piątek, 13 stycznia 2012

"Dziewczyny z Hex Hall" - Rachel Hawkins


              
                 Gdy Sophie Mercer po raz kolejny ujawnia w obecności ludzi swoje magiczne umiejętności, jej ojciec stwierdza, że nastoletnia czarownica musi udać się do Hekate Hall – szkoły z internatem dla istot „szczególnych”, czyli także wilkołaków, zmiennokształtnych i elfów. Jest to nie tyle zwykłe miejsce dla młodzieży Prodigium, a raczej poprawczak, dla nieumiejących podporządkować się podstawowym zasadom. Nic, że Sophie użyła magii w dobrym celu, co prawda po ran n-ty, decyzja czarownika jest nieodwołalna. Dziewczyna trafia więc na wyspę i ma tu zamieszkać aż do ukończenia 18 roku życia. Hex Hall nie jest zwyczajną placówką wychowawczą – od początku rozgrywają się tu dziwne zdarzenia, takie jak zagadkowe śmierci czarownic, o które oskarżona jest pierwsza i jedyna przyjaciółka Sophie. To o tyle niezwykłe, że szkołę chroni multum zaklęć i czarów, niemożliwych do pokonania. Tymczasem placówka jest sterroryzowana przez sabat pięknych i okrutnych wiedźm…
                Książka wciąga już od pierwszych stron. Jest lekka, łatwa i przyjemna. Autorka kreuje realistyczny i interesujący świat, który kręci się wokół czarownic, sabatów, mioteł i demonów.  Jest tez przystojny, arogancki chłopak, złośliwa dziewczyna tworząca kolejne intrygi ze swoimi przyjaciółkami, wampir nienawidzący swojej mrocznej natury i niewyjaśnione morderstwa. Słowem – jest wszystko czego potrzeba do stworzenia ciekawej historii jaką są „Dziewczyny z Hex Hall”. Jedyną jej wadą jest to, że tak szybko się kończy.
                Bohaterowie zostali wykreowani przez Rachel Hawkins na więcej niż zadowalającym poziomie. Nie przechodzimy obok nich obojętnie – wraz z nimi przeżywamy kolejne przygody, współczujemy, cieszymy się i kibicujemy im w szczęśliwym dotrwaniu do końca. Nie wszystkim, oczywiście. Trzeba zakończyć panowanie pewnych wrednych czarownic.
                Podczas lektury zupełnie się nie nudziłam, w szkole Hekate Hall wciąż coś się dzieje, ciężko było mi choć na chwilę oderwać się od rozgrywających się zdarzeń. Z pewnością oprócz wciągającej fabuły jest to także zasługa prostego języka, który sprawia, że czyta się bardzo przyjemnie i nawet nie zauważymy, gdy będziemy musieli pożegnać się z uczniami Hex Hall. Na szczęście jest kontynuacja, której jeszcze nie czytałam, ale nie musze się przynajmniej martwić, że nie poznam nowych przygód i bohaterów stworzonych przez Rachel Hawkins.
                „Dziewczyny z Hex Hall” bardzo mi się podobały. Polecam fanom książek fantastycznych z wartką akcja i ciekawą fabułą, w której niemałą rolę odgrywają czarownice. Nie sposób się przy niej nudzić. 

