrana, melancholijna muzyka.


W główną rolę wciela się Saoirse Ronan, grająca Susie Salmon. Wielu widzom może być znana z goszczącego niedawno na ekranach kin filmu Intruz. Właśnie po jego obejrzeniu zapragnęłam zobaczyć aktorkę w innym wcieleniu i był to strzał w dziesiątkę. Saoirse Ronan jest doskonała w tym co robi, w bardzo przekonujący i wzruszający sposób zagrała dziewczynkę- anioła i przysporzyła mi wielu wzruszeń. Jednak reszta aktorów także dała radę, właściwie cała rodzina Salmonów bardzo przypadła mi do gustu, a szczególnie babcia, tata i siostra Susie. Ta ostatnia od początku ma podejrzenia co do mordercy i nie spocznie, póki nie pozna prawdy na temat tego, co przydarzyło się jej starszej siostrze.



Film nie jest przeznaczony dla miłośników szybkiej akcji, a bardziej dla widzów lubiących refleksyjne, emocjonalne i silnie oddziałujące obrazy. Poczynania rodziny Salmonów po zaginięciu Susie przeplatane są z retrospekcjami z przeszłości i dnia morderstwa. Reżyser P eter Jackson nie przedstawia brutalnie i bezpośrednio zabójstwa, a mimo to jego aluzje i pojedyncze migawki z czasu zdarzenia przerażają i pobudzają wyobraźnię. Czasem stosuje zabiegi, przez które nie wiemy, co dzieje się naprawdę, a co w wyobraźni dziewczynki, kiedy kończy się życie na ziemi, a zaczyna to pomiędzy. Akcja filmu toczy się w 1973 roku, a zdjęcia do niego rozpoczęto w roku 2007. Wizualnie film jest przepiękny, z przyjemnością śledziłam kolejne sceny i mimo braku szybkiej akcji film niesamowicie mnie wciągnął, a zwykle przy oglądaniu rozpraszam się na milion sposobów, przy „Nostalgii anioła” mi się to nie zdarzyło. Wzruszyłam się jakiś milion razy, ale nie za sprawą ckliwych, przesłodzonych scen, jakich nie cierpię. „Nostalgia anioła” to naprawdę cudowny, klimatyczny i zapadający w pamięć film, serdecznie polecam! Nie da się przejść koło niego obojętnie.

Moja ocena: 10/10

niedziela, 7 kwietnia 2013

Na dużym ekranie: Intruz


Intruza” Stephenie Meyer czytałam półtora roku temu i większą część fabuły niestety zapomniałam. W miarę oglądania filmu przypominałam sobie coraz więcej, ale nie mam 100% pewności, czy film wiernie oddaje książkową rzeczywistość. Zauważyłam znacznie zmienioną tylko jedną scenę, ale reszta w większości pokrywa się z książką. W dodatku ta zmiana nie ma żadnego wpływu na całość! To tylko poboczny wątek. Z ciekawości weszłam na stronę filmwebu, żeby sprawdzić jak innym się podobało. Opinie są podzielone, ale w przypadku negatywnych głosów jestem naprawdę zaskoczona. Jeden z zarzutów to znaczne skrócenie filmu i pominięcie wielu scen. Według mnie wszystkie najważniejsze aspekty zostały przedstawione i bez przesady, ten film trwał ponad 2 godziny! Naprawdę mieli z niego zrobić 4 godziny albo podzielić na dwie części? Komu by się chciało czekać rok na kontynuację? A i tak pojawiłyby się zarzuty, że robią dwa filmy, bo lecą na kasę. Moim zdaniem „Igrzyska śmierci” były dużo bardziej uproszczone.


Niektórzy widzowie narzekali też na grę aktorską i obsadę. Serio? Według mnie to jest właśnie największa zaleta tego filmu! Obsada została dobrana genialnie. Wcześniej nie interesowałam się tym, jacy aktorzy zostali wybrani do poszczególnych ról, dzięki czemu do kina poszłam bez uprzedzeń i mogłam się na własne oczy przekonać, czy sprostali zadaniu. Aktorka grająca główną rolę, czyli Melanie/Wagabundę (Saoirse Ronan), spisała się znakomicie. Budziła we mnie bardzo podobne uczucia co książkowa bohaterka. Udało jej się jednocześnie przedstawić delikatną, cichą Wandę, a w innych scenach grała zdecydowaną i silną Melanie. Bardzo ją polubiłam i uważam, że wykonała kawał dobrej roboty. Dużo gorzej byłoby, gdyby rolę powierzono jakiejś bardziej znanej twarzy.


Bardzo dobrze spisali się też filmowi Jared(Max Irons) i Ian(Jake Abel ). Nie dość że przystojni, to jeszcze utalentowani. ;) Udało im się zagrać tak, że budzili we mnie identyczne uczucia jak bohaterowie książki. Z jednej strony od początku filmu bardziej podobał mi się Jared, ale potem zaczęłam czuć do niego niechęć i stwierdziłam, że dużo lepszy jest Ian. Cudowny był! <3 Aktor doskonale pokazał opiekuńczość, troskę i miłość do Wandy. Wszystkie te uczucia były widoczne w jednym spojrzeniu. Chyba widać, że jestem zachwycona? Ale bardzo podobali mi się w swojej roli także Jeb(William Hurt) i Jamie(Chandler Canterbury). Cała piątka świetnie się spisała i realistycznie oddała kreacje bohaterów książkowych, a co najważniejsze, wywołali u mnie dokładnie te same emocje. Uwielbiam ich! :)


Z takich małych wad: niektóre scenerie(chodzi mi głównie o podróż przez pustynię) wyglądały sztucznie i wydawały się stworzone komputerowo. W filmie brakowało efektów specjalnych, które mogłyby urozmaić widoki. Teraz mamy mnóstwo technologii, które sprawiają, że obraz wygląda pięknie, ale tu raczej ich nie wykorzystano. W przypadku „Intruza” postawiono na grę aktorską i wywołanie emocji u odbiorcy, a nie na ładną otoczkę i ja to kupuję. Rozumiem, że nie każdy film ma wiele milionów dolarów, żeby stworzyć obraz na miarę Skyfall. Uważam, że nie przeszkadza to w odbiorze ekranizacji, ale lojalnie uprzedzam, żeby ktoś nie poczuł się zawiedziony. 


Jestem bardzo zadowolona z oddziaływania filmu na widza. Aktorzy zagrali niezwykle realnie i przy wielu scenach można było się wzruszyć. Niektóre momenty były cudowne, smutne, piękne, romantyczne. Ile razy podczas tego filmu musiałam gwałtownie mrugać, by powstrzymać łzy, a i tak mi się obraz trochę rozmazywał? Za to już kocham ten film! Ale nie zawsze jest tak smutno, niektóre teksty Mel były naprawdę zabawne i sala wybuchała śmiechem. To się twórcom udało, bo nie raz takie sceny w filmach zamiast śmiesznie wypadają żenująco. Wspomnę jeszcze, że uwielbiam sceny z Ianem i w ogóle jego postać. Musicie to zobaczyć! A, jeszcze jedno: ujrzenie twarzy Wagabundy w lusterku pod koniec filmu było komicznym przeżyciem. I z ciekawostek: w castingach do filmu uczestniczyli m.in. Dianna Agron, Ian Somerhalder i Liam Hemsworth. Dobrze, że jednak ich nie wybrali. ;) 

Moja ocena: 9/10