Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 września 2013

Arabska córka - Tanya Valko




Miriam wychowała się w Libii, mieszkając wraz z babcią i ciotkami. Jako dziecko została porzucona przez matkę, a przynajmniej takie panuje w jej głowie przekonanie, bo tak naprawdę nie wiadomo, co ojciec zrobił z Dorotą, która porzuciła Polskę i wyjechała do obcego kraju, gdzie założyła rodzinę. Po latach odszukuje jedną z córek, Darię, ale Marysia zostaje  w Libii. Dorasta w kraju arabskim, tam jest jej dom, kultura i religia, więc gdy przyjeżdża po nią matkę, nie zamierza dawać jej szansy i zostawiać babci samej. „Arabska córka” to kontynuacja powieści „Arabska żona” autorstwa Tanyi Valko. Cała seria opowiada o losach kobiet w krajach arabskich. Pierwsza część to historia Doroty, polskiej dziewczyny, która w młodym wieku poznała przystojnego Araba. Zgodziła się wyjść za niego za mąż i wyjechać do jego ojczyzny, co przyniosło tragiczne skutki, bo o ile początek tej znajomości był piękny i bajkowy, z biegiem czasu życie Doroty zamieniło się w koszmar. Udało jej się uciec z kraju do Polski, ale jej córka Miriam została z rodziną swojego ojca i to właśnie na jej osobie skupia się druga część serii.

Pierwsza część bardzo mi się spodobała, ponieważ lubię czytać o codziennym życiu kobiet w różnych krajach i czasach. Nie ze względu na kulturę arabską, ciekawy opis zwyczajów czy wierzeń zaintrygowała mnie ta książka, a dzięki bardzo ciekawej, pełnej zaskakujących zwrotów akcji historii. Autorka połączyła prawdziwe opowieści kilku osób w jedną całość i na takiej pokręconej drodze postawiła główną bohaterką. Podobno co za wiele to nie zdrowo, ale właśnie dzięki takiemu nagromadzeniu różnych wątków i przygód „Arabska żona” bardzo mi się spodobała. Co do kontynuacji miałam podobne oczekiwania, ale niestety nic nie okazało się być po mojej myśli. Autorka nie miała dobrego pomysłu na książkę, historia Miriam powiela zdarzenia z poprzedniego tomu i to w znacznie okrojonej wersji. Przez większą część książki nie dzieje się nic wartego uwagi, co mogłoby zainteresować czytelnika. Szybką akcję z „Arabskiej żony” zastąpiły opisy arabskich zwyczajów, wierzeń i codziennego życia, a nie są to bynajmniej pasjonujące fragmenty.

Autorka w kolejnych rozdziałach przedstawia coraz to nowe miejsca zamieszkania głównych bohaterów, których  los ciężko doświadcza. Bohaterka poprzedniej części była niezbyt mądra i w swej głupocie denerwująca, ale jej córka Miriam jest chyba jeszcze gorsza. Nie da sobie przemówić do rozumu, nie wysłucha racji drugiej strony, ale najgorsze jest jej ciągłe obrażanie się. Na trzysetnej stronie miałam jej już serdecznie dość. Inni bohaterowie są równie nijacy, bezbarwni i nudni, czytelnik raczej nie będzie im kibicował czy śledził z zainteresowaniem ich losów. To drugie to już na pewno nie, bo powieść ma najgorszą możliwą wadę, jest nudna. Zalet nie wymieniam, bo żadnych nie ma, czym jestem bardzo rozczarowana. Poprzednia część była naprawdę bardzo dobra, akcja pędziła naprzód w zawrotnym tempie, a książkę wręcz pochłonęłam w bardzo krótkim czasie. Szkoda, że kontynuacja nie dorównuje „Arabskiej żonie”, mogę polecić tylko pierwszą część, bo „Arabska córka” to już zupełnie inna, dużo słabsza historia.