              Moja ocena: 8/10


wtorek, 10 stycznia 2012

"Niewidzialny" - Mari Jungstedt



Na Gotlandii, wyspie należącej do Szwecji, zostaje  znalezione ciało brutalnie zamordowanej młodej kobiety. Sprawa staje się sensacją, gdy zostają odkryte kolejne szczegóły – kilkadziesiąt ciosów zadanych siekierą, zaginione ubrania ofiary i leżący nieopodal piec z odrąbanym łbem – to z pewnością makabryczny obraz. I ani śladu sprawcy. Podejrzani to przede wszystkim partner kobiety, który pokłócił się z nią poprzedniego wieczoru podczas spotkania z przyjaciółmi oraz jeden z jego uczestników. Jednak czy rozwiązanie jest aż tak proste? Czy to możliwe, by morderca spał spokojnie kilkaset metrów od miejsca tragedii? Tymczasem na jaw wychodzą coraz to nowe fakty, a śledztwo rusza do przodu.
„Niewidzialny” to pierwszy kryminał szwedzkiej pisarki i dziennikarki – Mari Jungstedt, z Andersem Knutasem jako gotlandzkim inspektorem policji w roli głównej. Seria zyskała rzeszę fanów, a na jej podstawie powstał serial emitowany w niemieckiej telewizji.
Fabuła „Niewidzialnego” skupia się na rozwiązywaniu sprawy wyjątkowo okrutnego morderstwa dokonanego z zimna krwią przez nieuchwytnego osobnika. Prowadzone przez Andersa Knutasa śledztwo wolno posuwa się naprzód, mimo wszelkich starań czynionych przez inspektora i jego zaufaną ekipę. Jest zbyt wiele niewiadomych, brakuje powiązań między ofiarami, dowodów zbrodni i świadków zdarzeń. Wydaje się, że nic ciekawego już się nie stanie. Książka jednak kiedyś się skończy, więc możemy myśleć, że dojdzie do przypadkowego, mało oryginalnego ujęcia sprawcy, a my zamkniemy powieść z uczuciem niedosytu. Też tak początkowo sądziłam, jednak nic bardziej mylnego. Mimo że rozwój akcji i fabuła już na starcie nie powalają, to wraz z kolejnymi przewracanymi stronami sytuacja ulega zmianie. Interesującą częścią historii są fragmenty wspomnień mordercy, które mogą pomóc w dostrzeżeniu kierujących nim bodźców, jego motywów postępowania. Gdy akcja się rozwijała, sama próbowałam dociec prawdy analizując nowe wskazówki i chociaż do niektórych rzeczy doszłam bez pomocy gotlandzkiej policji, to jednak zakończenie raczej nie było przewidywalne – oceniam je pozytywnie.
Mimo że „Niewidzialny” to powieść kryminalna, wątek morderstwa nie jest tu jedynym. Pisarka przedstawia tez historię małżeństwa Emmy Winvarre, które nie jest do końca takie, jak być powinno. Johan Berg to kawaler będący reporterem Telewizji Szwedzkiej. Jeszcze nie spotkał tej, z którą chciałby spędzić resztę życia. Do czasu, gdy poznaje Emmę, która z miejsca zdobywa jego serce, a i on sam nie pozostaje jej obojętny. Pomaga kobiecie uporać się ze stanem w jakim się znalazła po śmierci przyjaciółki, obecność Berga działa na nią dobroczynnie. Mamy tu więc wielowątkowość: kryzys w małżeństwie, poszukiwanie wielkiego uczucia, zdrada, osamotnienie po śmierci bliskiej osoby. A wątki te bynajmniej nie były niepotrzebne – pomagają zagłębić się w fabułę, poznać sytuację bohaterów, ich rozterki, życie wewnętrzne. Dzięki temu kryminał nie jest tylko ciekawą sprawą, która nas intryguje, a po jej rozwiązaniu zapominamy. Budzi w nas całą gamę uczuć: żal, smutek, współczucie, przerażenie ludzkim okrucieństwem. Nie mogę tez powiedzieć, że wątki poboczne są mniej interesujące od głównego – one go czynią kompletnym.
Podobał mi się sposób, w jaki autorka wywróciła to co wiemy i czujemy do góry nogami. I nie chodzi mi o zaskakujące zwroty akcji, a raczej o zagadnienia psychologiczne. Pisarka pokazuje jak często kierujemy się pozorami. Zaskoczyło mnie, ze czasem to winny może być ofiarą, a osoby poszkodowane – oprawcami. I choć waga przestępstw jest zupełnie różna, a wyrządzonych krzywd nie można porównywać, to jednak niekiedy współczułam tej „złej” stronie. Widać, jak duży wpływ mają na nas przeszłość, rodzina, doświadczenia z dzieciństwa, które czasem mogą zniszczyć psychiką i życie. Niby kryminał, a zawiera naukę moralną. Nasze grzechy z przeszłości prędzej czy później się na nas zemszczą. Żałuję tylko, że osoby, które do całej sytuacji się pośrednio przyczyniły, nie zostały ukarane, nie spotkały się z krytyką, a nawet nie zauważyłam u nich wyrzutów sumienia i żalu do samych siebie.
Kryminał Mari Jungstedt ujął mnie nie tylko fabułą, ale przede wszystkim swoją wielowątkowością i tym, że daje do myślenia. Początkowo nie sądziłam, że będę go mogła z ręką na sercu polecić, a teraz to robię. Polecam ! 