Moja ocena: 4/10

piątek, 23 listopada 2012

Gorączka 1 - Dee Shulman: RECENZJA PRZEDPREMIEROWA



                 Moją znajomość z „Gorączką” można podzielić na kilka etapów: niewiedzy, nadziei, euforii i… Osoby, które jeszcze nie zjechały na dół ku cyferkom oceny potrzymam trochę w niepewności, bo nieładnie tak na początku zdradzać wszystkie tajemnice. Książka ma tak piękne wydanie, że przyciąga uwagę odbiorcy. Walory estetyczne to rodzaj sideł, pułapka dla ludzi, którzy zwykli oceniać książkę po okładce (dlaczego Egmont zawsze ma takie piękne okładki?), a ja również się do tego grona zaliczam. Zostałam więc omamiona, nie tylko urodą książki, ale również perspektywą niezwykłej historii, oczywiście z pogranicza podróży w czasie. Jednak zamiast bohaterów, przemierzających kolejne wymiary, autorka serwuje nam coś ciekawszego: Sethos jest żyjącym w I wieku, odnoszącym spektakularne sukcesy gladiatorem, który skupia się wyłącznie na przetrwaniu. Jego postawa zaczyna się zadziwiająco szybko zmieniać, gdy spogląda w piękne oczy młodej kobiety, siedzącej na trybunach. Tymczasem Ewa żyje w świecie współczesnym, a gdy pojawia się dla niej szansa wyjazdu do szkoły z Internatem, postanawia ją wykorzystać. W jaki sposób Dee Shulman udało się połączyć dwa zupełnie różne światy? Odradzam czytanie opisu z okładki, ponieważ zdradza on większość fabuły!

                „Gorączka” wciągnęła mnie już od pierwszych stron i będąc gdzieś na początku przygody z tą książką wyrobiłam sobie o niej dobrą opinię, dużo za wcześnie i na wyrost, ale o tym później. Wtedy spodobała mi się przede wszystkim główna bohaterka, wykreowana na podobieństwo Lisbeth Salander znanej z trylogii Millennium. Ewa jest ponadprzeciętnie inteligentna, ma genialne zdolności w zakresie hackerstwa, a w dodatku nie radzi sobie w kontaktach z rówieśnikami i rodzicami. Autorka książki trochę przesadziła, obdarzając ją na dodatek aurą, która zniewoli każdego osobnika płci męskiej, bowiem dziewczyna od adoratorów opędzić się nie może, pomimo swej odpychającej postawy. Ale może jakaś zagadka w tym tkwi, tylko ja o tym nie wiem ;) Przyznaję, że na początku Ewę polubiłam, a gdy wyjechała ona do szkoły z Internatem, to już byłam na etapie euforii i pochłaniałam książkę jak leci. Bo wymieniona przeze mnie szkoła jest dla uczniów genialnych, a jej wyposażenie i możliwości zaiste robią wrażenie! Z przyjemnością czytałam o tych wszystkich cudeńkach, myśląc „Też tak chcę!”.

                Wydarzenia rozgrywające się w przeszłości początkowo też były w miarę ciekawe, choć nieustannie kojarzyły mi się z „Quo Vadis” Sienkiewicza (chyba naprawdę przesadzam). Jednak faktem jest, że po ponad stu stronach, kiedy już zdążyłam stwierdzić, że książka jest rewelacyjna i ma szansę trafić do moich ulubionych, fabuła traci cały swój urok. Wraz z upływem czasu coraz więcej wydarzeń dotyczy przeszłości, a wszystkie mogą uśpić mniej wytrzymałego odbiorcę. Jakby tego było mało, nawet w teraźniejszości mają miejsce schematyczne i powtarzalne sceny, po prostu wiecznie to samo, na okrągło i do znudzenia. Nie mam pojęcia jaki był cel takiego zepsucia dobrego pomysłu. Zero tajemniczości, zero akcji, zero nowości. A główna bohaterka z inteligentnej, charakternej dziewczyny zmienia się w dziewczynę irytującą. Szczerze mówiąc pod koniec już nie mogłam z nią wytrzymać i głośno wzdychałam przy kolejnych głupich i wręcz komicznych scenach. A zakończenie jest już kompletnie bez sensu, nic nowego, a autorka zrobiła z niego jakiś spektakl z odkryciem asa w rękawie. Jeśli kolejny tom ma być podobny to ja dziękuję.

                Moja ocena: 4/10


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Egmont :)