Moja ocena: 8/10

piątek, 6 stycznia 2012

"Błękitnokrwiści" - Melissa De La Cruz


Błękitnokrwiści to elita Manhattanu, członkowie najbogatszych rodów, właściciele muzeów, klubów i większości obiektów rozrywkowych, modele, aktorzy, redaktorzy, biznesmeni. Osoby posiadające największą władzę, by w razie potrzeby pociągnąć za sznurki i dostać dokładnie to, czego chcą. To także uczniowie prywatnej szkoły średniej Duchesne, rozpieszczona młodzież, której życie polega głównie na trwonieniu majątków rodziców i brylowaniu w towarzystwie przez bywanie w najmodniejszych klubach i na najlepszych imprezach sezonu. Błękitnokrwiści nie zawahają się przed niczym, są w końcu nieśmiertelni. W ich żyłach płynie błękitna krew. Nic nie może ich zniszczyć. Taka jest przynajmniej powszechna wśród wampirów opinia. Mimo ich pragnienia władzy i popularności zwykli ludzi, Czerwonokrwiści, nie zdają sobie sprawy z ich istnienia, a może raczej z tego, kim są, bo oprócz pozycji społecznej niczym widocznie się nie różnią od przeciętnych śmiertelników.
 Schuyler także jest uczennicą elitarnego Duchesne, jednak w niczym nie przypomina swoich rówieśników, wśród których nie cieszy się popularnością. Jedynymi jej przyjaciółmi są Oliver i Dylan, nowy uczeń ich szkoły, tak jak i oni niezbyt lubiany. Z resztą znajomych pozostaje w obojętnych, a nawet wrogich stosunkach. Schuyler to  ładna dziewczyna o oryginalnej, eterycznej urodzie, którą jednak ukrywa ubierając się w za duże, przez wielu uznawane za dziwaczne, rzeczy i nie dbając o swój wygląd. Nie interesuje jej opinia innych ludzi, oprócz zdania jej przyjaciół.
 Mimi to bardzo bogata, piękna i rozpieszczona dziewczyna, której nikt nie odważy się sprzeciwić, rządząca cała szkołą i posiadająca własny dworek składający się z zapatrzonych w nią, spełniających każdą zachciankę i oddanych jej, lub tylko sprawiających takie wrażenie, ludzi i Błękitnokrwistych. Dla niej jedynymi zmartwieniami są wątpliwości, którą sukienkę ubrać na najbliższą imprezę, jak dobrać do niej kolczyki i którego chłopca wziąć ze sobą. Jej brat, Jack, to wyłączając wygląd, całkowite przeciwieństwo Mimi. W odróżnieniu od głośnej, rozgadanej i zawsze na topie siostry, to raczej cichy, wycofany, ale zarazem nieziemsko przystojny chłopak, któremu serca oddało wiele uczennic Duchesne.
 Bliss jest jedną z przybocznych Mimi, określana nawet mianem przyjaciółki, choć nie wiem, czy relację między nimi można nazwać przyjaźnią. Mimi wykorzystuje dziewczynę, by jeszcze jaśniej świecić na jej tle, a Bliss godzi się na to, byleby tylko nie stać się znowu wyrzutkiem, jak to miało miejsce, gdy przeprowadziła się z rodziną na Manhattan.
 „Błękitnokrwiści” to pierwsza część serii fantastycznej opisującej życie wampirze elity Manhattanu, której twórczynią jest Melissa De La Cruz, autorka m. in. „Zapachu spalonych kwiatów”. Pisarka ukończyła Uniwersytet Columbia ze specjalizacją język angielski i historia sztuki. Obecnie mieszka w Los Angeles.
 W książce występuje narracja trzecioosobowa, jednak w wampirzy świat jesteśmy wprowadzani z punktu widzenia kilku osób, dzięki czemu możemy dokładnie przyjrzeć się życiu poszczególnych warstw społeczeństwa błękitnokrwistych, a także różnicom w charakterze postaci. Niestety, są one przedstawione albo jako swoje całkowite przeciwieństwa, aż do przesady, albo pozbawione osobowości i nijakie. Nie polubiłam żadnego z wykreowanych przez autorkę bohaterów, mogłabym za to stworzyć Top listę, którzy z nich byli bardziej denerwujący.
 Już po przeczytaniu kilku stron książki odechciało mi się czytania, a po dwudziestu zastanawiałam się, czy nie przerwać lektury i dać sobie z nią spokój. Ciągłe opisy strojów, budynków, różne nazwy ulic i firm nie nastrajają pozytywnie, podobnie jak brak akcji. Dla pocieszenia powiem jednak, że prawie nic nie dzieje się tylko przez pierwszych dwieście stron ! Potem akcja się „rozkręca”, co oznacza, że możemy zagłębić się w poszukiwania informacji w bibliotece. Pewnie nie brzmi to zachęcająco, ale tak miało być, nie będę namawiać do czytania „Błękitnokrwistych”. Tym bardziej, że zakończenie właściwie nic nam nie wyjaśnia i trzeba sięgnąć po kolejną część. Cóż, ja podziękuję.
 Moje przemyślenia po lekturze książki: mnóstwo nazw własnych, nieznanych i niewiele mówiących większości czytelnikom adresów, firm, marek odzieżowych; stanowiące przeważającą część książki opisy bogatych wystrojów domów, ubioru postaci (torba z Chanel, buty od Versace) i cała ta snobistyczna otoczka + minimum akcji + wampiry = przepis na bestseller !  Bo jeśli „Błękitnokrwiści” określani są mianem bestselleru, a tak wyczytałam na okładce, to zwątpiłam we współczesną literaturę. To chyba najgorsza książka, jaką przeczytałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nie polecam, nie warto tracić czasu, chyba że ktoś sam chce się przekonać, że nie było warto.

Moja ocena: 3,5/10


wtorek, 3 stycznia 2012

"Crescendo" - Becca Fitzpatrick


                 Po wydarzeniach opisanych w „Szeptem”, gdy Nora cudem uszła z życiem, a Patch dokonał zadośćuczynienia swoim poprzednim grzechom, wydawałoby się, że ich życie w końcu wróci do normy. Jednak jak widać czarna strona mocy nie może przeboleć straty chłopaka i postanawia, nawet wbrew jego woli, strącić go do czeluści piekielnych. Paradoksalnie z pomocą archaniołów. Tymczasem Norze także nie jest dana spokojna egzystencja u boku ukochanego, który najwyraźniej ma przed nią do ukrycia sporo mało chwalebnych uczynków. Coraz częstsze spotkania Patch’a z Marci, największym wrogiem jego dziewczyny, bynajmniej na korzyść związku nie wpływają. Ale to jeszcze nie koniec. Nora boryka się nie tylko z kłopotami sercowymi. Nękana niezwykle realistycznymi snami, bardziej przypominającymi wspomnienia i przywidzeniami, które są coraz bardziej nieprawdopodobne, postanawia dokładnie zgłębić historię śmierci swojego ojca i znaleźć winnego.
                „Crescendo”, druga część bestsellerowej powieści „Szeptem”, przetłumaczonej na kilkadziesiąt języków, to mieszanka będąca połączeniem romansu i fantastyki z wątkiem kryminalnym. Autorką jest Becca Fitzpatrick, amerykańska pisarka, która po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Brighama Younga rozpoczęła pracę jako nauczycielka. Popularność zyskała dzięki serii „Szeptem”.
                Przyznam, że ze względu na doświadczenia z częścią pierwszą, która, mimo tytułu bestselleru i licznych pozytywnych opinii, rozczarowała mnie i postanowiła z pytaniem, co takiego niezwykłego jest w tej książce, że wzbudza powszechny zachwyt, do „Crescendo” podeszłam ze sceptyzmem i rezerwą. Może to dlatego moja recenzja będzie w miarę pozytywna, że zaczynając lekturę nie liczyłam na nic szczególnego, a co za tym idzie nie spotkał mnie zawód, a raczej miłe, choć umiarkowane, zaskoczenie. Bo co do tego, że druga część jest lepsza nie mam wątpliwości. O ile w „Szeptem”  motywem przewodnim jest uczucie Patch’a  i Nory, a liczba podobnych romansów paranormalnych stale rośnie, o tyle w „Crescendo” motyw miłości między dwojgiem nastolatków przeplata się z wątkiem kryminalnym, co czyni tę pozycję bardziej interesującą.
                Postacie, oprócz Patch’a z jego wizerunkiem „złego chłopca”, którego uparcie się trzyma i niefrasobliwej Vee, potrafiącej rozbawić czytelnika swoimi ciętymi uwagami, są raczej bezbarwne. Nie mają cech, za które można je pokochać czy tez znienawidzić. Więc w przypadku „Crescendo” wyrażenie: „barwna gama postaci” zupełnie nie pasuje, na ciekawych bohaterów nie ma co liczyć.
                Według mnie plusem jest, wspomniany już wcześniej, wątek kryminalny dotyczący ojca Nory i przeszłości Patch’a, który wzbogaca fabułę i czyni z niej coś ciekawszego niż tylko miłosny świergot zakochanych. Niektóre elementy wprowadzone przez pisarkę, takie jak sny, wspomnienia czy nawet prolog, intrygują, a niekiedy także przyprawiają o dreszczyk emocji. Dobre momenty są, ale równolegle niestety, często nawet w sytuacjach ważnych dla fabuły, gdy akcja nie powiem, że pędzi, ale chociaż truchta, naprzód i czytelnik powinien w jakiś sposób uczestniczyć w tych zdarzeniach, przeżywać je, ciężko jest się wczuć, a przynajmniej tak było ze mną. Nie wiem, z czym to jest związane, może z brakiem odpowiedniego nastroju, który powinna stworzyć pisarka, a tego nie zrobiła, brakuje emocji. Może chodzi o prosty język, który nie wprowadza do świata powieści tak, jak powinien. Ale język to kwestia subiektywna, jednym przypadnie do gustu, innym się nie spodoba.
                „Crescendo” to lekka powieść, którą czyta się szybko i równie szybko zapomina, nic wartościowego po niej nie pozostaje, ale nadaje się na długi wieczór, gdy mamy ochotę na lżejszą lekturę. Nie rozumiem jej „fenomenu”, ale powinna spodobać się osobom, które polubiły „Szeptem” i czytają chętnie romanse paranormalne.  

Moja ocena: 6,5/10